Co u mnie słychać? Co planuję i czy może właśnie gdzieś podróżuję? Oto mój dziennik.

Oto miejsce dla wszystkich osób, które chciałyby być na bieżąco z tym, co dzieje się na blogu. Jeśli nie korzystasz albo nie przepadasz za mediami społecznościowymi, to nie musisz zmieniać swoich przyzwyczajeń, by śledzić moją nierówną walkę z grawitacją. W jednym miejscu znajdziesz zapis tego, z jakim podejściem ostatnio walczyłem, które dało mi w kość i co planuję dalej. Czasami podzielę się też wrażeniami sprzętowymi, czy… memem! Takie posty na fejsie, tylko bez fejsa.

Wpisy umieszczane są chronologicznie, a na górze znajdziesz ten najbardziej aktualny.

07.05.2026 – Za tydzień egzamin przewodnicki

Co tu dużo pisać. Sporo nauki, mało czasu na góry, a do tego odrobina stresu. Trochę paradoksalnie może, ale bardziej przejmowałem się wizją egzaminu przewodnickiego kilka tygodni temu. Teraz raczej podchodzę do tego z większym spokojem. Dlaczego? Wcale nie dlatego, że wszystko umiem, a skąd. Po prostu jeśli zdam, to będę zadowolony i niedługo ruszę w góry. Jeśli natomiast nie zdam i nie zostanę przewodnikiem beskidzkim, to… w moim życiu raczej nic się nie zmieni. Jasne, będzie trochę przykro, zwłaszcza że poświęciłem na to sporo czasu. Natomiast kolejnego dnia się obudzę i będę myślami już planował kolejne wypady. To chyba całkiem dobre podejście. Dam znać, co z tego wszystkiego wyszło! Udało mi się w międzyczasie wybrać w góry, no i niżej znajdziecie zapis tej włóczęgi.

06.03.2026 – Gorce dobre na wszystko

Zima zawsze mi się potwornie dłuży, a kolejne tygodnie urastają do rangi lat. Tymczasem podczas ostatniego wyjazdu w Gorce odniosłem wrażenie, że.. wiosna zaskakująco szybko rozpycha się łokciami. W ogóle ten wypad wyszedł mi trochę przypadkowo. Miały być Tatry i jakieś poważniejsze chodzenie, ale spadło sporo świeżego śniegu, wiał mocny wiatr, no i ostatecznie skończyło się ryzykownymi warunkami i lawionową trójką. Ruszyłem więc w Beskidy i był to (jak zazwyczaj) bardzo dobry pomysł. Miło było zobaczyć jeszcze trochę zimowych krajobrazów, a jeszcze przyjemniejszy był fakt, że drugiego dnia pogoda pozwoliła na maszerowanie bez kurtki! Oby wiosna zadomowiła się już na dobre.

Zima w Gorcach

04.02.2026 – Bo trudno byłoby chodzić po górach nago

Nie tak łatwo zaprojektować koszulkę, tyle wam powiem. Najpierw trzeba mieć bowiem pomysł. Rzadko się jednak zdarza, żeby już pierwsza wersja mglistych założeń okazała się tą właściwą. Dokonuje się więc zmian, poprawek, a czasami wszystko tylko po to, by… po jakimś czasie zarzucić pomysł. Pytaliście jednak o koszulki z długim rękawem, więc starałem się stanąć na wysokości zadania. Wzór znów jest geometryczny, no i chyba całkiem dobrze pasuje do tych koszulek z krótkim rękawem. Materiał jest bardzo dobry, już sprawdzony, no i tak najzwyczajniej na świecie mi się podobają. Mam nadzieję, że spodobają się i wam. Dostępne w sklepie.

03.02.2026 – No kto by pomyślał!

Cóż to był za weekend! Kto by pomyślał jeszcze jakiś czas temu, że będę miał okazję zrobić coś tak ciekawego. Wyobraźcie sobie, że byłem na wyjeździe kursowym, ale w roli… instruktora. Wraz z kursantami wybraliśmy się w Pieniny. Było mroźnie i może niezbyt widokowo, ale klimat zimy towarzyszył nam przez całe dwa dni. W niedzielę uśmiechnęło się nawet do nas szczęście i widzieliśmy Tatry. Udało nam się natomiast poznać nieco terenu, opowiedzieć sobie o najciekawszych atrakcjach, no i… nikogo nie zgubiłem! Ogłaszam więc całkowity sukces! Kurs przewodnicki

13.01.2026 – Coś się kończy, coś się zaczyna

Jeszcze do niedawna sądziłem, że dwie rzeczy na tym świecie nie mają końca. Chochołowska i ten profil. To jednak ostatni raz, kiedy piszę do was jako „Zieloni w podróży”. Spokojnie jednak, nigdzie nie znikam. Ta nazwa towarzyszyła mi ponad 10 lat. Uwierzycie? Dekada! Tylko spójrzcie na tego młodego chłopaka ze zdjęcia 😛

Mateusz Zieloni w podrozy

Od pierwszych, często bardzo nieporadnych kroków na szlaku, przez tysiące górskich kilometrów, aż po dzisiejszy dzień. Razem odkrywaliśmy szlaki i uczyliśmy się od siebie nawzajem gór. Przeżyliśmy tutaj sporo wspaniałych przygód i znalazłem w Was niesamowitych kibiców moich wszystkich planów 😀

Czułem już jednak od dawna, że ten rozdział zbliża się do końca. Mój kanał i strona dorosły do momentu, w którym chciałbym pójść dalej już z własnym nazwiskiem. Bądźmy ze sobą szczerzy – od lat i tak znacie moją gadającą głowę po prostu jako… Mateusza. Dla wielu z Was nie zmieni się więc absolutnie nic. Jedyną różnicę jaką zauważycie, to tę w nazwach profili i w pasku przeglądarki. Dalej tu będę! Będę jednak publikował już nie jako “Zieloni w podróży”, a jako ja – Mateusz 🙂 Dla mnie jednak zmienia się sporo, bo chciałbym ruszyć w góry głębiej, niż kiedykolwiek. Dalej, odważniej, z poczuciem górskiej wolności. Mam nadzieję, że mi się to uda.

Obiecuję, że nuda nam tu nie grozi. Dzięki, że jesteście! 🙂

30.12.2025 – Dwunastu Mateuszów na 12 miesięcy mijającego roku!

Jak było? Nie było źle! Nie połamałem się nigdzie, a już samo to może być powodem do uśmiechu. Zwłaszcza że zębów sobie też nie wybiłem! 😛

Ukończyłem (wreszcie!) kurs przewodnicki, który pochłaniał bardzo dużą część mojego życia. Dalej pochłania, bo zimę wykorzystuję na to, by wkuwać materiał do egzaminu przewodnickiego. Uwierzcie, że jest tego masa, a im bardziej wydaje mi się, że wiem, tym bardziej mam wrażenie, że tylko mi się wydaje. Jeśli wszystko pójdzie jednak dobrze, to przynajmniej część 2026 roku będę mógł spędzić z dala od nauki. Zaszyję się gdzieś w lesie! 😉 Sam kurs był dla mnie fajną przygodą i postanowiłem się nie rozstawać z SKPB Rzeszów. W listopadzie ukończyłem Kurs Interpretacji Dziedzictwa, a w 2026 roku nowi kursanci będą musieli się męczyć… z bardzo wymagającym instruktorem/wykładowcą/hejterem Chochołowskiej!

koniec roku

Na blogu i kanale działo się zaskakująco dużo, zwłaszcza że, ze względu na kurs i obowiązki, działałem tu trochę na pół gwizdka. Jeśli mnie pamięć nie myli, to na samym kursie spędziłem prawie 35 dni wyjazdowych, więc jestem zadowolony, że udawało mi się znajdować czas na „własne” wypady. Zima to u mnie trochę martwy czas, ale na początku roku udało mi się wybrać na Magurki w Gorcach i Kozi Wierch w Tatrach. To tam uświadomiłem sobie, że lata lecą i jednak wypada się nieco ruszać przez zimę, żeby potem nie skrzypieć na podejściach 😛 Zacząłem więc też w miarę regularnie się ruszać.

Wiosną na kanale królował serial z Głównego Szlaku Beskidzkiego. Na szlaku byłem co prawda w 2024 roku, ale montowanie tych 16 odcinków zajęło trochę czasu. Całą serię obejrzeliście prawie… 530 tys. razy. Niesamowite. Wliczając w to długi film i odcinek sprzętowy, średnio każdy seans przyciągał 30 000 wyświetleń. Cieszy mnie to bardzo, bo ta seria jest taka… moja. Nie muszę na kanale udawać, że jestem jakiś fajniejszy, niż jestem. Ot, poszedłem sobie przez lasy na drugi koniec kropki.

Wakacje to czas, w którym wreszcie odwiedziłem Tatry. Mam tam jeszcze kilka niedomkniętych spraw. Znalazłem chwilę, by przejść Orlą Perć jednego dnia, no i wykombinowałem, że po 10 latach unikania, może wreszcie pójdę na Rysy. Było… zaskakująco przyjemnie, zwłaszcza że na szlaku było tego dnia bardzo spokojnie. Po stronie słowackiej z kolei pospacerowałem przez Rohacze i też był to bardzo ciekawy dzień. Były w tym roku też Bieszczady, Pieniny, Beskidy, no ogólnie dosyć szeroki przekrój polskich szlaków 🙂 Chciałoby się oczywiście więcej, ale na to przyjdzie czas, jak zrzucę z siebie część obowiązków. Chociaż może przyjdą nowe? Kto wie. Ładnych miejsc, które chciałbym odwiedzić jest jednak sporo i będę coś kombinował.

Jestem bardzo zaskoczony, ale tak pozytywnie, że… ciągle czytacie bloga! W czasach, w których królują krótkie treści w mediach społecznościowych, albo wręcz podpowiedzi od AI, aż pół miliona osób zaglądnęło na stronę. To super wynik i bardzo mnie cieszy, że te opisy ciągle się wam przydają 🙂 W poprzednim roku było podobnie.  Jeśli chodzi o media społecznościowe natomiast, to od lat traktuję je raczej… chłodno :p Zdecydowanie lepiej czuję się w tych dłuższych formach i nigdy jakoś nie odnalazłem się w tym całym tworzeniu rolek i walki o algorytmy. Chyba istnieje tam zbyt duże ryzyko i pokusa, by przestać wrzucać to, co się chce, a zacząć to, co ma szansę się „wybić”. Dlatego czasami podzielę się jakąś ciekawostką, a czasami tym, co u mnie słychać i.. to cały mój bogaty repertuar 😛 Chociaż jedną rolkę zrobiłem taką „clickbaitową” i poszła w świat, że hoho!

No i na koniec tej ściany tekstu najważniejsze: bardzo Wam wszystkim dziękuję, że tu zaglądacie 😉 Mam nadzieje, że w treściach, które udostępniam, znajdujecie raz na jakiś czas coś ciekawego dla siebie. Bardzo dziękuję za każdy komentarz (ostatnio jest ich tak dużo, że trudno na wszystkie odpisać! :P), każdą wiadomość, lajki i miłe słowa. Wielkie dzięki za każdą zakupioną koszulkę, książkę, czy kalendarz. No a do tego ściskam jeszcze patronów kanału w serwisie Patronite! 🙂

Wszystkiego dobrego w Nowym Roku, a teraz oddaję wam sekcję komentarzy. Pochwalcie się, co ciekawego udało się Wam zrobić w mijającym roku i jakie plany macie na ten nadchodzący, 2026 rok. Wszystkiego najlepszego!

18.11.2025 – Opowiadać każdy może, jeden lepiej, a drugi.. też nie najgorzej!

Zima to dla mnie czas… nauki. Przygotowuję się do egzaminu państwowego, który pewnie odbędzie się gdzieś na wiosnę 2026. Zapisałem się jednak w międzyczasie na kurs interpretacji dziedzictwa, a wszystko po to, żeby ciekawiej i uważniej opowiadać o tym, co wokół nas. Nie tylko w górach. Te kilka dni, które spędziłem w Sękowej były naprawdę owocne i chwilami nie mogłem uwierzyć, że tak ciekawie można opowiadać o rzeczach pozornie… zwykłych. Nie samą nauką jednak żyje człowiek, a że listopad jest paskudny, to staram się nieco ćwiczyć i ruszać. Mówiłem, że listopad jest paskudny? No właśnie, dlatego odwiedzam siłownie, czego nie robiłem już ze sto lat. Czy to kryzys wieku średniego? Kto wie.

Kurs interpretacji17.10.2025 – Małe kontuzje, małe sukcesy

Z nogą już trochę lepiej, ale o wysiłku większym niż krótki spacer, mogę na razie zapomnieć. Szkoda, bo oddala się wizja jakiegoś górskiego wypadu, a bardzo lubię jesienne, kolorowe lasy. No cóż, lekarza trzeba słuchać, a przede wszystkim słuchać trzeba głosu rozsądku. Pochwalę się wam za to czymś. Pierwszy nakład mojej książki sprzedał się w pół roku. Drugi potrzebował na to nieco ponad rok. W przyszłym tygodniu natomiast pojawi się już… trzeci! Bardzo mnie cieszy, że książka cieszy się cały czas waszym zainteresowaniem. Dzięki! Fakt, że nie mogę na razie wrócić do aktywności wykorzystuję na… nadrabianie życiowym zaległości. Tu coś przeczytam, tam coś obejrzę, no i jakoś leci. Pomyślałem nawet, że spróbuję ożywić mój Instagramowy profil, bo działo się tam ostatnio tyle, co w Chochołowskiej.

10.10.2025 – Ruch to zdrowie, póki fizjo się nie dowie

Jesień to piękna pora roku, no chyba, że jest taka, jak ta tegoroczna – przynajmniej u mnie. Zimno, wieje, pada, ogólnie żyć się nie chce. Oczywiście czekam jeszcze na łaskawość Matki Natury i chciałbym się gdzieś wybrać, kiedy drzewa będą już zachwycać kolorami. Po śniegu też zamierzam podreptać, chociaż nie będą to pewnie żadne dłuższe ani poważniejsze wycieczki. Powoli jednak w mojej głowie pojawiają się myśli o treści zbliżonej do hasła: “No dobra, pora pomyśleć, co dalej”. Pewnie nie zaskoczę was, jeżeli powiem, że nie mam na razie żadnych konkretnych planów co do przyszłego roku. Nie zaskoczę was chyba też tym, że chciałbym przejść jakieś średnio/długodystansowe szlaki. To się na pewno pojawi na kanale w 2026 roku i Chochołowska mi świadkiem, że tak będzie!

Uznałem więc w zasadzie, że konkretne cele się jeszcze wybierze, a o formę trzeba dbać przez cały rok. To żem zadbał. Tak bardzo rzuciłem się na te wszystkie aktywności, że siedzę od dwóch dni z obolałą nogą. 150 przebiegniętych kilometrów we wrześniu to mogło być trochę zbyt ambitnie jak na nowicjusza. Wniosek z tego taki, że muszę cały mój plan treningowy jakoś ustrukturyzować, bo inaczej się połamię i to wy będziecie mi podrzucać jakieś górskie treści do oglądania. P.S. Kalendarze w 99% rozesłane, a Patroni z Patronite niech spodziewają się niedługo w tej sprawie maila.

Bieganie to zło

20.09.2025 – Herbatka też dobra

Pewnie umieracie z ciekawości, żeby się dowiedzieć, ile ten mój rozbrat z kawą potrwał. Wyobraźcie sobie więc, że… trwa do dzisiaj. Pierwsze dni były rzeczywiście fatalne, ale nie spodziewałem się niczego innego. Piłem kawę przez ostatnie kilkanaście lat, a w ostatnim czasie mój kubek miał 450 ml pojemości. Pięć kaw dziennie oznaczało ponad dwa litry tego napoju… “Odwyk” świetnie mi więc zrobił, no i jak przetrwałem te pierwsze dni, to było już tylko lepiej. Nawet jeśli to tylko placebo, to w ogóle mi to nie przeszkadza, bo rzeczywiscie odnoszę wrażenie, że mam więcej takiej równomiernej energii, nie mam “zjazdów” w ciągu dnia, no i wysypiam się naprawdę nieźle.

Najbardziej mnie natomiast rozbawił ostatni, krótki wypad w Bieszczady. Z łóżka zerwałem się o 3:30, a o 4 byłem już w samochodzie. Kiedyś było to trochę nie do pomyślenia, bo przecież i o tej porze trzeba byłoby przeprowadzić cały ten rytuał związany z piciem kawy. Naprawdę nie pamiętam, kiedy ostatnio ruszyłem na szlak tak po prostu, bez kofeiny. Miłe to było doświadczenie, a efekty tego spaceru znajdziecie niżej.

 

04.09.2025 – Rzucam kofeinę i czuję się jak wrak

Nie pamiętam już dnia, w którym nie wypiłem przynajmniej jednego kubka kawy. Kawę mógłbym pić litrami, co jak się pewnie domyślacie, niesie ze sobą pewne problemy. Nie przesadzam – mój kubek ma 450 ml pojemności i spokojnie mogę ich wypić w ciągu dnia pięć.

Nie tylko lubię smak kawy, ale też cały ten rytuał z nią związany. Kawa rano, potem w południe, a potem coś trzeba zmontować, napisać na bloga, przeczytać, albo tak po prostu sobie usiąść. W ostatnim czasie moje spożycie kofeiny skoczyło więc tak mocno do góry, że zaczynało mi to przeszkadzać. Słaby sen, nerwowość , skoki tętna i tego typu sprawy. Postanowiłem więc całkowicie zerwać z kofeiną, no i… nie jest to przyjemne. Mam zapas herbat owocowych i silne postanowienie. Po kilku dniach chyba będzie lepiej, co?

29.08.2025 – Skończyłem projektować kalendarz na 2026 rok

Prace nad corocznym kalendarzem już zakończone! Otrzymałem nawet wydruk próbny i wszystko wygląda świetnie. Zawsze na niego wyczekuję, bo droga od zdjęcia do gotowego kalendarza bywa zaskakująco wyboista. Żeby to wszystko ładnie wyglądało, trzeba fotografie odpowiednio obrobić. Ekrany świecą, a wydruki odbijają światło. Trzeba więc o tych różnicach w jasności pamiętać, przygotowując pliki do druku. W dodatku drukarki operują w przestrzeni CMYK, a zdjęcie to zazwyczaj RGB.

No i żeby nie było później żadnych, niechcianych chochlików, konwersję wypada zrobić samemu, żeby mieć w 100% wpływ na to, że zdjęcie będzie wyglądać tak, jak miało wyglądać. Ogólnie trzeba na każdym kroku uważać, żeby z rozpędu czegoś nie przeoczyć. Mam nadzieję, że przyszłoroczna, dziewiąta już edycja się wam spodoba! To dzięki Wam powstaje część nowych materiałów i filmów i może uda się w przyszłym roku zaplanować jakąś większą przygodę. Kalendarz możecie zamówić TUTAJ.

09.08.2025 – Kolejny wypad w Tatry, bo czemu nie

Kolejną, wolną chwilę również postanowiłem spędzić w Tatrach. Wiadomo, kiedy jeszcze znajdę na to czas? I tym razem chciałem odwiedzić szlak, na którym mnie jeszcze nie było. Zaplanowałem sobie więc wycieczkę na Rohacze w słowackich Tatrach Zachodnich. Znów wyjazd o północy, ponad cztery godziny w samochodzie no i jakoś przed piąta byłem gotowy do drogi.

Ta wycieczka z kolei bardzo mi się spodobała. Taki ciekawy, górski miks. Trochę bujnej roślinności, charakterystyczne dla Tatr Zachodnich łagodne zbocza, ale same Rohacze pozwalają już na kontakt ze skałą. Było więc wszystko, łącznie z piękną pogodą i spokojem na szlaku. Takie nocne wypady coraz mocniej mnie jednak męczą, więc po dojechaniu na nocleg w zasadzie sił już we mnie nie było. Pojawiły się za to kolejnego poranka, gdy postanowiłem odwiedzić Świnicę.

Rohacki Koń i Rohacz Ostry

Planowałem na wierzchołek dostać się szlakiem od strony Zawratu, ale w tamtym kierunku poszło sporo osób. Wiem że późniejszych opowieści turystów, że sporo osób wybrało się na Orlą Perć i było dosyć tłoczno. Znów wybrałem więc spokój i ruszyłem w kierunku Przełęczy Świnickiej. I tym razem był to świetny wybór, więc te dwie wizyty w Tatrach zaliczam do naprawdę udanych.

Ostatnie metry pod szczytem

20.07.2025 – Idę, więc jestem

W ramach higieny życia codziennego… staram się cały czas biegać, ruszać, robić cokolwiek. Okres egzaminów wewnętrznych na kursie przewodnickim pokazał mi, jak źle się czuje, kiedy tygodniami siedzę na tyłku. Nie mówię już nawet o tych ośmiu czy dziewięciu kilogramach, bo tyle właśnie wtedy przytyłem. Nauka, stres, obowiązki, praca i przekąski – oto niezawodny przepis, by przybrać na wadze.

Balastu pozbyłem się szybko, bo już na początku roku, co też było doświadczeniem niezwykle ciekawym. Niby tylko kilka kilo, a czuję się teraz jak piórko.

No ale właśnie, staram się chociaż skromnie, bez szaleństw, ale jednak regularnie ruszać. Trochę biegania, czasami rower. Nawet kiedy idę wrzucić wasze zamówienia do paczkomatu, to pakuje je do plecaka i idę na piechotę. Regularność jest chyba ważniejsza niż chwilowe, krótkotrwałe zrywy motywacji.

04.07.2025 – Krótki wypad w Tatry

W ostatnich latach jakoś nie po drodze mi było z Tatrami. Trudno chyba nawet powiedzieć, dlaczego. Może po prostu polubiłem beskidzką ciszę i spokój? Jest jednak jeszcze kilka szlaków, których nie miałem okazji odwiedzić, no i pomyślałem, że nie ma co tego odkładać. Młodszy już nie będę, o czym przypominają mi pojawiające się coraz częściej siwe włosy.

O pierwszej w nocy wyjazd, potem cztery godziny w samochodzie, no i o świcie byłem w Dolinie Strążyskiej. Uznałem że wycieczka na Giewont to będzie taka fajna rozgrzewka po przyjeździe i rzeczywiście tak było. Zaskoczyło mnie jednak to, jak dużo osób było już na szlaku, mimo że wyszedłem o piątej. Może już taki wolny jestem?

Kopa Kondracka i Małołączniak

Kolejnego dnia chciałem wreszcie przejść Orlą Perć, bo jakoś nigdy nie było ku temu okazji. W tym wypadku na szlaku byłem już po trzeciej, gdy tylko zaczęło świtać. Magia najkrótszych nocy w roku. No i było wspaniale, pogoda dopisywała, a przede wszystkim było zaskakująco spokojnie. W żlebach nie było już śladu po śniegu, skała była sucha, więc szedlem bardzo sprawnie. Dopiero za Kozim Wierchem spotkałem więcej osób, a na  umiarkowany ruch natrafiłem na Granatach. Całe przejście zajęło mi 15 godzin, ale jak się ma 130 minut nagranego materiału, no to idzie się jednak wolniej, niż wskazywałyby na to znaki. Bardzo przyjemny był to dzień i cieszę się, że wreszcie się wybrałem, bo lato mija zaskakująco szybko.

Pozostając w klimacie odwiedzania miejsc, w których mnie jeszcze nie było, przyszła pora i na Rysy. Wyobraźcie sobie, że jakoś zawsze unikałem tego szczytu, bo kojarzył mi się z tłokiem, kolejkami i (paradoksalnie) mało górskim klimatem. Postanowiłem jednak i tym razem wykorzystać najdłuższe dni w roku i skoro świt ruszyłem z parkingu na Palenicy Białczańskiej. Nie napiszę, że szlak na Rysy jakoś mnie porwał, bo w moim odczuciu był trochę… monotonny. Jak już dotarłem w okolice Buli pod Rysami, to widoki raczej nie specjalnie się zmieniały. Ot, takie podchodzenie grzędą wyżej, do tego (za sprawą wystawy) w cieniu.

Główny wierzchołek Rysów

Sam wierzchołek (oraz ten główny, słowacki) zapewnia natomiast świetną panoramę i miło było ją wreszcie zobaczyć. Na zejściu zacząłem spotykać trochę wiecej osób, ale generalnie to strasznie mi się ten cały wypad udał. Takiej ciszy i spokoju to się nie spodziewałem. Pozdrawiam wszystkich, z którymi udało mi się zamienić parę słów.

23.06.2025 – Ostatni wyjazd kursu przewodnickiego

Ostatni kursowy wyjazd już za mną. Trochę trudno uwierzyć, że te kilkanaście miesięcy tak szybko zleciało. Tym razem odwiedziliśmy Worek Raczański, no i nie brakowało ciekawych widoków i jeszcze ciekawszych zejść. Taki Oszus czy zejście ze Świtkowej naprawdę robi wrażenie i nietrudno tam się poddać grawitacji. Kilkudniowa wędrówka upłynęła w klimacie noszenia całego dobytku na plecach, co przypominało mi nieustannie, w jak słabej formie jestem.

Mała Racza

Testowałem też nowy plecak, bo mój model o pojemności 65 l ma już swoje lata, a przede wszystkim w dnie zaczęły pojawiać się dziurki. Ten nowy ma 43 litry i całkiem swobodnie wpakowałem do niego wszystko, co było mi potrzebne. Przeszliśmy chyba niecałe 80 kilometrów, więc to za mało, by napisać coś więcej, ale wygodnie pokonywało się dystans. Potwierdziło się natomiast ponownie, że nigdzie nie sypiam tak dobrze, jak w namiocie. Może pora rozbić go sobie w pokoju? To był naprawdę wartościowy czas.

Beskid Żywiecki

10.04.2025 – Pora na coś nowego. Tylko co?

Po kilku miesiącach od startu w Wołosatem powoli zamykam tematykę Głównego Szlaku Beskidzkiego. Jutro ukazuje się na kanale ostatni, finałowy odcinek z przejścia. Sprawnie chcę też powrzucać na bloga wpisy z poszczególnych etapów. Będą one raczej krótkim, konkretnym uzupełnieniem filmów. Opis, mapa, trochę informacji praktycznych. Znajdziecie je albo w zakładce z relacjami z Beskidów, albo po prostu pod tagiem: Główny Szlak Beskidzki. Na koniec chciałbym stworzyć jeszcze jeden, taki ogólny artykuł z poradami. Czy wystarczy mi na to jednak czasu? Tego nie wiem.

Powoli, a w zasadzie co raz szybciej, muszę zabierać się za naukę. Pamiętacie egzamin wewnętrzny? Nie wiem dokładnie kiedy, ale prawdopodobnie na jesień, chciałbym przystąpić do egzaminu państwowego. Postawić taką „kropkę nad i”. Żeby to miało jednak sens, muszę solidnie wkuwać i utrwalać materiał. Jak się doda do tego resztę obowiązków i pracę, to nie zostaje za dużo wolnego. Mimo wszystko postanowiłem już jakiś czas temu popracować nad sprawnością, no i nawet stare, zakurzone hantelki wyciągnąłem z odmętów strychu. Potwornie się zasiedziałem przez zimę, ale szczęśliwie wszystko wraca powoli do normy. Udało mi się nawet zrzucić nadprogramowe 9 kilo, więc to w zasadzie więcej, niż nosiłem w plecaku na GSB. Szaleństwo, co?

Co więc dalej? Jakie plany na 2025 rok? A no… żadne. Żadne konkretne przynajmniej. Trudno mi z góry zaplanować jakiś długi wypad, więc najpewniej góry będę starał się odwiedzać w ramach jakichś kilku, ale krótszych wypadów. Polubiłem jednak takie wielodniowe wędrówki, więc chciałbym się gdzieś powłóczyć z plecakiem. Odwiedzić jakieś ciekawe miejsca, zrobić dla siebie coś fajnego. Wiecie, żeby na koniec mruknąć sobie pod nosem, że: “Kurde, fajne to było.” Decyzje jednak będę pewnie podejmował spontanicznie, na podstawie tego, ile mam czasu, no i jak wyglądają prognozy. Może jesień nie będzie stracona? Decyzję o GSB też podjąłem dosyć spontanicznie. Na samym dole strony jest sekcja z komentarzami – może wy podzielicie się jakimiś inspiracjami? Tylko nie wysyłajcie mnie proszę na Everest!

 

29.03.2025– Niby tylko kawałek blaszki, a jak cieszy!

To był wyjazd, który długo będę wspominał. W teorii zupełnie zwyczajny, ot kolejne włóczenie się z SKPB Rzeszów po szlakach i bezdrożach. Tym razem padło na Pogórza – Rożnowskie i Ciężkowickie. To w czasie tego weekendu jednak odbyło się uroczyste „blachowanie”, czyli wręczenie przewodnickim blach kursantom, którzy zdali egzaminy wewnętrzne koła. Nie jestem człowiekiem, który skacze z radości bez byle okazji, ale w tamtym momencie unosiłem się niemal nad podłogą. Same pogórza są super, sam w końcu mieszkam na Pogórzu Strzyżowskim, a moim koleżankom i kolegom z kursu serdecznie gratuluję! Ale to pewnie wiecie, bo wam już mówiłem.

Blachowanie SKPB Rzeszów

 

03.02.2025 – Tatry są tam, gdzie były. Formy nie ma, czyli też bez zmian.

Tylko praca i nauka – tak mijały mi ostatnie tygodnie. Kiedy więc w prognozach zobaczyłem symbol słońca, postanowiłem zrobić coś, czego już dawno nie robiłem. Pojechałem więc w Tatry. Nie miałem czasu, na obmyślanie jakiejś szczegółowej strategii, no i bałem się, że ostatni „bezruch” może się na mnie zemścić. Wybrałem się więc na klasyczną, zimową wycieczkę i odwiedziłem Kozi Wierch. Plan jednak postanowiłem urozmaicić wschodem słońca. Żeby zdążyć przed świtem, musiałem wyjść z parkingu jakoś po pierwszej w nocy, co było wyzwaniem samym w sobie. Niewyspany, bez formy, przedzierając się niekiedy przez nawiany śnieg sunąłem zboczem wyżej. Dobrze, że w końcu pokazały się jakieś kolory, bo już zaczynałem się zastanawiać, czy rzeczywiście chce mi się iść na szczyt. Poranek jednak wynagrodził wszystko!

11.01.2025 – Nowy Rok, nienajnowszy ja

Nigdy nie byłem fanem postanowień noworocznych i niewiele się w tym temacie zmieniło. Zaczynam jednak dostrzegać, że kiedy nie mam żadnego, konkretnego celu, czas mija mi zaskakująco szybko na… niczym. Zabrałem się więc za montaż odcinków z mojego przejścia Głównego Szlaku Beskidzkiego, bo zima to w zasadzie jedyny okres, kiedy mam trochę wolnego czasu.

14.12.2024 – Wiem, że nic nie wiem

Grudzień 2024 był dla mnie jednym z najbardziej intensywnych miesięcy ostatnich lat. Nie biegałem, nie wędrowałem, nie wspinałem się i patrząc na mnie z boku można by odnieść wrażenie, że w ogóle… się nie ruszałem. Nie byłoby to dalekie od prawdy. Intensywnie natomiast wertowałem kolejne strony przewodników, notatek, no i wkuwałem niemal na pamięć całe mapy. Pasma, grzbiety, szczyty, rzeki, miejscowości i wszystko to, co na arkuszu było zaznaczone. Po co?

A no czytajcie uważnie! To właśnie w sobotę, 14.12.2024 r. odbyła się teoretyczna część egzaminu wewnętrznego na kursie przewodnickim. Tę praktyczną, zdałem miesiąc wcześniej. Nie było łatwo, tyle wam powiem, ale… zdałem! Egzamin podzielony był na kilka działów, no i wszystkie z nich zaliczyłem w pierwszym terminie. Oznacza to tylko i aż tyle, że mogę wypatrywać już najprawdziwszej blachy przewodnickiej.

Uprzedzam jednak, że to egzamin wewnętrzny SKPB Rzeszów. Takie „prawdziwe” uprawnienia państwowe zdobywa się w ramach egzaminu państwowego. To potencjalnie jeszcze przede mną.

22.11.2024 – Powolutku do przodu

Nie wszyscy wiedzą, ale od jesieni 2023 uczęszczam na kurs przewodników beskidzkich i to pochłania jakieś 90% mojego wolnego czasu, entuzjazmu i sił. Ciekawe, górskie wyjazdy to jedno, ale trzeba przede wszystkim przyswoić sobie MASĘ  wiedzy. Jest jej niekiedy tak dużo, że uszami się to wszystko wylewa. Obecny okres jest dla mnie niezwykle intensywny i dosyć stresujący. Oto bowiem wkroczyłem w etap egzaminów wewnętrznych! Co więcej, jeden z nich już zdałem, ale nie było nawet czas, żeby się tu pochwalić. Chwilami więc trzeba było zasiąść na zaszczytnym, pierwszym miejscu w autobusie, wziąć mikrofon do ręki i… opowiadać. Nie zabrakło też opisywania ciekawych obiektów, panoram, czy prowadzenia grupy pięknymi, górskimi ścieżkami – no jak to na wycieczce z przewodnikiem, tylko w jego rolę, pod bacznym okiem komisji, wcielałem się ja. To jednak nie koniec nauki, bo w połowie grudnia czeka mnie kolejny egzamin, tym razem teoretyczny.

17.09.2024 – Film z Głównego Szlaku Beskidzkiego już dzisiaj!

Koniec tego roku będzie dla mnie bardzo wymagający. Szczerze mówiąc, to zdecydowanie bardziej wolałbym znowu iść na szlak. Dużo pracy, obowiązków, ale przede wszystkim nauki przed egzaminami wewnętrznymi na kursie przewodnickim. Mija już praktycznie rok, odkąd rozpocząłem tę przygodę. Im dłużej zgłębiam tajniki wiedzy, tym chyba bardziej byłoby mi teraz żal gdzieś się “wyłożyć”. Wszystkie więc wolne chwile będę starał się przeznaczyć na naukę.

Nie oznacza to jednak całkowitego przestoju na blogu! Wiem, że później z wolnym czasem może być różnie, dlatego postarałem się, żeby moje wspomnienia z przejścia Głównego Szlaku Beskidzkiego miały swój filmowy debiut. Już dzisiaj, o godzinie 19:00, na kanale pojawi się nowy film. Mam nadzieję, że się Wam spodoba. Kolejne, (bo będą kolejne!), postaram się wrzucać już w wolnej chwili. Chciałem jednak, żebyście z całą tą historią, którą tu śledziliście, mogli się zapoznać w nieco bardziej interesujący sposób. Do zobaczenia w komentarzach!

 

Strony: 1 2

Mateusz Stawarz

Miłośnik machania nogami i kawy we wszystkich postaciach. W 2015 roku założyłem tego bloga – Zieloni w podróży. Chwile później swoimi przygodami postanowiłem dzielić się również w formie filmów. Dlaczego akurat „Zieloni w podróży”? To proste. Kiedy lata temu rozpoczynałem swoją turystyczną przygodę z kolegą, o wędrówkach nie mieliśmy zielonego pojęcia.

42 komentarze

  • Misia pisze:

    Mateusz podkarpackie coś. Tam najładniej!

  • Daniel pisze:

    Wspaniały szlak i niezwykle ciekawe filmy, ujęcia kadru i podkład muzyczny. Mam nadzieję, że znajdziesz Mateusz czas na kilka wypraw w tym roku, bo relacje są bardzo ciekawe. Mają swój klimat. Gratuluję przejścia GSB i życzę zdania wszystkich egzaminów. Pozdrawiam:)

  • Romek pisze:

    Mam bardzo ciekawą i inspirującą propozycję wypadu w góry – Chochołowska HA HA HA HA

    Na poważnie: chętnie obejrzę każdą relację, nawet z tych samych szlaków, gdyż nigdy nie wyglądają tak samo.
    Powodzenia na egzaminach!!!

  • Tomek pisze:

    Super trasa. Super przygoda. Super życie. Pozdrawiam i czekam na kolejne wpisy.

  • Marian pisze:

    Cześć Mateusz.
    Serdeczne gratulacje i słowa podziwu.
    Pozdrawiam,
    Marian

  • Kuba pisze:

    Wielkie gratulacje!

  • Ann W. pisze:

    O wow, jakie tempo na koniec 🙂 Gratuluję przejścia całości w tak krótkim czasie! Stopy żyją?

    • Dzięki! No właśnie całkiem dobrze się zaadaptowały do dystansu, więc w drugiej części przejścia już nie za bardzo musiałem się nimi przejmować. Super się szło, zwłaszcza że pogoda dopisywała.

  • Gosia pisze:

    Gratulacje 👍
    Brawo Ty 🙂

  • Magdalena pisze:

    Gratulacje 👍🏆🥳

  • Gosia pisze:

    Trzymam kciuki żebyś dziś dotarł do celu 🙂

  • Kuba pisze:

    Nie sądziłem, że dotrzesz już dziś do Hali Miziowej. Chyba bardzo chcesz być w domu przed długim weekendem. Co, jakiś wyjazd w góry się szykuje? 😀 😉

    Szkoda, że nie dane było Ci zobaczyć Tatr przez te ostatnie dni. Ale przynajmniej nie pada, co nie? 😉

    • Niestety raczej chodzi o czas. Jeszcze w trakcie marszu dostałem ważny telefon, że muszę być u siebie szybciej, niż zakładałem. Trudno jak widać się wyrwać od obowiązków na te dwa tygodnie :p

      Zgadza się natomiast, że najważniejsza jest pogoda. Tatry z tych miejsc widziałem już nie raz. Oczywiście szkoda, że tym razem się nie uda, ale dopóki nie pada to maszeruje się świetnie 🙂

  • Kuba pisze:

    Jaki plan na jutrzejszy nocleg? Do schroniska pod Turbaczem prawie 40 kilometrów! A na Lubań jakoś za blisko…
    Sam bardzo bym chciał przejść odcinek GSB od Rabki do Krościenka, ale problemem jest dla mnie właśnie brak miejscówki do spania mniej więcej w połowie trasy xD
    Fajne warunki pogodowe zapowiadają Ci się od piątku, idealne na najlepsze fragmenty szlaku. To chyba nagroda za te deszczowe dni na początku 🙂

    • Studzionki! Właśnie tak kalkulowalem ten Turbacz i uznałem, że bez sensu. Raz że pogoda dzisiaj bez szału, a dwa, że przed Żywieckim muszę dać trochę stopom odpocząć :p Na Przełęczy Knurowskiej też są jakieś noclegi. Wtedy ten odcinek można bardzo ładnie podzielić.

      Liczę na ładną pogodę właśnie na końcówkę 😀

  • Gosia pisze:

    Cześć Mateusz
    Życzę Ci aby ból nogi przeszedł oby to nie było nic poważnego.
    Trzy tygodnie temu wróciłam z górskiego urlopu i już tęsknie za górkami.
    Powodzenia trzymam kciuki i niech kawki Ci nie zabraknie.🙂

  • Gosia pisze:

    Cześć

  • Kuba pisze:

    Pięknie wpadają Ci te kolejne kilometry. Nie mogę się doczekać relacji 🙂
    Oby z tym udem to nie było nic poważnego. Trzymam dalej kciuki 🙂

    • Dzięki! Lekki plecak to jednak zbawienie, można bez większych problemów maszerować. Najważniejsza chyba będzie pogoda. Raz, że miło się idzie, a dwa, że w deszczu trudno się nagrywa :p Dzięki raz jeszcze i pozdrawiam!

  • Marian pisze:

    Jak już wspomniałem wcześniej jutro po południu przyjedziemy do Krempnej na tygodniowy pobyt. Jedną z naszych zaplanowanych tras jest pętla Krempna – Przełęcz Hałbowska – Kamień – Krempna. W tej sytuacji wybierzemy się na nią w niedzielę 04.08. i może uda się nam spotkać Ciebie na Przełęczy Hałbowskiej. Byłoby nam miło chociaż przez chwilę porozmawiać z autorem filmów na YouTube, które z przyjemnością i zaciekawieniem oglądamy.
    Pozdrawiam,
    Marian

    • Marian pisze:

      Jesteśmy już w Krempnej. Zważywszy na fakt, że śniadanie mamy o 9.00, to wygląda na to, że jutro na Przełęczy Hałbowskiej możemy być około 12.00. Tobie do Przełęczy brakuje 16 km, więc jeżeli wyruszysz na szlak o 5.00, to na Przełęczy będziesz pewnie około 8.00. Chyba, że aktualna jest Twoja wcześniejsza informacja: “Pewnie po południu jakoś:)”. Proszę więc o aktualną informację.

      • Hej! Coś źle rzeczywiście policzyłem, ale do przełęczy z noclegu mam około 5 godzin, więc koło 9:30 powinienem tam być. Trudno mi trochę to określać z wyprzedzeniem, przepraszam, bo wszystko tak “w marszu robię”.

        • Marian pisze:

          Niestety nie damy rady być o 9.30 na Przełęczy. Życzymy Tobie powodzenia w dalszej wędrówce i z pewnością będziemy śledzić Twoje zmagania.

  • Ann W. pisze:

    Hej, trzymam mocno kciuki za bezbolesne i suche pokonanie szlaku 😉 Ja dokładnie miesiąc temu musiałam przerwać swoją przygodę z GSB z uwagi na kontuzję, 4 dni przed końcem :/ Więc z cichą zazdrością ale i niekłamaną przyjemnością będę śledzić Twoje przejście. Pozdrawiam!
    PS. Zamiast tabelek w excelu gorąco polecam stronkę lighterpack.com do ogarniania ekwipunku, jest naprawdę świetna. I piszę to jako fanka wszechstronności excela ;]

    • Suchego już nie będzie, bezbolesne też się pewnie kończy :p Dzięki! Aj, co się stało? W którym kierunku szłaś?

      Stronkę znam, dzięki, ale tak szybko się ogarniałem przed startem, że już padło na Excel.

      • Ann W. pisze:

        Ścięgno w stopie ni z tego ni z owego odmówiło współpracy i to tak kategorycznie, że przez pierwszych kilka dni mogłam się poruszać jedynie o kulach 😅 Ale żeby nie straszyć niepotrzebnie – samo GSB w zasadzie nie zawiniło, okazało się, że mam wadę stopy, która prędzej czy później i tak dałaby o sobie znać 🙂 Szłam z Ustronia, udało mi się dotrzeć do Komańczy.
        Mam nadzieję, że z Twoją nogą będzie już wszystko ok i śmigniesz tę drugą część szlaku bez takich niespodzianek 🙂 Pozdrawiam ciepło!

  • Marian pisze:

    Cześć Mateusz.
    Trzymam kciuki za powodzenie Twojej wyprawy. Życzę Tobie, aby zdrowie i kondycja nie opuszczały Cię przez cały czas trwania wędrówki. Napisz proszę, kiedy przewidujesz dotarcie do Magurskiego Parku Narodowego. Pytam o to, gdyż w dniach 3-10 sierpnia będę przebywał na urlopie w Krempnej.
    Pozdrawiam serdecznie,
    Marian

    • Dzięki piękne za taki komentarz 🙂 Jeśli wszystko pójdzie gładko, to mniej więcej 5-7 sierpnia. Dokładnie jeszcze trudno mi określić:(

      • Anonim pisze:

        Termin pokrywa się z naszym pobytem w Krempnej. Chętnie razem z żoną spotkalibyśmy się z Tobą chociaż na chwilę. Będziemy śledzić Twoją lokalizację na mapie. Powodzenia, i może do zobaczenia …

  • Adam pisze:

    Cześć Mateusz,
    Super, kibicuję Ci. To moje marzenie do spełnienia. Jestem ciekaw ile dni Ci to zajmie? Trochę się zgubiłem w tych opisach, kiedy dokładnie wyruszyłeś?
    Pozdrawiam i czekam na relacje i fotki.
    Adam

    • Dzięki! Trzymam w takim razie kciuki, żeby ci się udało 🙂 Wyruszyłem dzisiaj, czyli 29.07. Celuję w 17 lub 18 dni. Jak będzie 19, też nie będzie dramatu. Raczej chce przejąć czysto turystycznie, porobić trochę zdjęć,coś nagrać itd.

      • Justyna pisze:

        Cześć Mateusz – życzę powodzenia na trasie. 😀 Oglądając dziś inne relacje z gór znalazłam informację, że szlak czerwony na odcinku Przełęcz Krowiarki- Sokolica jest zamknięty do 15 września z powodu remontu. Czy to czasem nie pokrzyżuje ci przejścia??

Zostaw komentarz

×