Jaskinia, wodospad i schronisko, czyli ciekawa pętla na Leskowiec.

Beskid Mały to pasmo górskie w zachodniej części naszych Beskidów, rozciągające się gdzieś pomiędzy Beskidem Śląskim na zachodzie, a Beskidem Makowskim na wschodzie. Najwyższy szczyt tego pasma to Czupel (931 m n.p.m.), ale Leskowiec (922 m n.p.m.), na który planowałem się wybrać, też nie ma się czego wstydzić. Chociaż można tu odnaleźć trochę widokowych miejsc, to w Beskidzie Małym króluje las, który latem zamienia szlaki w zielone tunele, a jesienią zmienia kolory w sposób, który po prostu trzeba zobaczyć na własne oczy.

Wejście do Groty Komonieckiego

Wybrałem się tu trochę spontanicznie, bez wielkiego planu. Miałem po prostu wolny dzień, a że pogoda była już prawdziwie wiosenna, to postanowiłem pospacerować z dala od tłumów. Leskowiec był na mojej liście już od jakiegoś czasu i obiecywał tego dnia sporo górskiego relaksu. Dodatkowo szlak miał kilka asów w rękawie. Na szczyt można wejść w zasadzie ze wszystkich kierunków świata, ale ja postawiłem na wariant z południa, prowadzący z Targoszowa. Plan był dosyć prosty, bo pętelka, którą sobie wykombinowałem, zajmuje mniej więcej pięć godzin samego marszu. No i to zawsze pozwala zobaczyć trochę więcej, bez konieczności wracania po własnych śladach.

 

Szlak na Leskowiec – mapa, punkt startowy i opis trasy

Na wycieczkę wyruszyłem z leśnego parkingu na granicy Kukowa i Targoszowa. Miejsc jest kilkanaście, warto przyjeżdżać wcześnie, bo darmowe parkingi zapełniają się sprawnie, zwłaszcza w weekendy. Dojazd jest możliwy też komunikacją publiczną do Targoszowa. Wtedy cała wycieczka nieco się wydłuży. Zielony szlak zaczyna się od szerokiej leśnej drogi, która prowadzi przez las łagodnie w górę. Ptaki śpiewają, teren wznosi się delikatnie, a pierwszych kilkanaście minut to prawie spacer. Beskid Mały udaje tutaj jeszcze parkową aleję.

Ścieżka po chwili wyprowadza na asfaltową drogę, prowadząc przez przysiółki Targoszowa. Idzie się miło, pokazują się jakieś widoki, a obok szumi potok. Kawałek dalej natomiast robi się już „górsko”, bo szlak zawija do lasu, a tam moje nogi wita stromizna. Ścieżka pnie się dość ostro w górę na zalesiony szczyt Czarnej Góry (818 m n.p.m.). Nie znajdziecie tu spektakularnych panoram, pod którymi uginają się kolana. Te mogą wykazywać tendencję do zginania, bo rzeczywiście ten fragment szlaku może dać się we znaki osobom o słabszej kondycji.

W drodze na Leskowiec

Pocieszające jest natomiast to, że po zmordowaniu tego podejścia, ścieżka znów staje się relaksująca. Czarna Góra nie jest najhonorniejszym wierzchołkiem na mapie Polski, ale zawsze to kolejny zdobyty punkt na trasie.

Grota Komonieckiego – największa jaskinia Beskidu Małego

Kilkanaście kolejnych minut to leniwe dreptanie, które pozwala docenić tę spokojną odsłonę Beskidu Małego. Nim jednak ruszyłem w kierunku Leskowca, na chwilę rozstałem się ze szlakiem. W miejscu, gdzie zielone oznaczenia wyprowadzają na charakterystyczne wypłaszczenie, szlak zielony prowadzi w prawo. Warto zachować tu uwagę, bo odchodzi stąd w lewo wyraźnie wydeptana, choć nieoznakowana ścieżka.

Ścieżka do Groty Komonieckiego

Trzeba wytracić nieco wysokości (momentami jest dość stromo), ale na dole czeka Grota Komonieckiego. To pomnik przyrody nieożywionej i najbardziej znana jaskinia w całym Beskidzie Małym. Ma powierzchnię około 115 metrów kwadratowych i przypomina potężny, skalny okap. Dojście od zielonego szlaku powinno zająć około 15 minut.

Grota w Beskidzie Małym

Być może zastanawiacie się, kim był ów człowiek wspomniany w nazwie jaskini? Andrzej Komoniecki to postać legendarna dla tego regionu. Na przełomie XVII i XVIII wieku sprawował funkcję wójta żywieckiego. Czym zasłynął? To autor monumentalnego dzieła „Chronografia albo Dziejopis Żywiecki”. Komoniecki spisywał w nim wszystko: od wojen i zjawisk pogodowych, przez lokalne anegdoty, podatki, aż po… procesy zbójników. Ten dokument jest dziś absolutnie bezcennym źródłem wiedzy o dawnych wiekach na Żywiecczyźnie. Co ciekawe, już w “Dziejopisie” wspominał tę jaskinię i to ponad 300 lat temu.

Grota Komonieckiego

Wodospad Dusiołek i premia za zejście

Sama jaskinia naprawdę robi wrażenie, więc zdecydowanie warto się tutaj pojawić. To jednak nie koniec atrakcji, bo dosłownie kawałeczek dalej znajduje się kolejne, ciekawe miejsce. Kilkaset metrów niżej, wzdłuż strumienia Dusica, znajduje się Wodospad Dusiołek. Można do niego dotrzeć, kontynuując zejście ścieżką wzdłuż potoku. Schodzi się przy lewej stronie, bo tam jest bezpieczne przejście obok progu skalnego.

Wodospad Dusiołek

To największy wodospad w Beskidzie Małym (mierzy około 5 metrów). Miejsce jest niezwykle malownicze, pod warunkiem że… płynie w nim woda. Najefektowniej prezentuje się więc po większych opadach. Warto wiedzieć, że do wodospadu można dotrzeć też od dołu, z miejscowości Las i jest to dobra opcja, jeśli ktoś chce zobaczyć grotę i wodospad bez robienia całej pętli. To jeden z tych widoków, które wyglądają lepiej w naturze niż na zdjęciu.

Wodospad Dusiołek na Dusicy

Po krótkiej przerwie ruszam w kierunku zielonego szlaku. Czeka mnie blisko 150 metrów podejścia, bo tyle ten krótki wypad do jaskini „kosztuje”. Zdecydowanie jednak nie traktuję tego jako wady, zwłaszcza że naprawdę miło spędziłem tam czas. Samo podejście mija dosyć szybko i wkrótce melduję się na grzbiecie.

Odbierz swój darmowy ebook

Jeśli lubisz takie miejsca - mam ich więcej. Co dwa tygodnie piszę o trasach, sprzęcie i górskich historiach. Na start ebook z polecanymi szlakami i moja lista sprzętu na Główny Szlak Beskidzki.

Marsz grzbietem i fragmentem Małego Szlaku Beskidzkiego

Po powrocie na zielony szlak wchodzi się w zupełnie inny klimat. Teren się wypłaszcza, ścieżka staje się szeroka i wygodna, a las zmienia charakter. Taka grzbietowa “autostrada”, gdzie po prostu macha się nogami bez większego wysiłku. W taki sposób docieram do skrzyżowania pod Smrekowicą, gdzie rozstaje się z oznaczeniami zielonymi i ruszam na północny-zachód wzdłuż czerwonych.

Od tego momentu czerwonym szlakiem

Ten odcinek to fragment Małego Szlaku Beskidzkiego. Szlak ten liczy 137 km i łączy Bielsko-Białą Straconkę z Luboniem Wielkim w Beskidzie Wyspowym. Przy ścieżce można natrafić na niewielkie wychodnie skalne, które stanowią ciekawy przerywnik monotonnej wędrówki przez las. Raz na jakiś czas pokażą się też skromne widoki, głównie w kierunku północnym i pasemka Bliźniaków.

Widoki na północ

Na tym łagodnym etapie jest w końcu czas, by popatrzeć pod nogi i poszukać lokalnej fauny. Udało mi się spotkać wyjątkowo spokojnego padalca. Ten przypominający węża zwierzak potrafi przyprawić o szybsze bicie serca turystów, ale w rzeczywistości jest całkowicie niegroźną jaszczurką, której ewolucja poskąpiła nóg. Padalec jest w Polsce gatunkiem chronionym, żywi się głównie dżdżownicami i ślimakami.

Padalec

Leskowiec, czyli wreszcie szczyt z widokiem

Dalszy marsz nie sprawia problemów, a i zgubić się nie ma gdzie. Szeroka droga pewnie prowadzi dalej i mniej więcej w przeciągu godziny doprowadza na szczyt Leskowca (922 m n.p.m.) Jest on dosyć niepozorny, bo to taka rozległa, łagodna kopuła. Sporo lasu wokół, ale też wiata, kilka ławek i tablica z podpisaną panoramą. A no właśnie, panorama.

Widoki z Leskowca

Da się tu co nieco pooglądać, chociaż drzewa coraz skuteczniej zasłaniają najciekawsze kierunki. W dobrą pogodę widać stąd Babią Górę, Policę, Gorce z Turbaczem, Luboń Wielki w Beskidzie Wyspowym, a przy wyjątkowo dobrej widoczności kilka tatrzańskich „czubków”. Ze szczytu ruszam żółtym szlakiem (przez chwilę razem z czerwonym) w stronę schroniska. Z Leskowca to już dosłownie 10-15 minut spaceru.

Leskowiec
Schronisko Leskowiec,  które nie jest na Leskowcu

Schronisko PTTK pod Leskowcem to jeden z tych przypadków kiedy nazwa jest… umowna. Budynek stoi nie na Leskowcu, ale na zboczach Gronia Jana Pawła II (898 m n.p.m.), czyli szczytu, który kiedyś nazywał się Jaworzyną. Zmiana nazwy ma związek oczywiście z postacią Karola Wojtyły, który jeszcze w czasach szkolnych wielokrotnie wybierał się na wierzchołek. Jego rodzinne Wadowice są w końcu niedaleko na północy i można tam obecnie zawędrować szlakiem koloru niebieskiego.

Schronisko PTTK na Leswkocu

Samo schronisko posiada niezwykłą historię budowlaną. W dwudziestoleciu międzywojennym (dokładnie w 1932 roku) lokalne koło Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego wybudowało ten obiekt zaledwie w… 3 miesiące! Co więcej, w czasie okupacji, wycofujące się niemieckie oddziały planowały spalić schronisko.

Widoki spod schroniska

Ówcześni gospodarze byli w stanie jednak przekonać Niemców, by tego nie robili, a w tym celu posłużyli się… bimbrem. Obecnie schronisko oferuje noclegi i wyżywienie, a widoki z tarasu to jeden z powodów, żeby tu usiąść dłużej. No i żurek jest naprawdę dobry. Nieco powyżej schroniska znajduje się kaplica i górskie sanktuarium, w którym odbywają się nabożeństwa.

Groń Jana Pawła II

Zejście żółtym szlakiem i powrót do doliny

Po przerwie na herbatę, z okolic schroniska ruszam w drogę powrotną żółtym szlakiem w stronę Targoszowa. Najpierw podchodzę leniwie na Leskowiec, a następnie ruszam już w dół. Zejście jest przyjemne, droga szeroka, a teren opada jednostajnie. Kolana nie powinny tu przesadnie ucierpieć, choć przyznam, że na dwóch krótkich, stromych odcinkach grawitacja potrafi przypomnieć o swoim istnieniu.

Zejście żółtym szlakiem

Uwagę należy zachować jedynie w pobliżu zabudowań, gdzie nikną niekiedy oznaczenia szlaku. Należy iść cały czas prosto przed siebie. Wycieczka kończy się w dosyć przyjemny sposób, bo na zejściu towarzyszy mi widok na Babią Górę. Po mniej więcej 50 minutach marszu ze szczytu Leskowca melduję się ponownie na parkingu.  Beskid Mały pokazał mi swoją relaksującą odsłonę, bo przez cały dzień spotkałem raptem kilkunastu turystów. Chociaż w czasie spaceru królował las, to były także ciekawe atrakcje. Grota Komonieckiego czy Wodospad Dusiołek to miejsca, które warto odwiedzić, bo są jednak pewnym ewenementem beskidzkim. Skromne panoramy nadawały wycieczce kolorytu, a odpoczynek przy herbacie w schronisku to zawsze miła rzecz.

Zakończenie wędrówki pozwoliło jeszcze coś zobaczyć

Beskid Mały – praktyczne informacje przed wycieczką

Ile trwa pętla przez Leskowiec?
Wycieczka w tym wariancie to jakieś 16 km i 5-6 godzin marszu plus przerwy. Przewyższenie to ok. 820 m. Trudność umiarkowana. Solidne podejście na początku, a potem w czasie powrotu z Groty Komonieckiego. Reszta trasy łagodna.

Czy schronisko pod Leskowcem jest czynne przez cały rok?
Tak. Schronisko PTTK Leskowiec (na Groniu Jana Pawła II) prowadzi działalność całoroczną. Znajdziecie tam noclegi, wyżywienie i sporo ławek z ładnym widokiem. Warto natomiast sprawdzić aktualne godziny otwarcia bufetu przed wyjazdem.

Czy Grota Komonieckiego jest bezpłatna?
Tak, wstęp jest bezpłatny. To naturalna jaskinia dostępna z bocznej ścieżki, około 15 minut zejścia od szlaku zielonego.

Czy szlak nadaje się dla dzieci?
Tak, ale z zastrzeżeniem, że podejście przez pierwsze 30-40 minut jest dość strome. Dla dzieci o dobrej kondycji nie będzie to raczej problem. Zejście do jaskinii i wodospadu wymaga uwagi przy mokrej nawierzchni.

Jak dojść do Groty Komonieckiego?
Do groty nie prowadzi oficjalny szlak PTTK. Najłatwiej dotrzeć tam bezpośrednio z miejscowości Las, podążając za czerwonymi oznaczeniami ścieżki spacerowej. W łatwy sposób można do niej również dojść, odbijając od zielonego szlaku, którym podążałem na grzbiet. Warto korzystać z aplikacji mapa-turystyczna.pl albo mapy.com.

Czy można wejść na Leskowiec z psem?
Tak. Beskid Mały (z wyjątkiem wydzielonych rezerwatów przyrody) jest otwarty dla turystów wędrujących ze swoimi czworonogami. Należy oczywiście pamiętać o trzymaniu psa na smyczy, by nie płoszyć dzikiej zwierzyny.

Jeśli lubisz takie miejsca – mam ich więcej. Co dwa tygodnie piszę o trasach, sprzęcie i górskich historiach. Na start ebook z polecanymi szlakami i moja lista sprzętu na Główny Szlak Beskidzki.

Koszulki termoaktywne

Pochłonęły Cię górskie wędrówki?

Sprawdź mój wyjątkowy przewodnik górski

Przydatne? Dzięki za napiwek!

Postaw kawę

Dołącz do Patronów

Wspieraj na Patronite
Mateusz Stawarz

Miłośnik machania nogami i kawy we wszystkich postaciach. W 2015 roku założyłem tego bloga – Zieloni w podróży. Chwile później swoimi przygodami postanowiłem dzielić się również w formie filmów. Dlaczego akurat „Zieloni w podróży”? To proste. Kiedy lata temu rozpoczynałem swoją turystyczną przygodę z kolegą, o wędrówkach nie mieliśmy zielonego pojęcia.

Zostaw komentarz

×