Wycieczka na Hyrlatą w Bieszczadach to świetny pomysł, kiedy szukasz w górach ciszy
Bieszczady kojarzą się często głównie z Połoniną Wetlińską, Caryńską czy Tarnicą. Tam widoki są rzeczywiście spektakularne, ale i tłumy turystów w sezonie potrafią skutecznie zagłuszyć ciszę, której wielu z nas w górach szuka. Są jednak w Bieszczadach i takie miejsca, gdzie czas płynie wolniej, a zamiast hałasu słychać tylko szum lasu i własną zadyszkę.

Jednym z nich okazała się dla mnie ostatnio Hyrlata – masyw górski w zachodniej części naszych Bieszczadów, położony kilka kilometrów na południowy-zachód od Cisnej. Zapowiadała się wycieczka bez pocztówkowych panoram, za to z ogromną dawką spokoju i leśnej ciszy.
Zobacz film z wycieczki na Hyrlatą
Poranek w Żubraczem i spacer w kierunku Berda
Wyruszyłem z samego rana z niewielkiej miejscowości Żubracze, położonej kilka kilometrów na zachód od Cisnej. Tuż przy skrzyżowaniu dróg znaleźć można na poboczu miejsce, w którym da się zaparkować kilka samochodów. Dalej podjechać już nie można, bo, poza wyjątkami, w Dolinie Solinki obowiązuje zakaz ruchu. Początek szlaku prowadził szeroką drogą, ale szybko odbiłem w bok i zanurzyłem się w gęsty, bieszczadzki las. Miał się on stać moim jedynym towarzyszem na najbliższe kilka godzin
Słońce wstało dosłownie dziesięć minut wcześniej. Mimo że w dolinie przywitała mnie gęsta mgła, to wyżej natura pomalowała niebo pastelowymi kolorami. Świadomie nie chciałem ryzykować wyjścia przed świtem. Hyrlata i jej okolice znane są jako „niedźwiedzi matecznik”.

Po ostatnim spotkaniu z tym mieszkańcem gór w Paśmie Wysokiego Działu, postanowiłem być nieco ostrożniejszy. Stukałem niekiedy znalezionym kijem, no i starałem się nie iść w całkowitej ciszy. Chciałem dać znać mieszkańcom lasu, że zbliża się ktoś, kto nie ma zbyt wielkiej ochoty na spotkanie z nimi.

Przez prześwity między drzewami zauważyłem, że w dolinach kłębi się piękne morze mgieł. No i to ono stało się moim pierwszym celem. Chciałem zdążyć na jakiś punkt widokowy, zanim ten spektakl natury całkiem zniknie. Po około godzinie solidnego wysiłku teren wreszcie zaczął się wypłaszczać. Szło się zaskakująco przyjemnie. Dotarłem do pierwszego z trzech wierzchołków masywu Hyrlatej – na Berdo (1041 m n.p.m.). Po drodze minąłem niewielkie polanki, ale na ciekawe widoki musiałem jeszcze poczekać.

Przez Hyrlatą w kierunku widoków
Nie zatrzymywałem się na długo i po chwili ruszyłem w kierunku głównego, drugiego wierzchołka – Szymowej Hyrlatej (1103 m n.p.m.). Idąc tą wąską, dziką ścieżką, w pełni zrozumiałem, skąd wzięła się jej nazwa. Prawdopodobnie pochodzi ona od rumuńskiego słowa „howorlath”, oznaczającego górę trudną do przejścia. Co ciekawe, w przeszłości góra ta nazywana bywała również Hyrlawą, ale też Herlatą – to akurat sprawka Aleksandra Fredry! Tak, tego samego od „Zemsty”. Jego ojciec był właścicielem Cisnej, więc i sam autor bywał w tych stronach.

Widoków brakowało, ale natura była łaskawa. Gdy szedłem przez las, mgły z dolin zaczęły się podnosić i wnikać między drzewa. W połączeniu z promieniami słońca tworzyło to bajkowy spektakl. To jeden z tych widoków, dla których kiedyś, podczas przejścia Głównego Szlaku Beskidzkiego, wstawałem szesnaście dni z rzędu o czwartej rano.

Wkrótce ścieżka wyprowadziła mnie na bardziej otwarty teren i pojawiło się nawet coś, co śmiało można określić mianem widoków. Nie były to panoramy rodem z najpiękniejszych, bieszczadzkich połonin, ale można było zawiesić na czymś oko. Jechałem tu ponad dwie godziny z myślą o przyjemnym, leśnym spacerze, a dostałem znacznie więcej. No i ta polana zwiastuje też bliskość szczytu Hyrlatej. Znaleźć ja można kilka minut marszu wcześniej.

Na wierzchołku stoi charakterystyczny trójnóg i tabliczka z nazwą. Sam szczyt jest zalesiony, ale tuż przed nim znajduje się kolejna skromna polana, z której można co nieco pooglądać. Lenistwu sprzyja też postawiona nieopodal ławeczka. To jedna z 50 takich ławek, które Studenckie Koło Przewodników Beskidzkich w Rzeszowie ustawiło w Beskidach z okazji 50-lecia koła.

Rosocha, czyli azyl spokoju
To jednak nie był koniec mojej wędrówki. Ruszyłem dalej, w stronę trzeciego i ostatniego wierzchołka masywu – Rosochy (1084 m n.p.m.). Ten odcinek był czystą przyjemnością. Wąska ścieżka prowadziła mnie grzbietem, niczym szpalerem wśród wysokich drzew. Po krótkim zejściu i kolejnym, łagodnym podejściu, dotarłem na miejsce.

Rosocha przywitała mnie uroczą polanką i skromnymi, ale ciekawymi widokami, głównie na Pasmo Graniczne. Gdzieś za nim majaczyły już pasma górskie Słowacji z charakterystycznym, spłaszczonym szczytem Wyhorlatu na czele. Po drugiej stronie natomiast dało się zaobserwować choćby charakterystyczny Łopiennik. To zdecydowanie najładniejszy z wierzchołków mijanych w czasie tej wycieczki.
To było idealne miejsce na dłuższą przerwę i drugie śniadanie. W nie tak dawnej przeszłości przez górę nie prowadziły żadne oficjalne szlaki turystyczne. W historii znacznie dawniejszej natomiast, kronikarze wzmiankowali, że ludzie bardzo niechętnie osiedlali się w pobliskiej Solince ze względu na ilość bytujących tu niedźwiedzi. Trudno im się dziwić.

W czasie II wojny światowej z kolei, przez te niedostępne ostępy prowadził szlak kurierski Polskiego Państwa Podziemnego z Sanoka na Węgry, o kryptonimie „Las”. Kurierzy beskidzcy przerzucali przez granicę pocztę, pieniądze, broń, a czasami przeprowadzali nawet ludzi. Zbocza Hyrlatej dawały im osłonę od patroli i niebezpieczeństw czyhających w dolinach. Dzisiaj Hyrlata uczy raczej doceniania małych rzeczy i spokoju. I niech tak zostanie.
Zastanawiałem się przez chwilę, w jaki sposób zakończyć tę wędrówkę. Mogłem iść dalej i zejść do Roztok Górnych, a następnie wrócić wygodną drogą w Dolinie Solinki. Ale ten las tak mnie urzekł, że postanowiłem wrócić po własnych śladach.

Powrót na parking
Powrót tą samą drogą jest trochę jak ponowne oglądanie ulubionego filmu. Niby wiesz, co się wydarzy, ale zawsze wyłapiesz jakiś szczegół, który wcześniej ci umknął. I tak było tym razem. Widoczność znacząco się poprawiła i daleko na słowackim horyzoncie dostrzegłem pasmo górskie, które wcześniej ledwo majaczyło – jak się później okazało, były to Góry Tokajsko-Slańskie. To też ciekawe, że przy naprawdę wyjątkowych warunkach, ze zboczy Hyrlatej można dojrzeć Tatry, odległe stąd w linii prostej o około 160-170 kilometrów!

Była godzina 11:00, a ja wciąż nie spotkałem na szlaku żywej duszy. To tylko potwierdziło, że Hyrlata to miejsce dla koneserów. Szlak ten, co ciekawe, został oficjalnie wyznakowany stosunkowo niedawno, bo w 2015 roku. Początkowo na niebiesko, a obecnie na zielono. Oczywiście nie oznacza to, że wcześniej nikt tu nie chodził. Jako że góra leży poza granicami Bieszczadzkiego Parku Narodowego, zawsze przyciągała amatorów leśnych wędrówek z dala od oficjalnych tras.

Droga powrotna minęła bardzo sprawnie. Gdy już schodziłem z Berda, usłyszałem charakterystyczny gwizd słynnej Bieszczadzkiej Kolejki Leśnej, która na pewnym odcinku trasy przemierza właśnie Dolinę Solinki. To był znak, że moja leśna przygoda dobiega końca.

Dla Kogo Jest Hyrlata?
Hyrlata z pewnością nie wygra konkursu na najbardziej widokową górę w Bieszczadach. Jeśli zestawić ją z Połoniną Caryńską, Wetlińską czy Tarnicą, to pod względem panoram nie ma absolutnych szans. Może jednak byliście już na tych wszystkich bieszczadzkich „klasykach” i szukacie czegoś innego, czegoś spokojnego. Wtedy Hyrlata raczej was nie zawiedzie.
Trzeba jednak pamiętać, że to szlak przede wszystkim dla tych, którzy w górach szukają nie tylko widoków, ale leśnej ciszy i spokoju. Szczególnie pięknie bywa tu w połowie października, kiedy bieszczadzki las zapłonie tysiącem barw, a na szlaku wciąż będzie pusto. A tutaj na mapie zaznaczyłem wam jeszcze wariant pętelki, który uwzględnia wizytę w Solince. Będzie on dłuższy i nieco bardziej wymagający. Ostatnie kilka kilometrów jednak, to spacer drogą.
Informacje praktyczne:
- Dystans: 13 km
- Suma podejść: 690 metrów
- Czas przejścia: 4:25 h + przerwy
- Samochód najwygodniej zostawić przy skrzyżowaniu drogi przez Solinkę z drogą 897. Jest tam fragment pobocza, na którym można zaparkować.
- Wycieczkę można rozpocząć także z Roztok Górnych, czyli od drugiej strony. W tym wypadku da się tam dojechać drogą przez Liszną.
Zapisz się do newslettera i bądź na bieżąco z nowymi wpisami




