Skip to main content

Ostatni dzień na Głównym Szlaku Beskidzkim przywitał mnie piękną pogodą

Wyobraźcie sobie ponad 500 kilometrów pokonanych pieszo przez polskie góry. W słońcu, w deszczu, podziwiając nieustannie zmieniający się krajobraz. Do tego dodajcie 22 tysiące metrów przewyższeń, co w przeliczeniu daje ponad 100 tysięcy schodów. To wyzwanie obiecuje jednak nie tylko fizyczny wysiłek, ale przede wszystkim niezapomniane widoki, bliskość natury i wewnętrzną podróż.

GSB szlakowskaz

Taką przygodą był dla mnie Główny Szlak Beskidzki, który prowadzi z Wołosatego w Bieszczadach aż do Ustronia w Beskidzie Śląskim. I oto po szesnastu dniach intensywnego marszu, pokonaniu blisko 470 kilometrów, stanąłem w Beskidzie Śląskim, zaledwie 30 kilometrów od upragnionej mety w Ustroniu.

Zobacz film z szesnastego dnia na Głównym Szlaku Beskidzkim

 

Ten ostatni odcinek był dla mnie szczególną niespodzianką, ponieważ nie miałem wcześniej zbyt wielu okazji, by odwiedzić Beskid Śląski.  Wystartowałem z samego rana z Pietraszonki, gdzie spędziłem noc w urokliwej agroturystyce. To był trochę przypadkowy, ale jednak strzał w dziesiątkę. Widokowe miejsce, położone zaledwie 300 metrów od szlaku.

Cały dzień miałem zamiar odkrywać ten region na nowo. Byłem nawet przygotowany na finałowy test w postaci konkretnego, wymagającego wzniesienia tuż przed metą. Ale po tylu dniach na szlaku, byłem pewien, że w drodze do Ustronia nic już nie może mnie powstrzymać.

Ostatni dzień na GSB

Ostatni dzień na Głównym Szlaku Beskidzkim

Plan na ten dzień był prosty. Spokojnie przemierzać szlak, delektować się widokami i… uniknąć głupich kontuzji. Trochę przykro byłoby się wyłożyć tak blisko od mety. Początek wędrówki był zupełnie leniwy. Właśnie wstawał dzień, a ja niespiesznym krokiem dotarłem do Stecówki. Okolica jest urokliwa, są widoki, a przede wszystkim i tu można znaleźć nocleg.

Stecówka

Spacerując przez Beskid Śląski, nie sposób jednak nie zauważyć specyficznego charakteru tutejszych lasów. W porównaniu z innymi beskidzkimi pasmami, wydają się one nieco „smutniejsze”. Przyczyn tego stanu jest wiele, a większość z nich wiąże się z intensywną eksploatacją drewna na przełomie XIX i XX wieku. W miejsce wyciętych drzew sadzono przede wszystkim szybko rosnące świerki, często pochodzące z alpejskich upraw, które nie były w pełni przystosowane do lokalnych warunków.

Beskid Śląski i szlak ze Stecówki

Te osłabione drzewa były bardziej podatne na choroby, grzyby i ataki korników. Do tego doszły zanieczyszczenia przemysłowe i huraganowe wiatry, które dodatkowo osłabiały drzewostan. W efekcie wiele obszarów Beskidu Śląskiego dopiero teraz się odradza.  Lokalne nadleśnictwa podejmują jednak działania, mające na celu przywrócenie pierwotnego składu gatunkowego lasów, z większą różnorodnością drzew, niż tylko monokultura świerkowa. To jednak proces długotrwały, trwający dziesiątki, a nawet setki lat.

Widoki na szlaku

Przełęcz Kubalonka i poszukiwanie pierwszych podejść

Po pewnym czasie dotarłem na Przełęcz Kubalonkę, która oddziela Pasmo Wiślańskie (z Baranią Górą, którą odwiedziłem wczoraj) od Pasma Stożka i Czantorii, gdzie tego dnia zmierzałem. Przez przełęcz przebiega droga łącząca Istebną z Wisłą, no i miejsce to nie zachwyca. Wokół sporo asfaltu i betonu. Znajdują się tutaj jednak jakieś noclegi, co sprawia, że planowanie wędrówki przez Beskid Śląski jest zdecydowanie łatwiejsze, niż np. w takim Beskidzie Niskim.

Przełęcz Kubalonka

Opuszczając przełęcz, szlak poprowadził mnie wąską ścieżynką z powrotem do lasu. Czekałem na pierwsze poważniejsze podejścia, ale początkowo teren był dość łagodny. To zmieniło się bezpośrednio przed szczytem Kiczor. Droga była bardzo wygodna, ale nachylenie zdecydowanie wzrosło. Nazwa „Kiczora” (lub Kiczera, Kiczerka) jest popularna w Beskidach i pochodzi od wołoskiego słowa chică (czyt. kicze) oznaczającego zarost.

I rzeczywiście Kiczory (989 m n.p.m.), okazały się  mocno zalesione, z jedynie fragmentarycznymi widokami. Ciekawostką jest fakt, że kawałek za szczytem znajduje się tablica z opisaną panoramą, która dziś jest już mocno ograniczona przez rosnące drzewa. Da się tam jednak nieco pooglądać.

Pod szczytem Kiczor

Na tym odcinku wydarzyła się też inna ciekawa rzecz – zmiana granicy państwowej wzdłuż szlaku. Wyobraźcie sobie, że o ile wcześniej, na przykład na trzeciego dnia na Okrągliku w Bieszczadach, czy na odcinku między Babią Górą a Halą Miziową, GSB biegł wzdłuż granicy ze Słowacją, tak tutaj, w Beskidzie Śląskim, po drugiej stronie granicy były już Czechy. Kawał drogi przedreptałem.

Szlak w kierunku Stożka i Soszowa

Zmiana granicy i schronisko PTTK na Stożku Wielkim

W drodze na Kyrkawicę, moją uwagę przykuły ciekawe grzyby skalne. Trochę kusiło mnie, żeby wgramolić się na tę najwyższą ze skał, ale szybko sobie przypomniałem, że przecież to ostatni dzień na Głównym Szlaku Beskidzkim. Doświadczenie życiowe podpowiadało, że jeśli gdziekolwiek miały mnie spotkać kontuzje, to właśnie na sam koniec i to z mojej własnej winy. Zadowoliłem się więc widokami z niższej wychodni skalnej.

Grzyby Skalne

Marsz mijał przyjemnie, a leśne etapy nie były przesadnie męczące. Kolejnym ważnym punktem było Schronisko PTTK na Stożku Wielkim (957 m n.p.m.). To schronisko o niezwykle bogatej historii wybudowane zostało w 1922 roku. Pierwotnie nawet planowałem tutaj nocleg, ale jeśli zaglądaliście do poprzedniego odcinka to pewnie wiecie, że ostatecznie moje plany uległy zmianie. Pogoda za to dopisywała, a widoki zaczęły się poprawiać, oferując miłą odmianę po leśnych odcinkach. Do mety w Ustroniu pozostało mi 21 kilometrów.

Schronisko na Stożku Wielkim

Cały ten dotychczasowy marsz nie był przesadnie wymagający. Owszem, trafiały się podejścia, ale teren raczej przede wszystkim falował. W międzyczasie minąłem też górę Cieślar, gdzie poziom sielankowości jeszcze tylko się podwyższył. Ładnie tam, a uwagę przykuwa przede wszystkim Skrzyczne, czyli najwyższy szczyt Beskidu Śląskiego oraz Barania Góra, gdzie byłem dzień wcześniej.

Cieślar

Niespiesznie maszerując, minąłem kolejne schronisko – tym razem na Soszowie. To również historyczny obiekt, bo pochodzi z 1932 roku. No i to oczywiście kolejne miejsce, gdzie można zaplanować nocleg w czasie przejścia GSB. W ogóle mam wrażenie, że w Beskidzie Śląskim można nieco luźniej podejść do tematu logistyki.

Okolice Soszowa

Ostatnie trudności przed metą, czyli Czantoria Wielka i Równica

Wczorajsze podejście na Baranią Górę dało mi się we znaki, ale dzisiaj czułem się zaskakująco dobrze, jakbym dopiero zaczynał tę przygodę. To chyba magia bliskości mety. Wiedziałem natomiast, że przed samym końcem czeka mnie jeszcze spora dawka wysiłku. No i rzeczywiście chwilę później zacząłem się wdrapywać na Czantorię Wielką.

Szlak na Czantorię Wielką

Podejście od tej strony okazało się strome, ale to jednak nic w porównaniu ze szlakiem, który prowadzi na szczyt z Ustronia. Ja miałem nim schodzić, więc specjalnie mnie to nie zajmowało, natomiast w opinii osób, które dopiero rozpoczynają GSB, podejście na Czantorię z Ustronia uchodzi za prawdziwą katorgę.

Szczyt Czantorii leży na granicy polsko-czeskiej, a po stronie naszych sąsiadów wznosi się okazała, stalowa wieża widokowa. Wstęp jest płatny, a widoki dosyć ciekawe.  Mój wzrok skradł przede wszystkim położony u podnóża góry… Ustroń, czyli meta całej tej mojej wędrówki. Można odnieść wrażenie, że jest ona już na wyciągnięcie ręki, ale szlak na w zanadrzu jeszcze niemiłą niespodziankę.

Wieża na Czantorii

Nim dotknie się końcowej kropki szlaku, trzeba nie tylko zejść w kierunku Ustronia, ale też wgramolić się jeszcze na Równicę. To jakieś dodatkowe 400 metrów przewyższenia. Po krótkim odpoczynku opuściłem gwarne okolice Czantorii. Jest tam sporo infrastruktury turystycznej, a przede wszystkim można na szczyt wyjechać kolejką. Wszystko to sprawia, że góra jest popularnym celem wycieczek. Ja dzielnie jednak maszerowałem wzdłuż czerwonych oznaczeń i szybko rozpocząłem zejście stromym terenem.

Czantoria Wielka

Ciekawym doświadczeniem było mijanie wędrowców z większymi plecakami. Zakładałem, że oni dopiero rozpoczynali swoją przygodę, ruszając w kierunku odległego Wołosatego. Ja natomiast powoli kończyłem ostatni dzień tej pięknej przygody. Wszelkie doświadczenia związane z tym szlakiem były we mnie ciągle żywe. Inni natomiast postawili na szlaku dopiero swoje pierwsze kroki.

Zejście z Czantorii Wielkiej

Zejście jest faktycznie trochę niewdzięczne, ale schodziło mi się zaskakująco sprawnie. W dodatku szlak biegnie w cieniu wysokich drzew, co daje sporo wytchnienia w czasie upału. Po dotarciu do Ustronia przekroczyłem most na Wiśle, co też było ciekawym doświadczeniem. Poprzedniego dnia przecież przechodziłem przez szczyt Baraniej Góry, na której zboczach ma ona swoje źródła.  W tym miejscu natomiast,  Wisła była już całkiem okazałą rzeką.

Wisła w Ustroniu

Finałowy akcent

Ostatni wysiłek to podejście na Równicę (884 m n.p.m.). To popularna góra z rozbudowaną infrastrukturą turystyczną na szczycie. No i finał Głównego Szlaku Beskidzkiego był dla mnie mało klimatyczny. Na górę prowadzi bowiem szeroka, asfaltową drogą. Szlak co prawda ucieka niekiedy do lasu, przecinając niekiedy zakosy stromymi skrótami, ale gdzieś tutaj górska magia powoli mnie opuszczała. Nie ma stałe jednak.

Podejście na Równicę

Kiedy bowiem minąłem gwarne okolice Równicy, ścieżka znów skierowała mnie do lasu. I poczułem tam spokój, który po raz pierwszy udzielił mi się 16 dni wcześniej w Bieszczadach, kiedy rozpoczynałem tę wędrówkę.  Od tego miejsca ścieżka prowadziła już tylko w dół. Została mniej więcej godzina, marszu i ostatnie 4 kilometry szlaku z tych 500. Ostatnie kilometry Głównego Szlaku Beskidzkiego.

Zejście do Ustronia

I przyznam szczerze, że czułem się nieswojo że świadomością, że to już koniec tej pięknej przygody. Kiedy wkroczyłem między zabudowania Ustronia, miałem nawet wrażenie, że oto przekraczam jakąś niewidzialną granicę. Granicę pomiędzy prostym życiem na szlaku, a powrotem do codzienności. Szum lasu i śpiew ptaków zamienił się w dźwięk samochodów i ludzkich rozmówa, a po chwili i ja wtopiłem się w tłum, kierując swoje kroki ku stacji kolejowej w Ustroniu.

Meta w Ustroniu

To w jej okolicy znajduje się skromna, czerwona kropka, która wyznacza jeden z punktów krańcowych Głównego Szlaku Beskidzkiego. Ten sam znak widziałem 16 dni wcześniej w Wołosatem, kiedy rozpoczynałem przejście Głównym Szlakiem Beskidzkim. 500 kilometrów, tysiące metrów podejść, kilkanaście dni marszu, niezliczone widoki i momenty zachwytu. Do tego doświadczenie górskiej prostoty i poczucia wolności. Choć często okupione zmęczeniem, wspomnienia i satysfakcja pozostają na zawsze. Wszystko skumulowane teraz w tym jednym punkcie.

Informacje praktyczne:

  • Dystans: 35 km
  • Suma podejść: 1445 m
  • Czas przejścia: 11:15 h plus przerwy
  • Do podanych przez mapę wartości, warto doliczać od 5-10% dystansu. To powinno uwzględnić dojście na nocleg, spacer do sklepu, czy kręcenie się w kółko po szczycie w poszukiwaniu kadru życia
  • Na odcinku tym znajduje się sporo miejsc, gdzie można przenocować. Sam nocowałem w agroturystyce na Pietraszonce, ale kolejne miejsca to Stecówka, Przełęcz Kubalonka, Schronisko PTTK Stożek, Schronisko „Soszów” oraz agrosturystyki w okolicach Cieślara i Soszowa. W schroniskach można oczywiście także coś zjeść czy uzupełnić zapasy wody.

Koszulki termoaktywne

Zapisz się do newslettera i bądź na bieżąco z nowymi wpisami

Pochłonęły Cię górskie wędrówki?

Sprawdź mój wyjątkowy przewodnik górski

Przydatne? Dzięki za napiwek!

Postaw kawę

Dołącz do Patronów

Wspieraj na Patronite
Mateusz Stawarz

Miłośnik machania nogami i kawy we wszystkich postaciach. W 2015 roku założyłem tego bloga – Zieloni w podróży. Chwile później swoimi przygodami postanowiłem dzielić się również w formie filmów. Dlaczego akurat „Zieloni w podróży”? To proste. Kiedy lata temu rozpoczynałem swoją turystyczną przygodę z kolegą, o wędrówkach nie mieliśmy zielonego pojęcia.

Zostaw komentarz

Używamy plików cookie w celu optymalizacji korzystania ze strony oraz w zakresie zbierania statystyk i analizowania ruchu. Udostępniamy również informacje o korzystaniu z witryny naszym partnerom w zakresie mediów społecznościowych, reklam i analiz. View more
Zgadzam się
Nie zgadzam się
×