Skip to main content

Rohacze to jedne z najciekawszych szczytów w całych Tatrach Zachodnich. Co sprawia, że są tak interesujące?

Są w Tatrach miejsca, które człowiek zna jedynie z opowieści, zdjęć i przewodników, bo jakoś nigdy nie składa się, by je odwiedzić. Takie, które zostają gdzieś w głowie, żeby raz na jakiś czas o sobie przypomnieć. Czymś takim były dla mnie właśnie Rohacze, czyli niezwykle ciekawe szczyty w Tatrach Zachodnich. Kiedy więc znalazłem trochę wolnego czasu, postanowiłem wreszcie je odwiedzić.

Rohacze i Rohacki Koń

Wszystko zaczęło się od pomysłu, który mógł zakiełkować tylko w głowie kogoś, kto dobrowolnie rezygnuje ze snu na rzecz obolałych mięśni. Plan brzmiał tak: nie kładę się spać, o północy wsiadam w samochód, jadę ponad cztery godziny w kierunku słowackich Tatr Zachodnich, no a potem wprost z fotela kierowcy ruszam o świcie na grań Rohaczy. Plan był genialnie prosty i wystarczyło jedynie przekonać organizm, że to dobry pomysł. Przekonywanie zacząłem jakoś o 4:40, kiedy wygramoliłem się z samochodu pozostawionego na parkingu pod Spaloną.

Szlak przez Rohacze – zobacz film z przejścia

 

Dolina Rohacka tonęła jeszcze w posępnym mroku, chociaż było już na tyle widno, by iść bez czołówki. W powietrzu unosił się rześki zapach wilgotnego lasu i chłód, bo termometr pokazywał ledwie 3-4 stopnie. Za kilkadziesiąt minut słońce miało jednak wspiąć się ponad otaczające mnie granie, a ja planowałem być już w jakimkolwiek miejscu, które pozwoliłoby mi zobaczyć coś ciekawego.

Rohacka Dolina

Celem mojej wycieczki były Rohacze – duet szczytów, który swoją charakterystyką wyłamuje się nieco z typowego obrazu tej części Tatr. Zazwyczaj Tatry Zachodnie kojarzą się z łagodnymi, trawiastymi kopułami i długimi, malowniczymi grzbietami. Rohacze są jednak inne. Rohacz Ostry (2086 m n.p.m.) i Rohacz Płaczliwy (2125 m n.p.m.), oglądane z doliny, prezentują się jak postrzępione, skaliste piramidy, żywcem wyjęte z Tatr Wysokich. Ich nazwa, pochodząca od słowackiego słowa rogaty, idealnie oddaje charakter zwłaszcza tego pierwszego.

Rohacz Ostry i Płaczliwy

 

Poranek w Dolinie Rohackiej

Pierwszy etap wędrówki był, szczerze mówiąc, nieco nużący. Z dużego parkingu pod Spaloną ruszyłem na początek krótkim, oznaczonym na zielono łącznikowym szlakiem. W taki sposób wyszedłem na szeroką, asfaltową drogę, prowadzącą wzdłuż czerwonych oznaczeń w głąb doliny. Niewiele się tu działo, ale muszę przyznać, że już na tym odcinku dało się trochę zobaczyć. Minąłem po drodze Polanę Adamcula, nazwaną na cześć dawnego pasterza z Orawy, który wieki temu miał tu swój szałas. Ciszę przerywał jedynie szum Rohackiego Potoku, więc dziarsko maszerowałem przed siebie.

Słowackie Tatry Zachodnie

Aby dotrzeć na start szlaku, na początek należy kierować się ku słowackiej miejscowości Zuberec. To jakieś 30 km od Chochołowa, lub 35 km od Chyżnego. W samej miejscowości natomiast, tuż za kościołem, należy skręcić w lewo (na wschód) w ulicę „Rohacską”. Kolejne kilometry doprowadzą was w głąb doliny. Samochód najłatwiej zostawić na dużym parkingu pod Spaloną. Płatność w automacie można uiścić zarówno kartą, jak i gotówką (w euro).

Rohacki Bufet

Gdy pierwsze promienie słońca zaczęły malować otaczające mnie szczyty, dotarłem do bardzo urokliwego miejsca, czyli nad Tatliakove Jezioro (słow. Ťatliakovo jazero), zwanego też Czarną Młaką. Nad jego gładką taflą wody wznosi się niewielki budynek Rohackiego Bufetu, zwanego też Tatliakowa Chatą. To miejsce ma niezwykle bogatą i burzliwą historię.

Tatliakowa Chata

Już pod koniec XIX wieku stało tu pierwsze schronisko, wzniesione z inicjatywy Alexiusa Demiana, leśniczego i pioniera turystyki w tej części Karpat. Kolejne schronisko, którego gorącym orędownikiem był Jan Tatliak, zostało spalone przez Niemców podczas II wojny światowej. Po wojnie powstał duży, stuosobowy obiekt, jednak i ten moloch nie przetrwał próby czasu. Ocalał jedynie niewielki, piętrowy budynek narciarni, który po modernizacji i rozbudowie służy turystom do dziś jako bufet. W sezonie można więc coś tu zjeść, napić się czegoś dobrego, ale i chwilę odpocząć.

Tatliakowe Jezioro

Stojąc nad brzegiem jeziora, wpatrywałem się w cel mojej wędrówki, bo świetnie widać stąd oba Rohacze. W pobliżu znajduje się też skrzyżowanie szlaków i to tutaj można podjąć decyzję, w którym kierunku chce się pokonywać grań. Ostatecznie wybrałem wariant, który wydał mi się logiczniejszy pod kątem pokonywania trudności. Najpierw planowałem przez Rakoń i Wołowiec dojść na Rohacz Ostry, a następnie poprzez Płaczliwy zejść do Smutnej Przełęczy. Ruszyłem więc zielonym szlakiem w kierunku Przełęczy Zabrat (1656 m n.p.m.). Zerknijcie na mapę poniżej.

 

Przez Rakoń i Wołowiec

Początkowe, łagodne podejście przez las szybko ustąpiło miejsca bardziej stromym zakosom. Nie jestem w jakiejś formie życia, a i tak powiedziałbym, że nie były one przesadnie męczące. Każdy krok zresztą był wynagradzany naprawdę ciekawymi widokami. Gdy tylko odwracałem się za siebie, moim oczom ukazywała się panorama doliny z jeziorem i bufetem, wyglądającymi z tej perspektywy jak miniatury. Gdzieś nad doliną wisiały Rohacze, a bujne okolice szlaku, z wierzbówką kiprzycą na czele, sprawiały, że czas mijał tam po prostu bardzo przyjemnie.

Szlak na Zabrat

Po dotarciu na Przełęcz Zabrat otworzyły się przede mną zupełnie nowe panoramy. Po drugiej stronie grani w dolinach zalegało malownicze morze mgieł, a na horyzoncie rysowały się kontury Beskidów. Stąd, już żółtym szlakiem rozpocząłem podejście na Rakoń (1879 m n.p.m.). Za plecami towarzyszył mi duet Babiej Góry i charakterystycznej, nieco osamotnionej Osobitej. Jej nazwa wiąże się z góralskim słowem „osobity”, czyli po prostu oddzielny, osobny.

Osobita i Przełęcz Zabrat

Droga na Rakoń to kilkanaście minut dreptania, ale że jest tutaj już bardzo ładnie, to odcinek ten pokonuje się sprawnie. Ze szczytu po raz pierwszy mogłem w pełnej krasie spojrzeć na polską stronę Tatr. Gdzieś niżej rozciągała się nieskończona Dolina Chochołowska, a grzbiet Długiego Upłazu prowadził w stronę Grzesia. Na Rohacze można bowiem dotrzeć również od polskiej strony, choć jest to znacznie dłuższa i logistycznie trudniejsza wycieczka. Tego dnia nie interesowało mnie jednak to, co poniżej Rakonia, więc szybko skierowałem wzrok w górę grzbietu.

Długi Upłaz

Następny cel, czyli Wołowiec (2064 mi n.p.m.), wydawał się być już na wyciągnięcie ręki. Podejście na niego, prowadzące przez płytką przełęcz Zawracie, było jednak już bardziej wymagające – strome, usiane rumoszem skalnym i luźnymi kamieniami. Co ciekawe, Wołowiec ma dla mnie osobiste znaczenie. Wyobraźcie sobie, że lata temu to właśnie on był pierwszym dwutysięcznikiem, na jakim kiedykolwiek stanąłem.

Wołowiec

Wybrałem się wtedy na taką klasyczną wycieczkę na Grzesia, Rakoń i Wołowiec właśnie. Widoki już tutaj były naprawdę świetne. W oddali malowały się Tatry Wysokie, a mnie otaczała klasyka Tatr Zachodnich. Łagodne, zielone zbocza, przeplatające się niekiedy z błyszczącymi w słońcu skałami. Widok w kierunku Rohaczy jeszcze bardziej podkreślał urodę wycieczkę, bo ich strome zbocza rzeczywiście robiły wrażenie.

Rohacze

 

Na Rohacz Ostry przez Rohackiego Konia

Zejście z Wołowca i podejście pod pierwsze spiętrzenia Ostrego Rohacza to była rozgrzewka. Ścieżka, mimo sypkiego podłoża, pozwalała na spokojne i sprawne pokonywanie dystansu. Jeśli natomiast chodzi o podejście, to szlak prowadził początkowo pośród głazów i niewielkich uskoków. Nic trudnego, chociaż niekiedy pewnie dobrze tak wyciągnąć ręce z kieszeni.

Eksponowany trawers

Najciekawsze i najbardziej emocjonujące fragmenty szlaku na Ostry Rohacz pojawiają się w zasadzie tuż przed samym wierzchołkiem. Pierwszą, warta uwagi przeszkoda jest krótki, ale bardzo eksponowany trawers. Miejsce to jest ubezpieczone łańcuchem, skała jest lita, ale świadomość, że za plecami na się kilkaset metrów podejścia może działać niektórym na wyobraźnię. To zdecydowanie nie jest szlak dla osób z lękiem wysokości. Bezpośrednio za tą przeszkodą trzeba się wdrapać po krótkiej, dobrze urzeźbionej ściance wyżej. Też znajdują się tu łańcuchy. Już tutaj jest lufiasto, a dosłownie kawałek dalej pokazuje się osławiony… koń.

Rohacki Koń

Rohacki Koń, czyli krótki, ale ostry i eksponowany fragment grani. Po obu jej stronach, a zwłaszcza od Doliny Rohackiej, zionie konkretna przepaść.  Patrząc na niego z daleka, można również odnieść wrażenie, że nie ma tam zbyt wielu dogodnych stopni na postawienie stopy. Rzeczywistość jest jednak znacznie łaskawsza. Skała oferuje bardzo dobre stopnie, a przez całą długość poprowadzony jest łańcuch. Wszystko to sprawia, że Rohackiego Konia nie trzeba dosiadać. Oczywiście jeśli ktoś ma ochotę pokonać go okrakiem, to jak najbardziej może, ale przeszkodę tę można tak po prostu… przejść.

Rohacki Koń i Rohacz Ostry

Trzeba tutaj bardzo uważać, bo każde potencjalne potknięcie może zakończyć się zgonem, ale przy suchej skale i dobrej pogodzie, trudności Rohackiego Konia związane są przede wszystkim z ekspozycją. Jeśli ktoś ma górskie obycie, jest oswojony z takim terenem, no i nie ma leku wysokości, ten raczej nie będzie miał tutaj problemów.

Ubezpieczony kominek

Po pokonaniu Konia znalazłem się na pierwszym, niższym wierzchołku Rohacza Ostrego. Chwila oddechu i ruszyłem dalej. Pomiędzy dwoma „rogami” szczytu znajduje się charakterystyczna Rohacka Szczerbina. Do samej przełączki sprowadza raczej przyjazny teren, ale żeby dostać się na drugi z wierzchołków, musiałem pokonać dosyć długi, ubezpieczony łańcuchem kominek. To kolejne miejsce, które sprawia trochę frajdy. W końcu po to się wreszcie na te Rohacze wybrałem.

Szczerbina

Rzeźba jest tutaj dobra, chociaż początkowe kilka kroków może sprawić małą zagowstkę niskim osobom. W niektórych miejscach skała sprawia też wrażenie dosyć mocno wypolerowanej, więc warto uważać szczególnie wtedy, kiedy jest wilgotno i warunki nie sprzyjają. W taki mniej więcej sposób stanąłem na tym wyższym z dwóch wierzchołków Rohacza Ostrego (2088 m n.p.m.).

Rohacz Ostry wierzchołek

 

Rohacz Płaczliwy

Po całym tym długim podejściu, widoki ze szczytu śmiało można uznać za nagrodę. Za mną wznosił się Wołowiec i Rakoń, ale wzrok przykuwała też piękna i długa grań Otargańców z Jarząbczym Wierchem (2137 m n.p.m.) na czele. Na zachodzie natomiast piętrzył się już drugi z moich celów, czyli Rohacz Płaczliwy.

Rohacz Płaczliwy w oddali

Zejście z wierzchołka jest krótkie, ale i tutaj można jeszcze mówić o trudnościach. Po krótkim lawirowaniu pośród głazów czekało mnie zejście krótkim, ubezpieczonym łańcuchem kominkiem. Te kilka metrów może sprawić nieco problemów szczególnie osobom niskim, bo niektóre, wygodne stopnie są nieco oddalone od siebie. Kto jednak ma trochę obycia górskiego i nie ma obaw przed stawianiem butów na wąskich stopniach, ten bez problemu sobie poradzi. W końcu przeszkoda ta nie odbiega szczególnie poziomem od tego, z czym można było się już zetknąć.

Kominek na zejściu

Co dalej? A no nieco spokoju, bo zejście do Rohackiej Przełęczy, mimo że obfituje w atrakcje, to raczej żadna z nich nie zbliża się już do tego, co znaleźć można było w okolicach Rohacza Ostrego. Czekało mnie więc lawirowanie wśród głazów, pokonywanie kolejnych, niewielkich progów i ścianek, a przede wszystkim… wytężanie wzroku. Szlak na tym odcinku stanowi tak na dobrą sprawę szereg, wydeptanych w różnych kierunkach ścieżek. Tatry Zachodnie

Niekiedy uda się odnaleźć gdzieś na skale wyblakłe już ślady po farbie, ale w wielu miejscach trzeba zdać się na intuicję. Dosyć często się zdarza, że wydeptane poniżej ścieżki obchodzą szlakowe trudności, tylko po to, by po kilkunastu metrach znów się połączyć. Starałem się trzymać grani i szlaku, bo w końcu po to zarwałem noc, żeby sobie trochę tej skały pomacać. Fragment ten natomiast z każdym krokiem zaczynał przypominać to, co w Tatrach Zachodnich typowe.

Podejście po sypkim podłożu

Podejście na Rohacza Płaczliwego miało więc już zupełnie inny charakter niż to, na Rohacza Ostrego. Podobnie jak w przypadku szlaku na Wołowiec czekało mnie mozolne parcie do góry bo dosyć kruchym podłożu. I chociaż mocno wyczekiwałem kolejnych trudności i przeszkód, to te się nie pojawiły. Sprawnie dotarłem na wierzchołek, który jednocześnie stanowił najwyższy punkt mojej wycieczki.

Rohacz Płaczliwy

Panorama z Rohacza Płaczliwego też jest wspaniała. Oprócz starych znajomych, których widziałem już wcześnie, otworzył się widok na fragment głównej grani Tatr Zachodnich, przez niektórych nazywany „Orlą Percią Tatr Zachodnich”. Mimo że jest to określenie nieco na wyrost, bo Orla Perć jest zdecydowanie bardziej wymagająca, to szlak przez między innymi Trzy Kopy i Banówkę rzeczywiście obfituje w przeszkody i ekspozycję znane głównie z Tatr Wysokich.

Widok na Trzy Kopy i Banówkę

 

Smutna Przełęcz i powrót w doliny

Po zasłużonej przerwie na szczycie Rohacza Płaczliwego rozpocząłem ostatni etap wędrówki po grani – zejście w kierunku Smutnej Przełęczy (1963 m n.p.m.). Po drodze musiałem jeszcze pokonać niewielki garb o uroczej nazwie Nogawica. Z przełęczy po raz ostatni spojrzałem na grań Rohaczy. Z tej perspektywy widać doskonale, jak śmiało i eksponowanie poprowadzony jest szlak. Szlak tutaj powoli wytraca swój charakter, chociaż niekiedy trzeba pokonać jeszcze kilka krótkich uskoków przy progów skalnych. Nie ma tutaj jednak już przeszkód, które chociaż w małym stopniu przypominałyby te ze szczytu Rohacza Ostrego.

Smutna Przełęcz

Z przełęczy, już żółtym szlakiem, rozpocząłem długie i żmudne zejście Doliną Smutną. Jej nazwa nie wzięła się stąd, że turyści płaczą tu ze zmęczenia (choć to możliwe), ale od jej surowego, kamienistego i pozbawionego roślinności charakteru. Wokół pełno piargów, głazów i szarych skał. W ciągu godziny dotarłem do Rohackiego Bufetu, a kolejne kilkadziesiąt minut zajął mi spacer na parking. Wycieczka na Rohacze jest moim zdaniem niezwykle malownicza. Zatoczyłem taką ciekawą pętle przez granie, podczas której krajobraz zmieniał się co chwilę. Była bujna zieleń, nie brakowało roślinności, ale były też stawy, skały, ekspozycja i emocje. Trochę jak Tatry w pigułce.

Smutna Dolina

Podsumowanie i informacje praktyczne

  • Długość i czas: Niecałe 19 km, suma podejść ok. 1500 m. Czas przejścia to według map ok. 8:50 h. Warto doliczyć czas na przerwy.
  • Trudność: Szlak należy uznać za trudny. Wymaga przyzwoitej kondycji fizycznej, a przede wszystkim odporności na ekspozycję. W okolicy Rohacza Ostrego występuje kilka trudności technicznych w bardzo eksponowanym terenie. Szlak zdecydowanie nie jest dla osób z lękiem wysokości, a i górskie obycie na pewno w czasie tej wycieczki zaprocentuje. Jeżeli byliście już na szlakach o trudności zbliżonej do Kościelca czy Świnicy i czuliście się tam dobrze, to na Rohaczach nie spotka was nic nowego, chociaż Rohacki Koń pod względem ekspozycji oba te szczyty przebija.
  • Kierunek wędrowania jest w zasadzie obojętny. Wszystkie trudności kumulują się natomiast w okolicach Rohacza Ostrego i pewnie warto się z nimi uporać kiedy dopisują siły i humory.
  • W okresie od 1. listopada do 15.czerwca słowackie Tatry są „zamknięte” powyżej schronisk. Przed wyruszeniem na wycieczkę warto również wykupić ubezpieczenie. Wstęp do TANAP jest bezpłatny.

 

Koszulki termoaktywne

Zapisz się do newslettera i bądź na bieżąco z nowymi wpisami

Pochłonęły Cię górskie wędrówki?

Sprawdź mój wyjątkowy przewodnik górski

Przydatne? Dzięki za napiwek!

Postaw kawę

Dołącz do Patronów

Wspieraj na Patronite
Mateusz Stawarz

Miłośnik machania nogami i kawy we wszystkich postaciach. W 2015 roku założyłem tego bloga – Zieloni w podróży. Chwile później swoimi przygodami postanowiłem dzielić się również w formie filmów. Dlaczego akurat „Zieloni w podróży”? To proste. Kiedy lata temu rozpoczynałem swoją turystyczną przygodę z kolegą, o wędrówkach nie mieliśmy zielonego pojęcia.

Zostaw komentarz

Używamy plików cookie w celu optymalizacji korzystania ze strony oraz w zakresie zbierania statystyk i analizowania ruchu. Udostępniamy również informacje o korzystaniu z witryny naszym partnerom w zakresie mediów społecznościowych, reklam i analiz. View more
Zgadzam się
Nie zgadzam się
×