Zimowe Bieszczady potrafią być surowe, ale chyba w takim wydaniu lubię je najbardziej.
Zimowy wypad w Bieszczady zaczął się bardzo spontanicznie, bo od dobrej prognozy i szybkiego pakowania. Do samego końca nie mogłem się jednak zdecydować, na jaki szlak się wybrać. Jeszcze na samej Przełęczy Wyżniańskiej rozmyślałem, czy przypadkiem nie ruszyć na Połoninę Caryńską. Ostatecznie jednak zarzuciłem plecak i skierowałem swoje kroki ku Małej i Wielkiej Rawce.
Start z przełęczy to przyjemny spacer, bo szeroki szlak bezproblemowo prowadzi do Bacówki PTTK pod Małą Rawką. Dopiero dalej rozpoczyna się prawdziwe podejście, no i trzeba przyznać, że momentami trzeba wykrzesać z siebie nieco energii. Pogoda jednak dopisywała, a otoczenie było bajkowe. Zwłaszcza wyżej, tuż przy górnej granicy lasu, śnieg i mróz tworzyły fantastyczne krajobrazy.
Zobacz film
Na szczycie Małej Rawki przywitał mnie silny wiatr, no i szybko okazało się, że temperatura odczuwalna nie pozwala na jakiś dłuższy piknik przy herbacie. Ruszyłem więc ciekawym grzbietem w kierunku kolejnego celu mojej wędrówki. Szlak na Wielką Rawkę jest dosyć przyjemny, a podejście na wierzchołek nie stwarza większych problemów. Wiatr nie dawał jednak za wygraną, więc szybko sięgnąłem do plecaka po dodatkową kurtkę. Sam grzbiet ciągnie się przez dłuższy czas, a to pozwala nacieszyć oczy naprawdę ciekawymi panoramami. Daleko na Ukrainie pokazały się Gorgany, a przejrzystość powietrza pozwoliła zobaczyć też… Tatry. Pięknie prezentowała się również pobliska Tarnica. Niżej znajduje się mapa tego krótkiego wypadu, który w zależności od tempa, warunków i przerw, powinien zająć nieco ponad 4 godziny.
W drodze powrotnej przyszła chwila wyciczenia, zwłaszcza gdy ponownie znalazłem się w lesie. Towarzysząca mi cisza była świetną nagrodą w czasie tego i tak udanego dnia. To była krótka, zimowa wycieczka, ale dokładnie takiej potrzebowałem. Bez pośpiechu i bez fajerwerków, za to z bardzo surowym, prawdziwie górskim klimatem. Dopisały też panoramy, bo widzialność sięgała 180 kilometrów w linii prostej. Widok na Tatry z Bieszczadów niezmiennie robi na mnie wrażenie.
Zapisz się do newslettera i bądź na bieżąco z nowymi wpisami



