Główny Szlak Świętokrzyski to ponad 90 kilometrów marszu przez najniższy łańcuch górski w Polsce.
Relacje z długodystansowych szlaków przyzwyczaiły nas do epickich kadrów, pokonywania własnych słabości i heroicznej walki z dziką naturą. Główny Szlak Świętokrzyski całkowicie wyłamuje się z tego wyobrażenia, a złośliwi powiedzieliby, że nie prowadzi nawet przez góry. Na trasie spotkać można za to dużo spokoju, sporo leśnych odcinków, no i (uczciwie zaznaczę) trochę asfaltu. Czasami więcej niż trochę. Poza okolicami Łysej Góry i Łysicy spotykałem za to dosłownie pojedyncze osoby.
Główny Szlak Świętokrzyski przeszedłem pod koniec maja 2026 roku, w kierunku z Gołoszyc do Kuźniaków, sam i z namiotem. Zajęło mi to trzy dni. Miał to być krótki spacer i niejako skromny test kilku nowych elementów ekwipunku przed wyjazdem w Alpy.

W tym tekście zebrałem wszystko, co chciałbym wiedzieć przed wyjściem: jak przebiega szlak i ile ma kilometrów, jak dojechać na start i wrócić z mety (co bywa wyzwaniem), ile dni przeznaczyć na przejście, gdzie spać, skąd brać wodę i dlaczego warto w ogóle na Główny Szlak Świętokrzyski się wybrać. Opisuję szlak tak, jak go widziałem w maju 2026 roku.
W tym wpisie:
- Czym jest GSŚ
- Start, meta i kierunek
- Dojazd i powrót
- Przebieg trasy pasmo po paśmie
- Trudność
- Dla kogo jest ten szlak
- Ile dni i plany na 3, 4 oraz 5 dni
- Noclegi, sklepy i woda
- Oznakowanie i mapy
- Koszty
- Co zabrać
- Odznaka
- Czy warto
Główny Szlak Świętokrzyski w skrócie:
- Długość: ok. 93 km
- Suma podejść: około 2700 metrów
- Najwyższy punkt: Łysica (614 m n.p.m.)
- Najniższy punkt: Kuźniaki, około 255 m n.p.m.
- Czas przejścia: 2-5 dni, czyli 25-30 godzin marszu
- Oznakowanie: czerwone
- Początek i koniec: Gołoszyce / Kuźniaki
- Park narodowy na trasie: Świętokrzyski (ok. 20 km szlaku)
- Trudność: łatwy technicznie, niezbyt wymagający kondycyjnie, dosyć wymagający dla… stóp
Film z przejścia Głównego Szlaku Świętokrzyskiego
Trzy dni na szlaku, las, asfalt i Łysą Górę zmieściłem w jednym filmie, więc jeśli wolisz najpierw zobaczyć, a dopiero potem czytać, zacznij od niego.
Czym jest Główny Szlak Świętokrzyski?
Główny Szlak Świętokrzyski to około 93 kilometry dosyć przyjemnego spaceru. Zaczyna się we wsi Gołoszyce, dokładnie od czerwonej kropki namalowanej na starym drzewie, a kończy w Kuźniakach, przy czerwonej kropce namalowanej na starym słupie. Klasyka wędrowania. Po drodze wchodzi się na wierzchołki, które z potężnym trudem przekraczają 600 metrów nad poziomem morza, więc choroba wysokościowa raczej nikomu nie grozi. To idealny szlak dla kogoś, kto chce poczuć się jak wielki zdobywca, ale w poniedziałek musi wracać do pracy.

Główny Szlak Świętokrzyski nie powstał za jednym zamachem, a pierwsze podwaliny pod ten projekt położyli już w dwudziestoleciu międzywojennym wybitni krajoznawcy: Edmund Massalski i Kazimierz Kaznowski. To oni zaprojektowali wtedy trasę turystyczną z Kielc do Nowej Słupi, a przebieg zbliżony do dzisiejszego szlak zyskał dopiero w 1957 roku. Jak to natomiast ze szlakami bywa, w międzyczasie pojawiały się jego korekty. Z perspektywy dzisiejszego turysty ważna z nich miała miejsce w latach sześćdziesiątych, kiedy to zlikwidowano grzbietowy odcinek, łączący przełęcz św. Mikołaja z przełęczą Hucką. Szlak poprowadzono wtedy przez Kakonin, puszczając go poza obszarem Świętokrzyskiego Parku Narodowego.
Góry Świętokrzyskie znałem słabo, co ma swoje plusy. Na co dzień chodzę przede wszystkim po Beskidach i tam mniej więcej wiem, gdzie idę, na co patrzę i co mnie czeka. Tutaj schowałem mapę głęboko w plecaku i dałem się po prostu zaskakiwać otoczeniu. Ty możesz zrobić inaczej, dlatego niżej rozpisałem najważniejsze informacje.

Gdzie zaczyna się i kończy Główny Szlak Świętokrzyski?
GSŚ łączy Gołoszyce na wschodzie z Kuźniakami na zachodzie. Na całej długości jest oznakowany kolorem czerwonym, więc cały wysiłek intelektualny na najbliższe kilka dni sprowadza się do tego, żeby wejść do lasu i posłusznie iść za czerwoną farbą na drzewie.
Lubię sposób, w jaki zaczynają się i kończą szlaki długodystansowe. Nie ma czerwonego dywanu, medalu ani tłumu skandującego twoje imię. Jest kropka. W Gołoszycach czerwona kropka na starym drzewie stoi przy samej drodze krajowej nr 74, pomiędzy Łagowem a Opatowem i poza nią, nie dzieje się tam kompletnie nic. Początkowo nawet nie mogłem jej odnaleźć i był to raczej mało romantyczny start tej przygody.

Najważniejszą misją, jaką wyznaczyłem sobie więc na początek, było zejście z tej ruchliwej drogi. Druga kropka czeka w Kuźniakach, niewielkiej wsi w gminie Strawczyn. Tu kropkę znaleźć było nieco łatwiej, ale wypatrujcie wysokiego słupa niedaleko sklepu. Jest tam też pies, który nie daje w spokoju zrobić sobie zdjęcia. Po drugiej stronie drogi, niedaleko mety, znajdują się charakterystyczne i spore ruiny pieca „Jadwiga” z XVIII wieku.
Przemierzając szlak ze wschodu na zachód, pierwsze chwile raczej nie zachwycają. Trasa prowadzi asfaltem i dopiero po chwili skręca w kierunku ładnej alei lipowej. Tam też pojawia się las, z którym trzeba będzie się zaprzyjaźnić na dłużej oraz tablica informacyjna o szlaku.

W którą stronę iść?
Obojętne, naprawdę. Szlak można przemierzać w obu kierunkach i w żaden sposób nie zmienia to jego trudności. Suma podejść jest w obie strony niemal identyczna. Zmienia się za to kilka innych rzeczy. Idąc z Gołoszyc, najładniejszą część szlaku, czyli Pasmo Jeleniowskie i Świętokrzyski Park Narodowy, odwiedza się na początku wędrówki. Wada związana jest natomiast z samą metą. Wydostanie się z Kuźniaków późnym popołudniem w niedzielę jest w zasadzie niemożliwe, no albo przynajmniej mocno utrudnione. Połączenia w kierunku Kielc są tu nieliczne, a ostatnie kursy w tygodniu odjeżdżają po godzinie siedemnastej. Ostatni dzień na szlaku trzeba więc zaplanować tak, by dotrzeć na przystanek w rozsądnych godzinach. W razie problemów, zawsze zostaje jeszcze kwestia taksówki.
Idąc natomiast z Kuźniaków, zaczynasz od spokojnego Pasma Oblęgorskiego, a puszczę jodłową zostawiasz sobie na finał. Ten ma miejsce przy dosyć ruchliwej drodze krajowej, w pobliżu przystanku. Zdecydowanie łatwiej znaleźć tutaj transport do Opatowa, a w ostateczności jakiegoś stopa.
Jak dojechać na Główny Szlak Świętokrzyski i jak wrócić?
Oba końce szlaku leżą w małych wsiach i każda z nich jest skomunikowana nieco inaczej. Jeżeli chodzi o Kuźniaki, to węzłem przesiadkowym będą naturalnie Kielce. W przypadku Gołoszyc natomiast, kursów bezpośrednich do stolicy województwa świętokrzyskiego jest niewiele, dlatego lepiej przesiadać się w Opatowie. Ważna uwaga z mojego przejścia: wyszukiwarki połączeń, takie jak e-podroznik, dosyć mocno rozmijają się z rzeczywistością, jeżeli chodzi o dostępność kursów i godziny odjazdów busów z Kuźniaków. Nie ufałbym im, a zamiast tego zapamiętał jedną regułę. Na mecie trzeba być maksymalnie koło 17.
W okolicy tamtejszej kropki znajdują się dwa przystanki, co nie ułatwiało mi decyzji, przy którym z nich stanąć. Jeden z nich jest tuż obok mety szlaku, po tej samej stronie drogi. Drugi natomiast po przeciwnej, kawałek dalej w kierunku starego pieca. Mieszkańcy, których o to pytałem, wskazywali, że to właśnie z tego drugiego przystanku odjeżdża więcej kursów w kierunku Kielc. W pobliżu jest też natomiast sklep, gdzie wisiał aktualny rozkład jazdy.

Start z Gołoszyc (wschód → zachód):
- Do Gołoszyc najłatwiej dotrzeć z Opatowa, za sprawą licznych kursów. Do samego Opatowa dojechać można bezpośrednio z Warszawy lub nie tak odległego Rzeszowa. Wspominam, bo tak dojeżdżałem. Trafiają się nieliczne kursy z Krakowa lub też Kielc.
- Najprościej jednak chyba wykorzystać przesiadkę w Kielcach, które są znacznie lepiej skomunikowane z resztą kraju. Z Dworca Autobusowego przy ul. Czarnowskiej odjeżdża dziennie kilka busów i autobusów w stronę Opatowa. Trzeba się upewnić, że dany kurs zatrzymuje się w Gołoszycach. Jeśli się nie zatrzymuje, no to… cóż. W Opatowie trzeba się przesiąść ponownie. Przejazd to niecałe 60 km i mniej więcej 70-80 minut jazdy.
- W Kuźniakach jest sklep, ale startując z Gołoszyc, lepiej ostatnie zakupy zrobić sobie wcześniej.
Powrót z Kuźniaków:
- Do dzisiaj czuję ból głowy związany z powrotem. Na jednym z przystanków w Kuźniakach w ogóle nie było rozkładu, a na drugim były dwa: jeden podarty, a drugi stary. Internetowe wyszukiwarki połączeń się myliły, ale wybawienie przyszło za sprawą mieszkańców. W pobliskim sklepie znajduje się (podobno) aktualny rozkład jazdy, więc gdy się idzie zrobić jakieś zakupy, po zejściu ze szlaku, można o kwestie transportu podpytać. Według informacji znalezionych w internecie, do Kielc jeżdżą stąd busy przewoźnika Henryk Majchrak, na linii Kielce – Strawczyn – Kuźniaki – Wólka Kłucka. Warto zerknąć na stronę z rozkładem busów Strawczyn – Kielce, a w razie czego przedzwonić na numer informacji Dworca Autobusowego w Kielcach: 41 25 07 990.
Moja rekomendacja:
Kierunek marszu nie ma w przypadku tego szlaku znaczenia, jeśli chodzi o trudności marszu, ale zaplanuj swoje przejście pod kątem logistyki i możliwości dojazdu na szlak. Niektórzy wolą zacząć marsz od tej gorzej skomunikowanej strony, żeby na mecie już o przesiadkach nie rozmyślać. Inni z kolei chcą jak najszybciej pojawić się na szlaku, by nie marnować czasu w autobusach, a kwestią powrotu martwią się dopiero na mecie.
Szedłem z Gołoszyc do Kuźniaków i ten kierunek polecam, ale z jedną uwagą, którą powtórzę. Po południu z Kuźniaków jest mało kursów do Kielc. Dlatego drugiego dnia celowo przeszedłem ponad 40 kilometrów, żeby ostatniego zostało około 20 i żebym zameldował się na mecie o rozsądnej porze. W dodatku jeśli Twój ostatni dzień wypada w niedzielę, to z góry przygotuj się na kłopoty z powrotem, albo idź w kierunku Gołoszyc.

Którędy prowadzi Główny Szlak Świętokrzyski? Przebieg trasy
Szlak opisuję w kierunku, w którym szedłem, czyli z Gołoszyc do Kuźniaków. Jeśli idziesz odwrotnie, to możesz czytać od końca, ale i tak to nie ma znaczenia. Naprawdę.
Przez jakie pasma prowadzi GSŚ?
Szlak przecina pięć pasm, chociaż tylko dwa mogą moim zdaniem rzeczywiście przypominać góry. Z drugiej strony niby wszędzie jest las, ale w każdym wygląda on zupełnie inaczej. Idąc z Gołoszyc, najciekawszymi punktami będą:
- Pasmo Jeleniowskie: Szczytniak, Jeleniowska Góra
- Łysogóry: Łysa Góra z gołoborzem, Huta Szklana, Kakonin, Łysica, Święta Katarzyna, Wymyślona, Radostowa
- Pasmo Masłowskie: Diabelski Kamień
- Wzgórza Tumlińskie: Sosnowica, Góra Grodowa z rezerwatem Kręgi Kamienne, Wykieńska, Ciosowa
- Pasmo Oblęgorskie: Barania Góra, Siniewska, Perzowa z Grotą św. Rozalii, Kuźniacka
1. Pasmo Jeleniowskie
Z Gołoszyc szlak kieruje się ku pierwszym wzniesieniom, które widać już na horyzoncie. Nie są przesadnie wysokie. Dwóch pierwszych szczytów, Truskolaskiej (448 m n.p.m.) i Wesołówki (469 m n.p.m.), moje nogi w zasadzie nie zauważyły. Trzeciego pominąć się już nie dało, bo jest dosyć konkretnie oznaczone w terenie. Na Szczytniaku (554 m n.p.m.) stoją ławki, więc to dobry moment na pierwszą przerwę. Nieco poniżej szczytu położony jest rezerwat z gołoborzem, do którego dotrzeć można, podążając przez kilka minut czarnym szlakiem na północ.

Widoki mnie nie zaskoczyły, bo ich nie było, więc częściej zerkałem pod nogi. Dalej szeroka droga prowadzi na Jeleniowską Górę (533 m n.p.m.), a więc szczyt znany głównie z tego, że jest zaznaczony na mapie. Jeśli szukasz spokoju, to Pasmo Jeleniowskie na pewno ci je zapewni. Jeśli natomiast szukasz widoków, to raczej się rozczarujesz. Za Jeleniowską szlak schodzi do Paprocic i tam Góry Świętokrzyskie uczą pierwszej ważnej rzeczy. Nie ma co marudzić na ładny i cichy las, bo asfalt tylko czyha, żeby się przywitać ze stopami. Za miejscowością szlak przechodzi przez Kobylą Górę (393 m n.p.m.) i dociera do Trzcianki, za którą zaczyna się już Świętokrzyski Park Narodowy. W całym paśmie nie ma sklepu ani pewnej wody, więc wszystko trzeba mieć ze sobą.
Pasmo Jeleniowskie w liczbach: ok. 20 km, 500 metrów podejść i mniej więcej 6 h marszu.
2. Łysogóry
Za Trzcianką zaczyna się Świętokrzyski Park Narodowy i Puszcza Jodłowa. Jest zielono, drzewa są wysokie i nie dziwię się Stefanowi Żeromskiemu, który te góry bardzo lubił, że sławił ich…”zieloność”. Jego duch będzie cię zresztą na tym szlaku prześladował jeszcze nie raz. Chociaż prześladował to trochę za mocne słowo. Przypominał o sobie, o!

Zbliżając się do Łysej Góry (595 m n.p.m.), szykowałem się na spotkanie z prastarą, mistyczną energią. W końcu naczytałem się różnych legend. Z głębi lasu dobiegł mnie nawet mrożący krew w żyłach ryk, a to… były tylko dzieci na wycieczce. Święty Krzyż to obok Łysicy rzeczywiście jedyne miejsce na szlaku, w którym trafiłem na większą grupę ludzi. Jest tłoczno, ale całkiem ładnie, zwłaszcza jak się wyda parę złotych, żeby wyjść na wysoką wieżę. Wreszcie można pooglądać widoki. W podziemiach klasztoru jest też bufet oraz łazienki. Można coś zjeść oraz uzupełnić wodę. To ważne, bo z wodą na szlaku wcale nie jest zbyt wesoło. Kawałek dalej jest gołoborze, a wejście na tamtejszą galerię widokową jest dodatkowo płatne.

Zanim wróciłem do ciszy, musiałem się na chwilę zaprzyjaźnić z twardą nawierzchnią. Do Huty Szklanej są około 2 km, a w okolicy stoi Osada Średniowieczna, która odtwarza życie dawnych mieszkańców. Tuż obok jest restauracja, co też ma znaczenie. Dalej szlak nie wraca już na grzbiet, tylko prowadzi skrajem parku w stronę Kakonina. Końcówka to znowu asfalt, a w samej miejscowości w oczy rzuca się przede wszystkim zabytkowa chałupa. W tej miejscowości skończyłem pierwszy dzień. 
Za Kakoninem szlak wraca do parku i przy kapliczce św. Mikołaja wychodzi na grzbiet. Stąd na Łysicę jest jakieś 45 minut, no i są to przyjemnie spędzone minuty, nawet mimo braku widokó. Tuż przed szczytem mija się Skałę Agaty, która od jakiegoś czasu uznawana jest za najwyższy wierzchołek Gór Świętokrzyskich (613,96 m n.p.m.).
Zejście do Świętej Katarzyny jest krótkie, ale moim zdaniem dosyć nieprzyjemne, przynajmniej w górnej jego części. Z perspektywy logistyki natomiast najważniejsze są dwie rzeczy. Przy kapliczce św. Franciszka jest źródełko, i to całkiem obfite. Warto „zatankować” do pełna, jeśli nie masz potrzeby odwiedzenia Świętej Katarzyny. Po drugie natomiast, szlak zawija tu właśnie do miejscowości. Do sklepu trzeba kawałek podejść, ale są tu też noclegi i gastronomia.

Potem wraca postrach moich stóp. Najpierw pobocze ruchliwej drogi, a potem asfalt przez Krajno Pierwsze, gdzie też nie brakuje noclegów. Polna droga za ostatnimi zabudowaniami była niczym ziemia obiecana, a wokół rozpościerały się widoki na miarę… no, Gór Świętokrzyskich. To jednak całkiem urokliwy odcinek. Dalej jest Wymyślona, a podejście na Radostową (451 m n.p.m.) wreszcie można było określić mianem „podejścia”. To „góra domowa” Żeromskiego, który dorastał w dworku w Ciekotach, u jej północnych zboczy i widział ją z okna. Z Radostowej szlak schodzi do doliny Lubrzanki, gdzie wypada mniej więcej połowa trasy.
Łysogóry w liczbach: ok. 26 km, 830 metrów podejść i mniej więcej 8 h marszu.
3. Pasmo Masłowskie
Za Lubrzanką szlak od razu stromo wchodzi do lasu. Znasz to uczucie, kiedy po dłuższym dreptaniu po asfalcie wchodzisz w cień drzew i odzyskujesz życie? Porównać to można chyba tylko z ulgą po wyleczeniu bolącego zęba. Tak właśnie było i tutaj, ale dalej było jeszcze lepiej. Kiedy po kilkunastu godzinach marszu przez las zobaczyłem między drzewami skały, do głosu doszedł mój wewnętrzny ośmiolatek. To Diabelski Kamień, gdzie jest sporo ciekawych skał, a tuż obok wiata.

Zejście prowadzi w kierunku cywilizacji, z wszystkimi jej zaletami i wadami. Zaletą na pewno jest to, że w Masłowie Drugim, tuż obok szlaku jest sklep. Wada jest oczywista, bo nie brakuje tam asfaltu, który kawałek się ciągnie. Konkretnie w kierunku Masłowa Pierwszego, gdzie też jest sklep, ale nie przy samym szlaku. Szczęśliwie można tu uciec jeszcze do lasu, ale też nie na długo, bo dalej jest Dąbrowa, szum ciężarówek i Kielce na horyzoncie. W okolicy są natomiast noclegi. Szlak obchodzi tu Kielce od północy, a dalej przecina drogę ekspresową S7. Spokojnie, przebiega kładką powyżej.
Pasmo Masłowskie w liczbach: ok. 14 km, 380 metrów podejść i mniej więcej 4 h marszu.
4. Wzgórza Tumlińskie
Wejście na Sosnowicę pod koniec długiego dnia to spora przyjemność. Łagodne ścieżki, cisza i spokój. Żeby jednak nie było zbyt miło, to Główny Szlak Świętokrzyski na wejściu do Tumlina znów atakuje asfaltem. Ciekawym fragmentem jest natomiast podejście na Górę Grodową z rezerwatem Kręgi Kamienne. Podobno ponad tysiąc lat temu istniał tu słowiański ośrodek kultu. Tuż obok wydobywa się piaskowiec tumliński, od kilkuset lat wykorzystywany w architekturze.

Zejście z Grodowej sprowadza na twardy grunt, a potem czeka kolejny leśny zryw i to dosyć konkretny jak na warunki szlaku. Mowa o Wykieńskiej (401 m n.p.m.), gdzie po 13 godzinach na nogach i ponad 40 kilometrach skończyłem dzień.
Dalej wrażenia są mieszane, przynajmniej takie były w 2026 roku. Ciosowa to jedno z ciekawszych miejsc na całym szlaku. Kiedyś był tu kamieniołom piaskowca, dziś to pomnik przyrody nieożywionej, a szlak wchodzi na samą górę wysokich skał. Potem jednak wchodzi się do Porzecza i czar pryska. Nie za sprawą samej miejscowości jednak.
Wzgórza Tumlińskie w liczbach: ok. 18 km, 420 metrów podejść i mniej więcej 5 h marszu.
5. Pasmo Oblęgorskie
Najpierw trzeba się do niego dostać. W okolicach Porzecza szlak przecina bowiem budowę drogi ekspresowej i w maju 2026 roku było to niemałe wyzwanie, na które nie przygotował mnie żaden podręcznik sztuki przetrwania. Zanikający szlak, asfalt, kurz, maszyny i szukanie czerwonych znaków między koparkami. Spodziewajcie się tutaj okresowych obejść, zmian przebiegu szlaku, a przede wszystkim uważajcie. Budowa nie będzie trwała wiecznie i za jakiś czas zadowoleni będą i kierowcy, i turyści.

Za Porzeczem długi kawał asfaltu prowadzi pod Baranią Górę (427 m n.p.m.) z rezerwatem, a dalej jest Siniewska (449 m n.p.m.), najwyższe wzniesienie pasma, z platformą widokową poniżej szczytu, skąd rozpościera się naprawdę ładny widok. Przy dobrej przejrzystości z platformy wreszcie można coś zobaczyć.
Na Perzowej (395 m n.p.m.) czeka jeszcze jedna niespodzianka, czyli Grota św. Rozalii. To kaplica w skale, w której podobno w czasach zarazy miejscowa ludność szukała schronienia. Potem jest Kuźniacka Góra, no i zejście na metę. Główny Szlak Świętokrzyski żegna dokładnie tak, jak wita. Bez hałasu i bez fajerwerków.
Pasmo Oblęgorskie w liczbach: ok. 15 km, 405 metrów podejść i mniej więcej 4:30 h marszu.
Czy Główny Szlak Świętokrzyski jest trudny?
Nie jest, bo nie ma tu ekspozycji, łańcuchów ani miejsc wymagających użycia rąk. No, wyjątkiem może być Diabelski Kamień, gdyby ktoś chciał się pobawić we wspinaczkę. Pod kątem kondycyjnym też nie jest źle. W czasie marszu trzeba pokonać około 2700 metrów podejść na dystansie 93 kilometrów. Daje to niecałe 300 metrów podejścia na każde 10 km szlaku, czyli wyraźnie mniej niż na Małym Szlaku Beskidzkim czy Głównym Szlaku Beskidzkim, gdzie wychodzi ponad 430 metrów.
Trudności tego szlaku są trochę innego rodzaju. GSŚ to szlak dwóch równoległych rzeczywistości. Pierwsza to cichy i spokojny las. Druga to wszystko, co trzeba przejść, żeby do lasu wrócić, czyli asfalt, pobocza i skrzyżowania. Te dwie rzeczywistości przeplatają się przez całe 90 kilometrów, no i nie każdemu przypadnie to do gustu. Mimo że szlak nie jest zbyt trudny, to trzeba zadbać o rzeczy takie jak woda, zakupy czy noclegi. Zwłaszcza to pierwsze może być problematyczne, szczególnie w czasie upalnego lata.

Asfalt: jest go więcej, niż chciałyby moje stopy. U mnie zaczęły marudzić gdzieś w połowie drugiego dnia. Najdłuższe odcinki to droga ze Świętego Krzyża do Huty Szklanej, dojście do Kakonina, pobocze za Świętą Katarzyną i Krajno, Masłów z okolicami, Tumlin oraz ten nieszczęsny kawałek za Porzeczem. Na taki szlak lepiej wziąć niskie, wygodne i przewiewne buty.
Ruchliwe drogi: paradoksalnie, bo lasu tu nie brakuje, to największe zagrożenie na tym szlaku. W niektórych miejscach pobocza są wąskie, a gdzieniegdzie drogę trzeba przekraczać tam, gdzie po prostu panuje lepsza widoczność.

Budowa ekspresówki: w 2026 roku szlak w okolicach Porzecza prowadzi przez plac budowy drogi ekspresowej. Przed wyjściem sprawdź na stronie PTTK Kielce, czy obowiązuje jakieś obejście. W terenie zachowaj ostrożność, a ostatecznie po prostu znajdź jakieś dogodne i spokojne dojście na Baranią Górę, gdzie szlak biegnie dalej.
Upał: co prawda w lesie cienia nie brakuje, ale odcinki przez wsie i pola są odsłonięte. Jak się doda do tego nagrzany asfalt, to nie dziwne, że pierwszego dnia wypiłem ponad 4 litry wody, a po dojściu do namiotu byłem tak zgrzany, że nie mogłem zasnąć.
Park narodowy: około 20 km szlaku biegnie przez Świętokrzyski Park Narodowy. Wstęp jest płatny, a biwakować nie wolno.
Dla kogo jest Główny Szlak Świętokrzyski?
Dla kogoś, kto chce spróbować szlaku długodystansowego i nie ma na to dwóch tygodni urlopu. To najkrótszy z trzech polskich szlaków „głównych” i cały zmieścić można w długim weekendzie. Jeśli coś pójdzie nie tak, to z każdego miejsca można w miarę sprawnie zejść do jakiejś miejscowości. Długodystansowe szlaki mają też tę ciekawą właściwość, że trochę zwalniają z myślenia. Nie trzeba analizować map ani badać topografii. Wystarczy iść za czerwoną farbą, nie odwodnić się i czasem coś zjeść.
GSŚ dobrze sprawdza się też jako poligon doświadczalny przed innymi wyjściami. Ja potraktowałem go jako test sprzętu przed wyjazdem w Alpy, bo akurat wyjazd złożył się w czasie z zakupem nowego plecaka. Dziewięćdziesiąt kilometrów wystarczy, żeby się przekonać, jak stopy, plecak i głowa znoszą marsz dzień po dniu, a jednocześnie to na tyle mało, że w razie czego łatwo jest machnąć ręką i wrócić do domu. Trudniej też tutaj zrobić sobie krzywdę, niż chociażby w Tatrach.
Nie jest to natomiast szlak dla kogoś, kto idzie w góry głównie po widoki. Tych jest tu naprawdę niewiele. Ale naprawdę niewiele. Zdecydowanie nie będą też zachwyceni ci, którym asfalt psuje dzień. Kto szuka ciszy, lasu i historii, ten będzie jednak zadowolony.

Ile dni potrzeba na Główny Szlak Świętokrzyski?
Mnie przejście zajęło trzy dni. Nie miałem szczegółowego planu ani żadnej rezerwacji, za to miałem namiot i złotą filozofię, którą chciałbym częściej stosować w życiu: ile przejdę, tyle będzie.
W praktyce wyszło tak:
- Gołoszyce – Kakonin: ok. 33 km. Na miejscu byłem po godz. 17.
- Kakonin – okolice Wykieńskiej: ponad 40 km i jakieś 13 godzin na nogach, licząc z przerwami. Wyszedłem o 6 rano.
- Okolice Wykieńskiej – Kuźniaki: ok. 20 km.
Drugi dzień był długi celowo, ze względu na rozkład autobusów w Kuźniakach. Koniecznie chciałem zdążyć, nim ostatni kurs odjechałby w siną dal. Przy takim układzie trzeba też pamiętać o parku narodowym i tak planować nocleg, żeby spać przed lub za nim. Na Główny Szlak Świętokrzyski śmiało można wybrać się jednak bez namiotu, nocując w agroturystykach. Poniższe plany opierają się na miejscach, w których da się przenocować pod dachem, no i są tylko przykładami. W praktyce rządzi dostępność noclegów i ich cena.
Główny Szlak Świętokrzyski w 3 dni
Dla osób w przyzwoitej formie, przyzwyczajonych do całodziennych wycieczek. Średnio 31 km dziennie.
- Gołoszyce – Huta Szklana: ok. 25 km
- Huta Szklana – Dąbrowa lub Wiśniówka: ok. 32 km
- Dąbrowa – Kuźniaki: ok. 36 km
Główny Szlak Świętokrzyski w 4 dni
Spokojniejszy wariant, w którym zostaje nieco więcej czasu na zwiedzanie. Średnio 23 km dziennie.
- Gołoszyce – Trzcianka lub Huta Szklana: ok. 20 lub 25 km
- Trzcianka – Krajno Pierwsze: ok. 20 km (lub 15 przy starcie z Huty Szklanej)
- Krajno Pierwsze – Dąbrowa lub Wiśniówka: ok. 19 km
- Wiśniówka – Kuźniaki: ok. 33 km
Główny Szlak Świętokrzyski w 5 dni
Dla tych, którzy chcą zwiedzać i kręcić się po okolicy w poszukiwaniu atrakcji. Żaden dzień nie przekracza 25 km.
- Gołoszyce – Huta Szklana: ok. 25 km
- Huta Szklana – Święta Katarzyna: ok. 14 km
- Święta Katarzyna – Dąbrowa lub Wiśniówka: ok. 18 km
- Dąbrowa lub Wiśniówka – Miedziana Góra: ok. 18 km
- Miedziana Góra – Kuźniaki: ok. 18 km

Główny Szlak Świętokrzyski – noclegi, sklepy i woda po drodze
W teorii na Głównym Szlaku Świętokrzyskim nie brakuje noclegów, ani miejsc, gdzie można coś zjeść i zrobić zakupy. W praktyce natomiast okazuje się, że część z obiektów znajduje się w pewnym oddaleniu od szlaku. Przy planowaniu przejścia warto więc zastanowić się, czy po całym dniu na nogach, komuś będzie chciało się robić dodatkowe kilometry. Z tego też powodu, w sezonie i w pogodne weekendy, warto przedzwonić do wybranej agroturystyki czy pensjonatu z pewnym wyprzedzeniem. Nie brakuje osób, które przed startem rezerwują od razu wszystkie noclegi.
Problematyczna może być też kwestia wody. Zabrałem ze sobą filtr, ale w czasie przejścia nie bardzo było co filtrować. Wodę trzeba więc uzupełniać w sklepach, w klasztorze na Łysej Górze, albo w źródełku św. Franciszka, na zejściu z Łysicy do Świętej Katarzyny. Trochę to paradoks, ale w czasie wędrówki alpejskim szlakiem GR54 maksymalnie nosiłem 2 litry wody, a resztę uzupełniałem z licznych źródeł i potoków. Tutaj starałem się mieć zawsze „zatankowane” 3 litry.

Noclegi i jedzenie po kolei
Poniżej miejsca w kolejności marszu z Gołoszyc. Kilometry są przybliżone, a nazwy obiektów pochodzą z publicznie dostępnych informacji.
- Opatów: noclegi dla tych, którzy chcą ruszyć o świcie
- Trzcianka: agroturystyka i noclegi
- Święty Krzyż (ok. 23 km): jadłodajnia przy klasztorze, można też uzupełnić wodę
- Nowa Słupia (poza szlakiem, 3 km dalej): kwatery i pensjonaty oraz sklepy
- Huta Szklana (ok. 25 km): noclegi, jedzenie w karczmie przy Osadzie Średniowiecznej, warto sprawdzić wcześniej godziny otwarcia
- Bieliny (poza szlakiem, 1,5 km dalej): agroturystyki i sklep
- Kakonin (ok. 33 km): kuchnia regionalna w Chacie Kaka, warto sprawdzić wcześniej godziny otwarcia
- Święta Katarzyna (ok. 39 km): największy wybór noclegów na szlaku, są też sklepy i gastronomia, ale trzeba odejść kawałek od szlaku
- Krajno Pierwsze (ok. 41 km): noclegi i Zajazd na Widoku
- Ciekoty (poza szlakiem, 1,5 km dalej): noclegi i sklepy
- Machocice Kapitulne (Ameliówka) (poza szlakiem, 1,5 km dalej): noclegi
- Masłów Drugi (ok. 52 km): sklep spożywczy kilkadziesiąt metrów od szlaku
- Masłów Pierwszy (ok. 53 km): sklep, trzeba odbić jakieś 300 metrów od szlaku
- Dąbrowa (ok. 57 km): agroturystyki, blisko do Kielc
- Wiśniówka Mała (ok. 1 km od szlaku): pensjonat Leśna Villa
- Kielce: z Masłowa, Dąbrowy czy Miedzianej Góry można dojechać autobusem do miasta i rano wrócić na szlak
- Tumlin (ok. 69 km): agroturystyki, sklep około 500 metrów od szlaku
- Miedziana Góra i Ciosowa (ok. 75 km): noclegi
- Porzecze (ok. 79 km): sklep
- Kuźniaki (93 km): mały sklep przy mecie
Jak oznakowany jest Główny Szlak Świętokrzyski i jaka mapa się przyda?
Szlak jest na całej długości oznakowany kolorem czerwonym i w lesie zgubić się raczej trudno. Pierwszego dnia mapę miałem schowaną głęboko w plecaku i nie była mi potrzebna. Jest jednak kilka rodzajów miejsc, w których warto zwolnić:
- Szerokie leśne drogi, zwłaszcza w Paśmie Jeleniowskim. Idzie się nimi tak wygodnie, że łatwo przegapić odbicie szlaku, zwłaszcza jak się człowiek zamyśli.
- Wsie i skrzyżowania. Znaki potrafią się urwać między domami i trzeba ich poszukać na słupach albo płotach.
- Budowa S74 w okolicach Porzecza. Tu oznakowanie po prostu znika, więc trzeba zacisnąć kciuki i liczyć na najlepsze.
Korzystałem z mapy w telefonie, niezmiennie polecam te, które działają offline, czyli bez zasięgu. Najpopularniejsze to pewnie mapa-turystyczna.pl oraz mapy.com. Ja od jakiegoś czasu korzystam z darmowej apki Organic Maps.

Ile kosztuje przejście Głównego Szlaku Świętokrzyskiego?
Z namiotem i własnym jedzeniem to jeden z najtańszych szlaków długodystansowych w Polsce, bo poza dojazdem płaci się w zasadzie tylko za bilety wstępu i jedzenie. Ja za całość, wliczając dojazd, wydałem około 270 złotych. Stałe opłaty na trasie wyglądają tak:
- Wstęp do Świętokrzyskiego Parku Narodowego: 11 zł bilet normalny, 5,50 zł ulgowy. Bilet jest jednodniowy, więc jeśli Łysa Góra i Łysica wypadają Ci w różne dni, potrzebujesz dwóch. Można go kupić przez Internet.
- Galeria widokowa na gołoborzu na Łysej Górze: 14 zł normalny, 7,50 zł ulgowy. Pakiet ze wstępem do parku kosztuje 18,50 zł.
- Wieża klasztoru na Świętym Krzyżu: 10 zł, krypta 2 zł
Przy noclegach pod dachem nie jest jednak już tak wesoło. Noclegów przy samym szlaku nie ma aż tak znowu dużo, więc niekiedy trzeba nocować tam, gdzie uda się znaleźć nocleg, a nie tam, gdzie jest najtaniej. Obecne ceny kształtują się od 80 zł, do aż ponad 350 zł za noc.

Co zabrać na Główny Szlak Świętokrzyski?
Szedłem z namiotem, śpiworem i kuchenką, a do tego niosłem prawie 3 kg sprzętu do filmowania. Bez niego byłoby o wiele przyjemniej, ale wtedy nie byłoby filmu. Na tym szlaku testowałem też nowy plecak. Odliczając więc elektronikę, nie nosiłem jakoś przesadnie dużo. Gdybym nocował pod dachem, pewnie mój plecak nie ważyłby więcej niż 3 kilogramy bez wody i jedzenia.
W plecaku miałem:
- Do spania: namiot, matę-harmonijkę i letni śpiwór z komfortem +4°C
- Do gotowania: kuchenkę z kartuszem gazowym, kubek z pokrywką, miskę i łyżkę
- Ubrania: pelerynę przeciwdeszczową, softshell i bluzę, do spania getry i longsleeve, a na zmianę parę skarpetek i bokserki
- Na wodę: dwie litrowe butelki i filtr do wody
- Drobiazgi: nożyk, czołówkę, kosmetyczkę z apteczką i portfel
- Na ochronę przed upałem: czapkę z daszkiem i krem z filtrem
Na sobie miałem niskie buty trailowe bez membrany, spodnie softshellowe, koszulkę termoaktywną z długim rękawem i skarpety z wełny merino. A, no i zegarek, żeby niczego nie pomijać. Na Główny Szlak Świętokrzyski w zasadzie potrzebne będzie coś przeciwdeszczowego, trochę ciuchów na zmianę, wygodne buty, czapka z daszkiem, no i podstawowa kosmetyczka z apteczką. Nie ma powodu, żeby niepotrzebnie nosić kilogramy, przynajmniej jeżeli idzie się w sezonie, kiedy jest ciepło i przyjemnie.

Odznaka Głównego Szlaku Świętokrzyskiego: jak potwierdzić przejście?
Za przejście GSŚ można zdobyć odznakę PTTK „Główny Szlak Świętokrzyski”. Niektórzy lubią dokumentować swoje wędrówki i zbierać odznaki do kolekcji. Ta konkretna ma akurat dwa stopnie:
- srebrny: gdy pokona się odcinki szlaku warte łącznie co najmniej 50 punktów GOT PTTK
- złoty: za przejście pozostałych części szlaku, czyli w praktyce za całość GSŚ
W przypadku tej odznaki nie ma limitu czasu, a do tego można ją zdobywać w odcinkach i w dowolnym kierunku. Idealnie, żeby pokręcić się z rodziną i przy okazji sobie pozwiedzać. Przejście dokumentuje się w książeczce GOT PTTK. Pieczątki zbiera się w sklepach (jest np. w Kuźniakach), restauracjach, w klasztorze na Świętym Krzyżu czy chociażby na Łysicy, gdzie znajduje się skrzynka z pieczątką. Weryfikacją zajmuje się Centralny Ośrodek Turystyki Górskiej PTTK w Krakowie albo upoważniony oddział, np. PTTK Kielce. Cały szlak to 108 punktów GOT.
Czy warto przejść Główny Szlak Świętokrzyski?
Jeśli liczysz na panoramy, na widok których zapłaczesz ze wzruszenia, to możesz się rozczarować. Zapłakać to można co najwyżej na widok kolejnego, asfaltowego odcinka. Widoki z Łysej Góry, jeszcze pierwszego dnia, były chyba najciekawsze na całym szlaku i już do końca nic ich nie przebiło. Przez resztę czasu widziałem tysiące drzew, niekiedy pięknych, a pomiędzy nimi więcej dróg, niż bym chciał.
Nie oznacza to jednak absolutnie, że Główny Szlak Świętokrzyski to miejsce, w którym nie można się dobrze bawić. Ba, ja sam się bardzo dobrze bawiłem. Informuję jednak o tym z góry, żeby ruszyć tam bez fałszywych oczekiwań. To szlak, który zapewnia masę spokoju, ciszy i leśnego relaksu.
Warto go więc przejść, jeśli:
- chcesz spróbować szlaku długodystansowego, ale masz na to tylko długi weekend,
- szukasz ciszy i lasu, a nie zdjęć na tle wyniosłych szczytów,
- lubisz, kiedy za zakrętem czeka coś, czego się nie spodziewasz: klasztor, gołoborze, diabelska skała, dawny kamieniołom, kaplica w grocie, albo kleszcz,
- chcesz sprawdzić siebie i sprzęt przed czymś dłuższym.
Wiedziałem, czego się po tym szlaku mniej więcej spodziewać, dlatego miło spędziłem tam czas. Właśnie tutaj, pijąc wodę ze źródełka, jedząc lody na placu zabaw i słuchając ludowej kapeli w środku wsi, przypomniałem sobie, po co w ogóle warto iść na taki długi spacer. Żeby na te trzy dni świat skurczył się wyłącznie do szukania czerwonej farby na drzewie. Jak to wszystko wyglądało, zobaczysz w filmie, który znajdziesz wyżej.



