To była wędrówka inna, niż zwykle

Zazwyczaj dosyć spontanicznie podejmuję decyzje dotyczące górskich wędrówek, ale tym razem miało być trochę inaczej. Czekała mnie kameralna i towarzyska impreza górska, którą można pewnie określić mianem górskiego maratonu pieszego z niespodziankami. Zasady wydają się proste: zbieramy się na miejscu startu i idziemy tam, gdzie nas nogi poniosą. Już  tutaj widać, że nie jest to klasyczna impreza, bo poza miejscem startu i mety, każdy dowolnie określał sobie miejsca, które chciał odwiedzić. Brzmi szalenie?

Być może, ale zapewnia niesamowitą frajdę. Wygrywa bowiem ta osoba, która w czasie limitu czasu, uzbiera największą liczbę punktów. Tak, tak. Nie ma ścigania się do mety, a jest przemierzanie dystansu, pokonywanie przewyższeń czy odwiedzanie ciekawych, bonusowych miejsc. Te wszystkie są odpowiednio punktowane i jeszcze przed samym startem trzeba się zastanowić, na czym nam w czasie przejścia zależy. Czy chcemy odwiedzać nowe miejsca, zdobywając punkty w ten sposób, a może interesuje nas poznanie limitu własnego organizmu.

Wybrałem rozwiązanie mieszane, bo przede wszystkim chciałem się dobrze bawić. Pogoda była rewelacyjna, a w niczym podobnym nie brałem do tej pory udziału. Zależało mi więc na tym, żeby odwiedzić jakieś ładne miejsca. Mimo wszystko i mi udzieliła się chęć rywalizacji, ale rywalizować postanowiłem sam ze sobą. Kto śledzi bloga ten wie, że często narzekałem na swoje buty i ból stóp związany z pokonywaniem szlaków. Chciałem więc wykorzystać tę okazję, aby sprawdzić, jak długi odcinek jestem w stanie pokonać, nim moje stopy powiedzą “dość”.

Jednego dnia na Radziejową i Wysoką

 

36 pomysłów na wycieczki w Tatrach
Darmowy ebook, 119 stron. Pobrało go już 4660 osób. Co jakiś czas wysyłam też listy o trasach, sprzęcie i górskich historiach.

Jeśli górskie szlaki ciągle są dla Ciebie zagadką, zobacz mój przewodnik “Góry dla zielonych”. Znajdziesz tu konkret i gotowe wędrówki na dobry początek. Każdy egzemplarz podpisuję, a to już jej trzeci nakład. Zobacz książkę.

Mateusz Stawarz

Chodzę po górach. Opowiadam historie. Przewodnik Beskidzki, autor książki, twórca filmów. Górskie wędrówki odkryłem dopiero po studiach, ale już wtedy wiedziałem, że chcę być na szlaku tak często, jak to tylko możliwe. Od 2015 roku zamieniam swoje przygody w historie i sprawdzam, co dzieje się w głowie, kiedy zostajesz sam z plecakiem, górami i ciszą.

Zostaw komentarz

×