Skip to main content

W czasie przejścia GSB Gorce nie okazały się dla mnie gościnne

Dwunasty dzień na Głównym Szlaku Beskidzkim zapowiadał się niczym poniedziałek po długim urlopie. No niezbyt chętnie wychyliłem głowę za próg drzwi i gdyby się dało, to wróciłbym do łóżka spać. Takiej możliwości jednak nie było. Czułem się świetnie, nic mi nie dolegało, a mój entuzjazm gasił po prostu deszcz i ogólna szarówka. Czekanie nie miało sensu, więc zarzuciłem plecak i ruszyłem zwiedzać Gorce. Wystartowałem ze Studzionek, czyli malowniczej, wysoko położonej części Ochotnicy Górnej.

Studzionki

Chciałem być cwany i wczoraj skróciłem etap przejścia, aby uniknąć zapowiadanych burz i deszczu. To się udało połowicznie, bo kiepska pogoda przesunęła się w czasie i w chwili wymarszu dalej towarzyszyły mi przelotne opady. Las wyglądał dosyć tajemniczo, a nisko zawieszone chmury miały jakiś tam swój urok. Optymiści powiedzieliby nawet, że było klimatycznie, ale ja byłem nieco zaniepokojony. Nie tym, że pada. Po prostu tego dnia miałem maszerować przez niezwykle atrakcyjne miejsca, no i liczyłem na to, że w dalszej części dnia niebo się przejaśni.

Deszczowe Gorce

Miałem odwiedzić między innymi Turbacz (1310 m n.p.m.) czyli najwyższy szczyt Gorców. Pasmo to słynie w dodatku z malowniczych widoków i rozległych polan. Jedną z nich jest Hala Długa, która zapewnia piękny widok w kierunku Tatr. To właśnie ta obietnica motywowała mnie najbardziej, zwłaszcza po dwóch poprzednich dniach. Zarówno gdy szedłem z Rytra na Radziejową, jak i z Krościenka nad Dunajcem na Lubań, skrywały się one za gęstą zasłoną chmur. Liczyłem, że tym razem szczęście mi dopisze.

Zobacz film z dwunastego dnia na Głównym Szlaku Beskidzkim

 

Marsz w szarej rzeczywistości i Przełęcz Knurowska

Nie pozostało mi nic innego, jak dziarsko maszerować. Szarość wokół nie zachęcała, ale co miałem zrobić? Minąłem po chwili jakąś ciekawą polankę i zastanawiałem się nawet, czy przy dobrej widoczności roztaczałby się z niej jakiś ładny widok. Jak się okazało, to miał być stały motyw tego dnia, bo panoramy mogłem sobie co najwyżej wyobrazić.

Przełęcz Knurowska

W niecałą godzinę dotarłem do przełęczy Knurowskiej. Przebiega przez nią droga i to nie byle jaka droga! Droga Knurowska to w zasadzie zabytek inżynierii wojskowej, wybudowany na przełomie XIX i XX wieku w miejscu dawnego traktu skrótowego, łączącego Stary Sącz z Podhalem. W zamierzchłej przeszłości często korzystali z niego handlarze koni, a w okolicy ten skrót nazywano „ochodnikiem”. Droga miała również znaczenie militarne.

Gorce i Przełęcz Knurowska

Za przełęczą zaczęło się robić naprawdę ładnie. Lasy pięknie parowały, co zwiastowało nadzieję na poprawę pogody przed dotarciem w okolice Turbacza. Ciągle tliła się we mnie iskierka nadziei na ładne widoki. Nieco powyżej przełęczy z kolei znajduje się agroturystyka z noclegami. Zostawiam tę informację, gdybyście szukali dodatkowej opcji zakwaterowania na tym odcinku GSB. Gdzieś tutaj również skończył się spacer, bo szlak zaczął ostro piąć się w górę.

GSB w Gorcach

Wydawało mi się momentami, że zbliżam się do poziomu chmury, która wisiała nad szczytami i drzewami. Zastanawiałem się nawet, gdzie się kończy i czy uda mi się wyjść ponad nią w drodze na Turbacz, czy też utknę w tej gęstej mgle na dobre. Takie rozterki można dosyć łatwo zweryfikować, a to za sprawą kamerki internetowej, zamontowanej na budynku schroniska pod szczytem. Ja postanowiłem jednak jeszcze przez jakiś czas pozostać w niewiedzy. Tak na wszelki wypadek, gdyby jednak pogoda się poprawiła.

Polana Zielenica

Mglisty las i Polana Zielenica

Odcinek z przełęczy Knurowskiej na Polanę Zielenica zajął mi nieco ponad 1:30 h, a w międzyczasie wkroczyłem do Gorczańskiego Parku Narodowego. Przez cały ten czas szlak zdecydowanie piął się ku górze i chociaż nie powiedziałbym, że jest jakoś przesadnie trudno, to miejsc na złapanie oddechu trochę brakuje. Zazwyczaj można stąd podziwiać piękne widoki, a ławeczka, która się tam znajduje, wręcz zachęca do odpoczynku. No ale patrzcie tylko.

Zielenica we mgle

Bez sensu było się zatrzymywać, zwłaszcza że w tę nisko zawieszoną chmurę wlazłem i zaczęło mżyć. Polana ta jest jedną z wielu hal pasterskich, które licznie występują w Gorcach. Powstawały one w wyniku działalności człowieka, który karczował lub wypalał lasy, aby tworzyć miejsca pod wypas zwierząt. To właśnie od tego procesu prawdopodobnie wzięła się nazwa Gorców – od słowa „gorzeć”. Kiedy obejrzałem już wszystkie, zasnute mgłą drzewa, ruszyłem uparcie w stronę Kiczory.

Kiczora

Pod samym jej szczytem minąłem jeszcze Halę Młyńską. Zapewne i tu można nacieszyć oczy widokami, tylko że ja tego akurat szczęścia nie miałem. Jak się weźmie do ręki beskidzkie mapy, to można zauważyć, że takich Kiczor i Kiczer jest cała masa. To pozostałość osadnictwa wołoskiego, a nazwa ta odnosi się do zarostu i w tym kontekście oznacza zarośniętą, zalesioną górę. Ta konkretna Kiczora (1282 m n.p.m.), na której stałem, jest trzecim co do wysokości szczytem w Gorcach. Od najwyższego Turbacza (1310 m n.p.m.) jest niższa o 28 metrów. Od drugiej Jaworzyny Kamienickiej (1288 m n.p.m.) o raptem sześć.

W kierunku Hali Długiej

Hala Długa i Turbacz

Na Kiczorze porzuciłem już nadzieję, że coś ładnego tego dnia zobaczę. Nie zapowiadało się na pogodowy cud. Ruszyłem więc dalej, tym razem na zachód, bo w tym właśnie miejscu szlak zatacza obszerny łuk. Przez następne kilkanaście minut ścieżka jest bardzo relaksująca i można zapomnieć o trudach podejść. Co więcej, właśnie tutaj zaczynają się przebijać jedne z najładniejszych widoków w całych Gorcach. Na pobliskiej Hali Długiej, to już w ogóle robi się pięknie.

Gorce wiosną

Podrzucę wam zdjęcie z innego wypadu, kiedy szedłem z Obidowej na Turbacz, żebyście mogli zobaczyć, na co w czasie wędrówki się nastawić. Hala Długa to rzeczywiście jedna z piękniejszych beskidzkich hal. Można powiedzieć, że szczęściara wśród tutejszych polan, bo prowadzony jest tutaj kulturowy wypas owiec. Dzięki temu zachowywana jest nie tylko góralska tradycja, ale także zapobiega się zarastaniu hali. W sezonie działa tutaj bacówka, gdzie można skosztować lokalnych wyrobów, oglądając przy okazji piękne panoramy.

Schronisko na Turbaczu

Wiosną da się tutaj też spotkać krokusy, więc jeśli ktoś chciałby alternatywy dla zatłoczonych, tatrzańskich dolin, to tutaj będzie nieco spokojniej. Pogoda jednak dzisiaj nie dopisywała, więc ruszyłem w stronę schroniska, a następnie szczytu Turbacza, chcąc jak najszybciej opuścić mgliste Gorce. Schronisko PTTK na Turbaczu położone jest nieco poniżej właściwego wierzchołka góry. Jeżeli przechodzicie Główny Szlak Beskidzki, to nie ma to większego znaczenia, bo czerwone oznaczenia zaprowadzą was i tam.

Turbacz

Jeżeli jednak wybieracie się na Turbacz w ramach jakiejś krótkiej wycieczki, to warto pamiętać, by spod budynku zrobić sobie jeszcze te kilka minut spaceru. Mniej więcej tutaj rozpadało się na dobre, więc na szczycie nie zatrzymywałem się ani na chwilę. O widokach też mogłem zapomnieć, a szkoda, bo w czasie pokonywania kolejnych kilometrów pokazują się ciekawe prześwity, zwłaszcza w kierunku Beskidu Wyspowego. Skupiłem się więc na schodzeniu, zwłaszcza że ten początkowy fragment jest dosyć stromy. Kiedy pada robi się tam nieprzyjemnie ślisko.

W kierunku Obidowca

Dalszy marsz przez Rozdziele w kierunku Obidowca to głównie spacer przez las, a najciekawszym punktem tego odcinka jest polana na wschodnich zboczach tego drugiego szczytu. W latach 70. rozbił się w okolicy samolot sanitarny, który transportował chore dziecko i jego matkę. Kobieta w wyniku katastrofy zginęła. Z elementów poszycia samolotu stworzono przy szlaku skromny pomnik upamiętniający to wydarzenie.

Obidowiec

Hala ta staje się szczególnie urokliwa wiosną, a to za sprawą licznie rosnących krokusów. Tutaj też je można znaleźć. Dalej jest dosyć spacerowo, bo teren raczej delikatnie się obniżał. Jedyną atrakcją, bo o widokach mogłem zapomnieć, było omijanie dużych i szerokich kałuż. Do czasu jednak! W okolicach schroniska PTTK na Starych Wierchach wreszcie zobaczyłem swój cień!

Stare Wierchy

Pożegnanie z Gorcami i Rabka-Zdrój

Pomyślałem nawet przez chwilę o przerwie na kawę, ale zdecydowałem, że było jeszcze trochę za wcześnie. Postanowiłem iść dalej, w kierunku schroniska PTTK na Maciejowej (852 m n.p.m.), bo to raptem kolejna godzina marszu. No i kalkulowałem sobie też, że może to stamtąd wreszcie roztoczą się jakieś ładne widoki? W końcu słońce nieśmiało zaczęło przebijać się przez chmury. W dobrym nastroju pomknąłem dalej, mijając po drodze jeszcze Jaworzynę Ponicką, czy Wierchową.

Gorce w kierunku Maciejowej

Wspominam o nich jednak zupełnie kronikarsko. Ścieżka prowadzi na tym odcinku między drzewami i chociaż spacerowy to etap, to na widoki trzeba poczekać aż do Bacówki PTTK na Maciejowej. W międzyczasie rzeczywiście się wypogodziło, a ja wreszcie mogłem rzucić okiem na coś więcej, niż mgła i kałuże. W oddali malowało się już Pasmo Policy, które miałem odwiedzić jutro, a przede wszystkim też Babia Góra (1725 m n.p.m.).

Maciejowa

Królowa Beskidów, jak nazywany jest ten szczyt, miała być najpoważniejszym wyzwaniem w czasie całego marszu przez Główny Szlak Beskidzki. W końcu to najwyższy punkt na całej tej trasie. Kawa w bacówce smakowała jak zwykle wybornie. W dodatku otoczenie naprawdę przypadło mi do gustu. Szybko więc zapomniałem o szarówce i deszczu. Bacówka na Maciejowej jest ciekawym obiektem, bo powstała w ramach inicjatywy wznoszenia małych, skromnych i pozbawionych luksusów schronisk w polskich górach.

Bacówka na Maciejowej

Bacówki te miały służyć turystyce kwalifikowanej, aby np. samotni wędrowcy nie musieli się martwić brakiem noclegu w popularnych, dużych schroniskach. Pomysłodawcą tych założeń był Edward Moskała, a w czasie marszu GSB bliźniacze bacówki minąłem pod Honem w Bieszczadach oraz w Bartnem w Beskidzie Niskim. Niechętnie poderwałem się do marszu, ale czekało mnie tego dnia jeszcze sporo kilometrów do przedreptania. Przede wszystkim ruszyłem teraz w kierunku Rabki-Zdroju, powoli żegnając się na tym odcinku z Gorcami.

W kierunku Rabki

Samo zejście jest bardzo relaksujące, a co więcej, sporo da się zobaczyć. Szczególnie ładne są panoramy w kierunku północnym, gdzie pooglądać można góry położone już w Beskidzie Wyspowym. Niektóre krajobrazy śmiało można określić mianem sielskich – wijące się w dolinach miejscowości, pola uprawne podchodzące pod szczyty i górujące nad nimi wierzchołki gór. Szlak przed samą miejscowością wyprowadza na otwarte łąki i tam aż chciało mi się maszerować. Zrobiło się słonecznie, ciepło, a droga cały czas prowadziła umiarkowanie w dół.

W drodze do Rabki-Zdrój

Rabka-Zdrój to świetny punkt, by uzupełnić zapasy, zjeść coś dobrego, albo zaplanować sobie nocleg. Nie brakuje sklepów, aptek, pensjonatów czy restauracji. Jest też bankomat i warto o nim pamiętać, bo kolejna okazja, by go spotkać, jest w Jordanowie (16 km dalej), a później dopiero w Węgierskiej Górce (98 km). No i wstępnie planowałem tutaj zakończyć ten etap przejścia, ale znów postanowiłem być „cwany”. Naczytałem się w internetowych relacjach, że czekający mnie później odcinek do Bystrej Podhalańskiej nie jest zbyt ciekawy i obfituje w asfaltowe drogi.

Rabka-Zdrój

Postanowiłem więc go nieco podzielić, wychodząc z założenia, że im więcej dzisiaj przejdę, tym krócej będzie kolejnego dnia. W dodatku planowałem go przejść o poranku, kiedy jest dosyć rześko, więc rozgrzany asfalt w teorii nie powinien stanowić problemu. Z wypakowanym plecakiem ruszyłem więc jeszcze dalej, no i powiem wam, że ciągnęła się ta Rabka i ciągnęła.  Wreszcie jednak minąłem ostatnie zabudowania i przez ładne, widokowe wzgórza zmierzałem w stronę „Zakopianki”.

Pożegnanie z Gorcami

Ścieżka jest na tym odcinku wyraźna, ale jak to z otwartymi terenami bywa, nieco brakuje oznaczeń. Zgubić się jednak trudno, bo szum jadących samochodów prowadzi bezbłędnie dalej. Tutaj mniej więcej zakończyłem ten długi i przede wszystkim szary dzień. Kilkaset metrów na południe, tuż przy samej drodze, znajduje się spory zajazd i to tam znalazłem tego dnia nocleg. Z ciekawością i przede wszystkim nadzieją na lepszą pogodę, wyczekiwałem już kolejnego dnia na szlaku.

Informacje praktyczne:

  • Dystans: 32,5 km
  • Suma podejść: 1065 m
  • Czas przejścia: 10 h plus przerwy
  • Do podanych przez mapę wartości, warto doliczać od 5-10% dystansu. To powinno uwzględnić dojście na nocleg, spacer do sklepu, czy kręcenie się w kółko po szczycie w poszukiwaniu kadru życia
  • Pod Turbaczem, na Starych Wierchach oraz na Maciejowej znajdują się schroniska. Noclegi po drodze można znaleźć również na przełęczy Knurowskiej
  • W Rabce-Zdroju są sklepy, apteki, noclegi i bankomat. To dobre miejsce na uzupełnienie zapasów, lub na nocleg w czasie przejścia.
  • Z wodą na tym odcinku nie ma problemów, a to przede wszystkim za sprawą aż trzech schronisk, które mija się po drodze.
  • Odcinek ten prowadzi częściowo prze Gorczański Park Narodowy.

Koszulki termoaktywne

Zapisz się do newslettera i bądź na bieżąco z nowymi wpisami

Pochłonęły Cię górskie wędrówki?

Sprawdź mój wyjątkowy przewodnik górski

Przydatne? Dzięki za napiwek!

Postaw kawę

Dołącz do Patronów

Wspieraj na Patronite

 

Mateusz Stawarz

Miłośnik machania nogami i kawy we wszystkich postaciach. W 2015 roku założyłem tego bloga – Zieloni w podróży. Chwile później swoimi przygodami postanowiłem dzielić się również w formie filmów. Dlaczego akurat „Zieloni w podróży”? To proste. Kiedy lata temu rozpoczynałem swoją turystyczną przygodę z kolegą, o wędrówkach nie mieliśmy zielonego pojęcia.

Zostaw komentarz

Używamy plików cookie w celu optymalizacji korzystania ze strony oraz w zakresie zbierania statystyk i analizowania ruchu. Udostępniamy również informacje o korzystaniu z witryny naszym partnerom w zakresie mediów społecznościowych, reklam i analiz. View more
Zgadzam się
Nie zgadzam się
×