Mały Szlak Beskidzki to 137 kilometrów przygody w polskich Beskidach
Mały Szlak Beskidzki ma 137 kilometrów długości i prowadzi z Bielska-Białej na szczyt Lubonia Wielkiego w Beskidzkie Wyspowym. To jeden z tych szlaków, na który wybierałem się już od lat, ale po drodze zawsze wyskakiwało mi coś innego. W sensie inne góry, nawet jeśli też były to Beskidy. Pewnie każdy przeżywał to chociaż raz, kiedy w głowie miał pełno planów, ale mało czasu na ich realizację. W tym roku jednak wreszcie postanowiłem spędzić nieco więcej dni na szlakach, które można określić pewnie mianem “średniodystansowych”. Po pokonaniu Głównego Szlaku Świętokrzyskiego w maju i GR54 pod koniec czerwca, wreszcie postanowiłem ruszyć na MSB. Jeśli planujesz swoje własne przejście, to starałem się tu umieścić wszystkie ważne informacje, a przede wszystkim darmowy plik GPX z ponad setką punktów na mapie.
Czym jest Mały Szlak Beskidzki?
Mały Szlak Beskidzki to mniejszy krewny Głównego Szlaku Beskidzkiego, który przeszedłem w 2024 roku. Ten dłuższy prowadzi przez pasma ciągnące się wzdłuż naszej południowej granicy, od Beskidu Śląskiego po Bieszczady i liczy około 500 km. Mały Szlak Beskidzki z kolei biegnie bardziej na północ i odwiedza pasma, które GSB pomija. Dzięki temu wybierając się na oba te szlaki, zobaczy się za każdym razem zupełnie inne miejsca.

Po drodze jest około 137 kilometrów bardzo cichego marszu, przez pasma leżące nieco na uboczu głównego, turystycznego nurtu, takie jak wspomniany Beskid Wyspowy, Makowski i Mały. Nie ma tu oszałamiających panoram, ale nie ma też tłumów. Dla niektórych może być to całkiem dobry kompromis. Jest za to kilka miasteczek po drodze, nieco historii, a przede wszystkim dużo lasu i spokoju, którego trudno dziś szukać w popularniejszych pasmach górskich.
Mały Szlak Beskidzki przeszedłem w sierpniu 2026 roku, sam i z namiotem. Uspokajam jednak, że na trasie nie brakuje możliwości noclegu pod dachem i biwakować absolutnie nie trzeba. W tym tekście zawarłem wszystko to, co chciałbym wiedzieć przed wyjściem. Jak przebiega szlak i ile ma kilometrów, ile dni przeznaczyć na przejście, gdzie spać, jak wygląda kwestia sklepów i wody, no i co zabrać oraz… ile taka przygoda kosztuje.

Jeśli planujesz przejście, znajdziesz tu również propozycje rozłożenia trasy na 3, 4, 5 i 6 dni wędrówki. Te krótsze przeznaczone są raczej dla osób z dobrą kondycją i zahartowanymi stopami, które się Chochołowskiej nie kłaniają, natomiast te dłuższe pozwalają nieco pełniej cieszyć się szlakiem i nie wymagają długich, dziennych odcinków. Jeśli dopiero się zastanawiasz czy to szlak dla Ciebie, przeskocz do podsumowania na końcu. Najpierw jednak odpowiedz sobie na pytanie: czy ja naprawdę lubię las?
Mały Szlak Beskidzki w skrócie:
- Długość: ok. 137 km
- Suma podejść: około 5200 metrów idąc z Lubonia Wielkiego, lub około 5800 m, zaczynając w Bielsku-Białej
- Najwyższy punkt: Luboń Wielki (1022 m n.p.m.)
- Czas przejścia: 3-6 dni
- Oznakowanie: czerwone
- Początek i koniec: Bielsko-Biała Straconka / Luboń Wielki
- Trudność: łatwy technicznie, umiarkowanie wymagający kondycyjnie
Gdzie zaczyna się i kończy Mały Szlak Beskidzki?
MSB łączy Bielsko-Białą, dzielnicę Straconka, ze szczytem Lubonia Wielkiego w Beskidzie Wyspowym. Cały szlak oznakowany jest kolorem czerwonym, więc od startu do mety wystarczy pilnować tylko tej barwy.
Większość polskich szlaków średnio- i długodystansowych biegnie z jednej miejscowości do drugiej. W przypadku MSB jednak, jeden z jego krańców rzeczywiście jest w mieście, ale drugi znajduje się na szczycie góry. Wspomniane wyżej 137 kilometrów to więc dystans samego szlaku pomiędzy jego punktami skrajnymi. Na Luboń Wielki teleportować się jednak nie można, a i po pokonaniu szlaku dobrze jest z niego wreszcie gdzieś zejść. W praktyce trzeba więc doliczyć kilka dodatkowych kilometrów, a najpopularniejszy wariant trasy na Luboń Wielki prowadzi jednym ze szlaków z Rabki-Zdroju.

Podobnie jest jeśli chodzi o pokonywane na szlaku przewyższenia. W teorii marsz na zachód ma ich nieco mniej, ale doliczając podejście na Luboń Wielki, suma jest zbliżona do tego, z czym trzeba się zmierzyć maszerując z Bielska-Białej. Wyboru punktu startowego warto więc dokonać według własnych preferencji, a przede wszystkim kwestii dojazdu i powrotu. Kraniec szlaku na Luboniu oznacza niewielka czerwona kropka na ścianie schroniska, tuż przy wejściu. Łatwo ją przegapić, a to właśnie od niej (albo do niej) liczy się całe 137 km.
Przez jakie pasma prowadzi MSB?
To zależy. W ujęciu czysto turystycznym, najczęściej pisze się o trzech pasmach: Beskidzie Małym, Makowskim i Wyspowym. Geograficznie jednak trasa przecina jeszcze jeden region, bo pomiędzy Beskidem Makowskim a Małym, szlak przechodzi przez Pasma Pewelsko-Krzeszowskie (grzbiet Żurawnicy), które w regionalizacji są osobną jednostką. Idąc z Lubonia Wielkiego najciekawszymi punktami będą:
- Beskid Wyspowy: Luboń Wielki, Lubogoszcz, Dzielec, Szklarnia i Wierzbanowska Góra
- Beskid Makowski (zwany też Myślenickim albo Średnim): Lubomir, długie Pasmo Babicy, Pasmo Chełmu
- Pasma Pewelsko-Krzeszowskie: Żurawnica
- Beskid Mały: Leskowiec, Łamana Skała, Potrójna, Żar, Chrobacza Łąka
W którą stronę iść? No i tu warto samemu się nieco zastanowić, bo kierunek nie zmienia trudności technicznych, (bo tych nie ma), a różnica w przewyższeniach prawie znika, kiedy doliczy się podejście z Rabki. Zmienia się za to kilka innych rzeczy.
Jak dojechać na Mały Szlak Beskidzki i jak wrócić?
Start z Bielska-Białej (zachód → wschód):
- Bielsko-Biała jest dużym ośrodkiem miejskim i ma dobre połączenia (zwłaszcza kolejowe) z resztą kraju. Łatwo tu dojechać na start, a nawet jeśli nie znajdziesz kursu bezpośredniego, to przesiadki w Krakowie i Katowicach otwierają sporo możliwości podróży. Spod dworca kolejowego na start szlaku dojeżdża linia miejska nr 11. Kurs taksówką to około 40 złotych. Przystanek i początek MSB znajdują się tuż przy kościele, a kropka jest niewielka i mało charakterystyczna. Chwilę za nią krążyłem.
- Potencjalną wadą może być to, że swój marsz kończysz na szczycie Lubonia, skąd czeka jeszcze strome zejście (ok. 570 m w pionie) do Rabki-Zdroju. Jeśli pojawisz się w mieście późno, wybór kursów w kierunku Krakowa nie będzie zbyt duży. Warto pamiętać, że na trasie Kraków-Nowy Targ-Zakopane nie każdy autobus wjeżdża do centrum Rabki-Zdroju, a część z nich zatrzymuje się na przystanku Rabka-Zabornia w pobliżu “starej” Zakopianki. To dodatkowe kilka kilometrów marszu, co ostatniego dnia, już po zakończeniu przejścia, może być mało romantyczne.
Start z Lubonia Wielkiego (wschód → zachód):
- Rabka-Zdrój ma przede wszystkim dobre połączenia z Krakowem, który jest centrum przesiadkowym dla osób, które chcą zacząć swój marsz z tej strony. Ze stolicy Małopolski natomiast kursują busy, jadące głównie w kierunku Zakopanego. Koszt dojazdu do Rabki to około 25-30 zł, a czas przejazdu to około 1:30 h.
- Zaletą startu z tej strony szlaku może być fakt, że z najtrudniejszymi podejściami i najwyższymi szczytami (Luboń Wielki i Lubogoszcz) rozprawić się można pierwszego dnia, kiedy nogi są najświeższe. Dla niektórych może to mieć znaczenie.
- Powrót do domu z Bielska-Białej będzie zazwyczaj łatwiejszy, zwłaszcza dla osób, które mieszkają w zachodniej części kraju.
Moja rekomendacja:
Swoją wędrówkę Małym Szlakiem Beskidzkim zacząłem od strony Lubonia Wielkiego. Mieszkam na Podkarpaciu, więc ten kierunek był dla mnie wygodniejszy. Pociągiem dojechałem do Krakowa, a następnie z pobliskiego dworca autobusowego wsiadłem w jeden z autobusów, jadących do Zakopanego. W tym przypadku zatrzymywał się on właśnie poza centrum, więc by dotrzeć na start szlaku, czekał mnie dosyć długi odcinek dojściowy. Wybrałem ten kierunek, bo kalkulowałem sobie, że łatwiej będzie mi po przejściu szlaku znaleźć transport powrotny z Bielska-Białej.

Którędy prowadzi Mały Szlak Beskidzki? Przebieg trasy
Szlak opisuję w kierunku, w którym szedłem, czyli z Lubonia Wielkiego do Bielska-Białej. Jeśli idziesz odwrotnie, to… czytaj od końca i zamień podejścia z zejściami.
1. Beskid Wyspowy
Zanim zacznie się właściwy szlak, trzeba wejść z Rabki-Zdroju na Luboń Wielki (1022 m n.p.m.). Albo z niego zejść, gdy idzie się od drugiej strony. Najciekawiej będzie to zrobić żółtą Percią Borkowskiego, przez gołoborze i Dziurawe Turnie. Na szczyt prowadzą też szlaki zielony i niebieski. Ten pierwszy jest najdłuższy, ale też najłagodniejszy. Czerwona kropka na ścianie schroniska na szczycie to kilometr zero.
Z Lubonia czerwone znaki sprowadzają stromo, po sypkim i kamienistym podłożu, w stronę Przełęczy Glisne. Za przełęczą czeka ok. pół godziny asfaltu, a potem polne drogi z widokiem na Ćwilin, Śnieżnicę i Lubogoszcz, które prowadzą do Mszany Dolnej, pierwszego miasteczka na trasie. Po drodze mija się Złote Wierchy, które są najbardziej widokowym miejscem tego etapu. Wyjście z miasta jest za to dosyć długie i mało ciekawe.

Za Mszaną zaczyna się podejście na Lubogoszcz (968 m n.p.m.), czyli drugi co do wysokości szczyt na Małym Szlaku Beskidzkim. To właśnie te dwa pierwsze wzniesienia stanowią najpoważniejsze wyzwania na całym szlaku, no i świetnie pokazują charakter całego pasma. Droga na szczyt jest dosyć długa, ale wspina się jednostajnie wyżej. Inaczej jest z zejściem, bo z Lubogoszczy szlak stromo opada, tym razem do Kasiny Wielkiej. Niedawno na tym odcinku zmieniono przebieg szlaku, więc ścieżka nie prowadzi już tak długo asfaltową, ruchliwą drogą. Teraz biegnie nieco na północ, w bezpośredniej bliskości sklepu, więc nie trzeba nadrabiać kilometrów. Z Kasiny trasa wyprowadza zboczami Śnieżnicy, mijając jeszcze ciekawy cmentarz z czasów I wojny światowej oraz dworzec starej Galicyjskiej Linii Transwersalnej, a dalej prowadzi przez niewysoki Dzielec i Szklarnię na Wierzbanowską Górę, ostatni szczyt Beskidu Wyspowego.

Beskid Wyspowy ma swój charakter, bo dominują tu wyniosłe, osobne góry i mało długich grzbietów. Zbocza są strome, a Luboń Wielki i Lubogoszcz mogą dać się we znaki, zwłaszcza gdy idzie się z ciężkim plecakiem i w upale. Odcinek przez to pasmo jest jednak stosunkowo krótki.
Beskid Wyspowy w liczbach: ok. 30 km, mniej więcej 9:30 h marszu i około 1200 m podejść i 1650 metrów zejść. To dystans z Lubonia Wielkiego. Startując w Rabce-Zdroju wychodzi 37 km, 12:30 h dreptania i około 1850 metrów przewyższenia.
2. Beskid Makowski
Za Wierzbanowską Górą szlak schodzi do Przełęczy Jaworzyce nad Węglówką i to tam zaczyna się kolejne pasmo na szlaku. Granica jest właściwie niezauważalna, chyba że za taką weźmie się drogę. Szlak wspina się na Lubomir (904 m n.p.m.), najwyższy szczyt Beskidu Makowskiego. Część tego podejścia prowadzi asfaltem, więc trzeba się uzbroić w cierpliwość. Wokół nie brakuje jednak lasu, a jak wiadomo, zielony uspokaja. Podejście nie jest już tak strome jak te, do których przyzwyczaił Beskid Wyspowy, ale 300 metrów w pionie trzeba zrobić. Na szczycie zamiast (zwyczajowo) schroniska stoi obserwatorium astronomiczne, a kawałek dalej jest punkt widokowy z ławkami.
Szlak biegnie dalej grzbietem przez Łysinę do schroniska na Kudłaczach i ten odcinek jest naprawdę przyjemny. Dopiero samo zejście do Myślenic, tuż obok ruin zamku, jest strome i nieprzyjemne. W mieście Mały Szlak Beskidzki przekracza Rabę i zaczyna dosyć długo lawirować wśród zabudowań. To raczej mało przyjemny odcinek, ale pozwala zaznać luksusów miejskiego życia, jak np. kebab.

Za miastem zaczyna się długi grzbiet Pasma Babicy i odcinek, który jest dosyć trudny logistycznie, więc warto zadbać o zapasy. Po początkowym podejściu grzbiet tylko nieznacznie faluje, a szlak to często szeroka leśna droga, dobra nawet na rower. Po 20 km schodzi do Palczy, gdzie można odbić nieco od szlaku w poszukiwaniu sklepu. Dalej przechodzi w Pasmo Chełmu, gdzie pojawia się nawet trochę widoków. Na koniec schodzi do Zembrzyc w dolinie Skawy. Odcinek pomiędzy Myślenicami, a Zembrzycami nie jest trudny kondycyjnie, ale warto się nastawić przede wszystkim na las. To najspokojniejsza i najmniej widokowa część MSB, ale przewyższenia rozkładają się równomiernie i idzie się sprawnie. Przez cały swój marsz spotkałem tu dosłownie kilka osób.
Beskid Makowski w liczbach: ok. 52 km, 15:40 h marszu, idąc na zachód ok. 1580 m podejść i ok. 1820 m zejść.
3. Pasma Pewelsko-Krzeszowskie
W Zembrzycach szlak przekracza Skawę i od razu solidnie pnie się w górę, między domami, które ciągną się tu praktycznie do samego grzbietu. Nagrodą jest masyw Żurawnicy (724 m n.p.m.) i Żmijowej, z łąkami, widokami i Kozimi Skałami pod szczytem Żurawnicy. Wreszcie coś innego niż drzewa. To znaczy one tam cały czas są, tylko w towarzystwie wychodni skalnych dla odmiany. Na koniec czeka strome zejście do Krzeszowa, na którym trzeba uważać. Pasmo to jest niejako krótkim łącznikiem pomiędzy Beskidem Makowskim a Małym, ale charakter szlaku nieco się tu zmienia. Jest kilka widokowych punktów, no i są ciekawe skałye. Ten odcinek jest też bezproblemowy logistycznie, bo pomiędzy Zembrzycami i Krzeszowem jest raptem 10 kilometrów.
Pasma Pewelsko-Krzeszowskie w liczbach: ok. 10 km, 3:15 h marszu. 470 m do podejścia i 280 metrów zejść.
4. Beskid Mały
Za ostatnimi domami Krzeszowa zaczyna się chyba najdłuższe podejście od czasów Lubogoszczy. Mniej więcej 2 godziny na Przełęcz Midowicza. Szlak zakręca tu mocno na południe (w lewo) i biegnie dalej na Leskowiec (922 m n.p.m.). Warto jednak odbić w przeciwnym kierunku, bo około 200 metrów dalej, na zboczach Gronia Jana Pawła II, stoi schronisko PTTK Leskowiec.
Szlak prowadzi dalej grzbietem i odcinek ten jest dosyć przyjemny. Przez długi czas teren delikatnie faluje. Widoki można obejrzeć przede wszystkim ze wspomnianego Leskowca, ale dobrym punktem jest też Potrójna z możliwościami noclegowymi w okolicy. Potem ścieżka schodzi na Przełęcz Kocierską (gdzie stoi okazały zajazd), a za nią czeka krótkie podejście na Kocierz i Kiczerę z ładnym punktem widokowym i podpisaną panoramą. Fanem tego ostatniego odcinka nie zostanę ze względu na nieprzyjemne podłoże, ale stąd widać już Żar (761 m n.p.m.) z jeziorem na szczycie. W tej okolicy robi się gwarno, co jest sporym kontrastem w porównaniu z poprzednimi odcinkami.

Po długim zejściu do doliny Soły i zapory na Jeziorze Międzybrodzkim czeka ostatnie duże podejście, ok. 500 m w górę na Chrobaczą Łąkę (828 m n.p.m.). Stąd falującym grzbietem Mały Szlak Beskidzki biegnie przez Przełęcz U Panienki, Groniczki, Gaiki i Czupel, obniżając się w kierunku Straconki i drugiej czerwonej kropki. Za Chrobaczą Łąką znów robi się spokojnie. Przejście przez Beskid Mały jest dosyć wymagające, ale po drodze nie brakuje miejsc noclegowych. Gorzej jest ze sklepami, więc warto o zapasach pomyśleć nieco wcześniej.
Beskid Mały w liczbach: ok. 44 km, 14 h marszu, ok. 1900 m podejść i ok. 1980 m zejść.
Czy Mały Szlak Beskidzki jest trudny?
Odpowiedź będzie złożona, ale pod względem technicznym absolutnie nie. Nie ma tu łańcuchów, ekspozycji ani miejsc wymagających wspinaczki. Zęby ciągle można sobie wybić na jakimś stromym, sypkim zejściu, ale raczej nie ma tu innych zagrożeń. Może jakaś wściekła wiewiórka, jeśli się którejś narazisz.
Kondycyjnie natomiast szlak może być dla niektórych wyzwaniem, chociaż to w dużej mierze zależy od zaplanowanych dziennych odcinków. Te 137 kilometrów zachęca wiele osób do tego, by Mały Szlak Beskidzki uczynić swoim pierwszym, dłuższym szlakiem. W czasie marszu trzeba pokonać blisko 5800 metrów podejść, więc rozkładając całą trasę na 5 dni, daje to około 1160 metrów w pionie dziennie. Nie jest to wartość zabójcza, ale z cięższym plecakiem i w upale, może być już odczuwalna. Dla porównania Główny Szlak Świętokrzyski, który liczy nieco ponad 90 kilometrów, ma tych przewyższeń około 2600. Średnio więc na każde pokonane 10 km Małego Szlaku Beskidzkiego, trzeba podejść 425 metrów do góry, a w przypadku GSŚ zaledwie 280.

Na Małym Szlaku Beskidzkim wysokość co do zasady zdobywa się sprawnie i stopniowo. Znajdzie się jednak kilka dosyć konkretnych wyzwań.
Najbardziej wymagające podejścia (idąc z Lubonia Wielkiego):
- Z Rabki na Luboń Wielki: startując w centrum miasta, trzeba maszerować niecałe 3 godziny, pokonując w tym czasie około 570 metrów w pionie, by w ogóle stanąć na starcie szlaku.
- Z Mszany Dolnej na Lubogoszcz: długie, ale jednostajne. W upale potrafi dać w kość, ale w Mszanie Dolnej można coś zjeść, zrobić zakupy i uzupełnić wodę.
- Z Zembrzyc na Żurawnicę: krótsze, ale solidne, po kilkudziesięciu kilometrach łagodnego Beskidu Makowskiego. Znów plusem jest to, że w Zembrzycach można zrobić postój i zakupy.
- Z Krzeszowa na Leskowiec: około 2:30 h marszu i ponad 500 metrów w pionie do pokonania. Zaczyna się jednak w miejscowości, gdzie można wcześniej wypocząć.
- Znad Jeziora Międzybrodzkiego na Chrobaczą Łąkę: ostatnie duże podejście na szlaku. Ponad 2 godziny marszu i ok. 500 m w górę
Najmniej przyjemne zejścia: z Lubonia w stronę Przełęczy Glisne, z Lubogoszczy do Kasiny Wielkiej, spod Uklejnej do Myślenic, no i krótki, ale stromy fragment spod Żurawnicy do Krzeszowa.
Asfalt: trafia się głównie przy miejscowościach i według mnie wcale nie jest go aż tak dużo. Zdecydowanie bardziej dał mi w kość na Głównym Szlaku Świętokrzyskim. Najdłuższe odcinki to dojście i wyjście z Mszany Dolnej, kawałek podejścia na Lubomir, Myślenice, no i fragment zejścia z Żaru do Żarnówki Małej. Przebieg szlaku w okolicach Kasiny Wielkiej został niedawno zmieniony, więc w tej okolicy asfaltu ubyło, chociaż na wyjściu z miejscowości w kierunku Śnieżnicy i Dzielca dalej go trochę jest.

Ile dni potrzeba na Mały Szlak Beskidzki?
Tempo na szlaku to kwestia bardzo mocno indywidualna i zależy od kondycji, wagi plecaka, warunków pogodowych i nawet od tego, czy zamierzasz spać pod dachem, czy może w namiocie. Popularnym wariantem pokonania Małego Szlaku Beskidzkiego jest rozłożenie przejścia na pięć dni, bo to pozwala raczej bezproblemowo zaplanować noclegi. Wariant dłuższy umożliwi spokojniejsze zwiedzanie, a krótsze przeznaczone są raczej dla osób o przyzwoitej kondycji. W poniższych planach starałem się uwzględnić te miejsca, gdzie da się przenocować w czterech ścianach, no i zrobić zakupy. W końcu kto idzie z namiotem, ten ma nieco większy luz, jeżeli chodzi o wybór noclegu.

Tempo: na lekko czy z ciężkim plecakiem?
Mały Szlak Beskidzki można przejść bez większego trudu, opierając się na noclegach w schroniskach, czy agroturystykach. Zabieranie namiotu jest więc zupełnie zbędne i w wielu przypadkach jedynie podnosi niepotrzebnie wagę całego plecaka. Namiot warto natomiast rozważyć, jeśli zależy ci na ograniczeniu kosztów noclegu, lub jeśli tę formę wypoczynku lubisz. Mapa-turystyczna wskazuje, że pokonanie całego szlaku to kwestia nieprzerwanego marszu przez ponad 42 godziny. Do tego warto jednak doliczyć przerwy. Strome podejścia pokonuje się zdecydowanie łatwiej, kiedy nie trzeba dźwigać zbyt dużo, no i MSB jest szlakiem, który często zawija do miejscowości, dlatego nie ma potrzeby, by już przed startem wypakować plecak jedzeniem.
Ja przeszedłem Mały Szlak Beskidzki w czasie 4 dni, a do tego wędrowałem z namiotem. Na Luboniu Wielkim znalazłem się około południa, a w Bielsku-Białej około 17:30 czwartego dnia.
Mały Szlak Beskidzki w 3 dni
Trzy dni na tym szlaku to opcja dla osób sprawnych, idących na lekko i pokonujących duże dzienne odcinki. Niezależnie od miejsca startu, warto już na etapie planowania ująć odcinek pomiędzy Rabką-Zdrojem, a Luboniem Wielkim. Pierwszy nocleg w tym wariancie powinien wypaść gdzieś w okolicach Schroniska PTTK Kudłacze (36 km MSB) lub optymalnie w Myślenicach (47 km trasy). Drugi nocleg należy zaplanować już u bram Beskidu Małego, a najlepiej na jego grzbiecie. Kandydatem jest Krzeszów (91 km trasy) lub schronisko PTTK Leskowiec – 98 km Małego Szlaku Beskidzkiego. Ostatni odcinek to już marsz grzbietem, z jednym dużym podejściem na Chrobaczą Łąkę.
Mały Szlak Beskidzki w 4 dni
Przejście Małego Szlaku w cztery dni to opcja dla osób o przyzwoitej kondycji, które są w stanie maszerować po 10-12 godzin dziennie. Początkowo planowałem przejść szlak w pięć dni, bo sporo na szlaku nagrywam, no i niosłem sprzęt biwakowy, natomiast szło mi się lepiej, niż zakładałem. Opierając się jednak na noclegach, swoje przejście zaplanowałbym tak, by pierwszy nocleg wypadł mi w Kasinie Wielkiej, czyli na dwudziestym kilometrze szlaku. To dzień dojazdowy, w dodatku trzeba doliczyć czas i dystans potrzebny na to, by na Luboń Wielki dojść. Nastawiając się na noclegi pod dachem, drugi dzień jest nieco problematyczny. Spania szukać można jednak w Harbutowicach (jedna agroturystyka), Palczy (salka katechetyczna) lub schodząc gdzieś z Babicy Zachodniej dalej od szlaku. To około 65 kilometr MSB. Trzeci dzień nie sprawia już logistycznych problemów, bo w zależności od preferencji i dostępności noclegów, postój można zrobić w schronisku PTTK Leskowiec, Chatce pod Potrójną lub w Chatce na Potrójnej. Do mety pozostanie z tego miejsca około 30-40 kilometrów. Moje noclegi w namiocie wypadły na zejściu z Lubogoszczy, w paśmie Babicy i nieco na zachód od Leskowca.
Mały Szlak Beskidzki w 5 dni
To chyba najlepsza opcja dla osób, które każdą noc chcą spędzić we względnie komfortowych warunkach, w pobliżu sklepów, a do tego cenią sobie nieco spokojniejsze tempo. Niezależnie od kierunku marszu, dobrym miejscem na nocleg będzie ponownie Kasina Wielka. W miejscowości jest sklep oraz agroturystyki. To dobry przystanek, jeżeli zaczynasz po przyjeździe od wyjścia na Luboń Wielki, ale też sprawdzi się, gdy przed Tobą pozostanie już ostatni dzień. W wariancie pięciodniowym drugi nocleg wypadnie 27 kilometrów dalej, czyli w Myślenicach. To spore miasto, nie brakuje tam gastronomii, noclegów i sklepów, a to ostatnie przyda się dlatego, że kolejnego dnia trudno uzupełnić zapasy, nie schodząc zbyt daleko od szlaku. Trzecią noc zaplanować można w Zembrzycach, czyli w dolinie Skawy, gdzie również ma się dostęp do wszystkiego, co turyście w czasie przejścia potrzebne. Ostatni nocleg na Małym Szlaku Beskidzkim wypadnie w tym wariancie gdzieś w okolicach Potrójnej (Chatka pod Potrójną i Chatka na Potrójnej) lub na Przełęczy Kocierskiej, chociaż to ostatnie miejsce może nieco uszczuplić budżety przejścia.
Mały Szlak Beskidzki w 6 dni
Wariant ten przeznaczony jest dla osób, które chcą iść spokojnie, nie są pewne swojej kondycji na długim szlaku, albo po prostu chcą poświęcić więcej czasu na zwiedzanie. Gdybym sam planował taki wariant, to noclegi zaplanowałbym najpierw w Kasinie Wielkiej, a potem w Myślenicach. Przejście przez Pasmo Babicy i Chełmu, by dostać się do Zembrzyc, to około 34 km, 1000 metrów w pionie, no i niecałe 10 godzin maszerowania. To ten odcinek starałbym się skrócić. Po drodze mija się agroturystykę w Harbutowicach, ale jeśli siły dopiszą, można zejść ze szlaku w kierunku Skawinek. Nieco na północ od Chełmu znajduje się natomiast Ośrodek Rekolekcyjny Caritas w Zakrzowie. Kolejny dzień poświęciłbym na to, by dojść do Krzeszowa, a kto ma siły, powinien podejść na Leskowiec. Dwa ostatnie natomiast to już marsz grzbietem przez Beskid Mały. W zależności od sił, nocować po drodze można na Przełęczy Kocierskiej, w dolinie Soły (Żarnówka Mała i Porąbka), albo na Chrobaczej Łące, jeśli ktoś zdecyduje się na taki odcinek. Kolejny dzień to już zejście na metę.

Gdzie spać na Małym Szlaku Beskidzkim?
Na MSB nie trzeba nosić namiotu i nie sugeruj się moim przejściem. Zabrałem go, bo akurat miałem ochotę na spanie wśród drzew. Miejsca na nocleg pod dachem trafiają się regularnie, chociaż w Beskidzie Makowskim niektóre miejsca oddalone są od samego szlaku. Wystarczy jednak odrobinę planowania i pracy z mapą. W miejscowościach po drodze zwykle da się znaleźć jakąś agroturystykę lub pensjonat. W szczycie sezonu warto jednak przedzwonić wcześniej, bo baza noclegowa w małych wsiach jest raczej skromna. Po drodze jest również kilka schronisk. Wszystkie te miejsca, razem z telefonami, masz też w darmowym pliku GPX. Idąc z Lubonia Wielkiego w kierunku Bielska-Białej, w tych miejscach można poszukać noclegu:
- schronisko PTTK na Luboniu Wielkim,
- Mszana Dolna
- Kasina Wielka
- Bacówka na Wierzbanowskiej Górze (skromna, samoobsługowa chatka. Wewnątrz piec i łóżka). Nie ma rezerwacji, więc w sezonie i weekendy może być tłoczno. Dla tych, którzy idą ze śpiworem.
- schronisko PTTK na Kudłaczach
- Myślenice
- Wiata przed Babicą z poddaszem do spania.
- Harbutowice – Końcówka
- Okolice Chełmu – Ośrodek Caritas w Zakrzowie
- Zembrzyce
- Krzeszów
- schronisko PTTK Leskowiec (na Groniu Jana Pawła II)
- Chatka pod Potrójną (trzeba odbić żółtym szlakiem)
- Chatka na Potrójnej
- Przełęcz Kocierska
- Ośrodek na Chrobaczej Łące

Gdzie jeść, robić zakupy i skąd brać wodę na Małym Szlaku Beskidzkim?
Na szlaku najważniejszy punkt dnia to nie szczyt, tylko sklep. W domu mam sklep za rogiem i w ogóle o nim nie myślę, a tutaj potrafiłem myśleć o nim na dwie godziny przed jego odwiedzinami! Jak widać, jest sporo miejsc, gdzie można kupić coś do jedzenia, więc nie warto nosić zbyt dużo. Punkty zaopatrzenia w drodze z Lubonia:
- Schronisko na Luboniu Wielkim
- Mszana Dolna: sklepy, apteki, gastronomia
- Kasina Wielka: sklepy
- Gościniec pod Lubomirem
- Schronisko PTTK Kudłacze: ciepłe jedzenie, kawa, no i gniazdka w jadalni, więc można podładować telefon
- Myślenice: sklepy, apteki, gastronomia
- Palcza: sklep kawałek od szlaku
- Zembrzyce: sklep, fast food
- Krzeszów: sklep, pizzeria
- Schronisko na Leskowcu
- Chatka na Potrójnej i chatka pod Potrójną
- Przełęcz Kocierska: zajazd
- Żar: restauracja
- Chrobacza Łąka

Najdłuższy odcinek bez sklepu
Najdłuższy odcinek bez sklepu przy szlaku to odcinek przez Beskid Mały, pomiędzy Krzeszowem, a Bielsko-Białą. Po drodze są jednak schroniska, chatki, zajazd na Przełęczy Kocierskiej i restauracja na Żarze, więc padnięcie z głodu raczej nikomu nie grozi, a i zapas wody jest gdzie uzupełnić. Nieco trudniejszym odcinkiem jest ten pomiędzy Myślenicami, a Zembrzycami. Tu szlak prowadzi grzbietem, więc o wodę trudno. W Palczy znajduje się sklep, natomiast trzeba odejść mniej więcej kilometr od szlaku. Jeśli planujesz przejść ten odcinek w całości jednego dnia, to warto się po prostu wcześniej zaopatrzyć i zadbać o wodę. Pod uwagę warto wziąć także niedziele niehandlowe, co może na Małym Szlaku Beskidzkim być kłopotliwe.
Woda: źródła, filtr, ile nosić
Na szlak zabrałem filtr do wody, ale… filtrować za bardzo nie było czego. Szlak prowadzi głównie grzbietami, gdzie źródeł praktycznie nie ma. Gdy zawija natomiast w doliny, to najczęściej odwiedza jakąś miejscowość. Wodę polecam więc uzupełniać w sklepach czy schroniskach. Poza wspomnianym odcinkiem z Myślenic do Zembrzyc, to nie ma problemu z jej dostępnością. Tylko jednego dnia nosiłem więcej niż trzy litry, zazwyczaj miałem około dwóch.
Gotować czy nie?
Kiedy nastawiam się na spanie w namiocie, zazwyczaj zabieram ze sobą kuchenkę i kartusz z gazem. Tym razem jednak zdecydowałem, że nie będzie mi potrzebna. Powtórzę się pewnie, ale po drodze nie ma problemu z uzupełnianiem zapasów, no i ani przez chwilę nie zatęskniłem za gotowaniem. Z tego też powodu raczej nie warto nic kupować na zapas, chyba że masz specyficzną dietę. Wybór w sklepach jest przyzwoity.

Jak oznakowany jest Mały Szlak Beskidzki i jaka mapa się przyda?
Mały Szlak Beskidzki na całej długości oznakowany jest kolorem czerwonym. Bywają miejsca, gdzie w zasięgu wzroku znajdują się nawet trzy kolejne znaki. Przez całe swoje przejście zetknąłem się tylko z jednym odcinkiem, na którym musiałem sprawdzić mapę. Raczej by się upewnić, co do kierunku marszu, ale rzeczywiście nie spotkałem tam oznaczeń, a dwie polne drogi nie dawały mi całkowitej pewności. Miejsce to znajdowało się ponad Krzeszowem, już na wyjściu z miejscowości. Szlak odbija tu w lewo, w kierunku charakterystycznej kapliczki, a druga ze ścieżek biegnie prosto. Przez zdecydowaną większość czasu wystarczy po prostu wypatrywać oznaczeń na drzewach.
Na szlak nie zabierałem klasycznych, papierowych map, mimo że lubię na ich podstawie planować sobie wycieczki w domu. W terenie używam map offline, no i po raz kolejny je polecam. Można korzystać z ich dobrodziejstw bez dostępu do sieci, ale wcześniej w domu należy pobrać interesujący nas teren. Do najpopularniejszych należą mapa-turystyczna.pl oraz mapy.com. Ja korzystałem natomiast z darmowej aplikacji Organic Maps.
Żeby nie przepisywać tego wszystkiego do telefonu, przygotowałem plik GPX: cały ślad Małego Szlaku Beskidzkiego z punktami z tego tekstu, czyli noclegami, telefonami, sklepami, wodą i miejscami, gdzie da się coś zjeść. Wszystko zaznaczone na mapie pinezkami. Plik działa całkowicie offline i wgrasz go do swojej ulubionej aplikacji, np. mapa-turystyczna.pl, Organic Maps, mapy.com albo Locus. Stan na sierpień 2026, postaram się go aktualizować na bieżąco. Zapisz się do newslettera (piszę co jakiś czas o trasach, sprzęcie i górskich historiach), a wyślę Ci go mailem. Plik jest do użytku własnego, ale jeśli chcesz podesłać go znajomemu, to śmiało. Jeżeli chcesz natomiast podzielić się nim publicznie w Internecie, to zamiast samego pliku, wrzuć proszę link do tego całego wpisu. Ten poradnik i plik są zupełnie darmowe, zrobiłem to dla naszej społeczności górskiej. Jeśli jednak w czasie planowania albo po przejściu szlaku uznasz, że ułatwiły Ci wędrówkę, to możesz postawić mi kawę.
Mały Szlak Beskidzki w pliku GPX
Odbierz ślad trasy z zaznaczonymi wszystkimi, ważnymi punktami szlaku. Wyślę Ci go mailem. Zapisując się, dołączasz też do mojego newslettera, więc co jakiś czas napiszę list o trasach, sprzęcie i górskich historiach.
Ile kosztuje przejście Małego Szlaku Beskidzkiego?
Sky is the limit, chciałoby się powiedzieć. Koszt przejścia zależy głównie od tego, gdzie śpisz. Przy noclegach wyłącznie pod dachem, trzeba się nastawić na dosyć zróżnicowane ceny. Z mojego drobnego researchu wynikało, że w agroturystykach nie znajdzie się zazwyczaj niczego poniżej 120 złotych za noc. Noclegi w schroniskach i chatkach będą odrobinę tańsze. Wędrując z namiotem jedynym kosztem jest dojazd oraz wyżywienie. Za cztery dni tej przygody zapłaciłem około 370 złotych. W tej cenie były już bilety dojazdowe oraz powrotne, a także zakupy po drodze.
Kiedy najlepiej iść na Mały Szlak Beskidzki?
Wiosna. Na szlakach jest bardzo spokojnie, ale poranki i wieczory mogą być chłodne. Pomijając majówkę, nie powinno być większych problemów ze znalezieniem wolnego łóżka w schronisku czy agroturystykach.
Lato. Szedłem w ostatnim tygodniu wakacji, zaczynając w poniedziałek. Było spokojnie do tego stopnia, że na niektórych odcinkach przez całe godziny nikogo nie spotykałem. Wyjątkiem był Żar. W upale jednak długie podejścia w Beskidzie Wyspowym mogą dać się we znaki, a i o zapasie wody trzeba myśleć. W czerwcu i lipcu istnieje największe ryzyko burz i potencjalnie najtrudniej o nocleg.
Jesień. W Beskidach to piękna pora roku, ale dni powoli stają się krótsze. Nocując w namiocie warto też pamiętać o niskich, spadających niekiedy w okolice zera temperaturach. W schroniskach powinno być już luźno, a jak się trafi na kilka dni słonecznej pogody, to Mały Szlak Beskidzki będzie zachwycający.
Zima. To pora roku raczej dla osób z pewnym doświadczeniem. Dzień jest krótki, warunki surowe, a mniej popularne odcinki po świeżych opadach trzeba będzie przecierać samemu.

Co zabrać na Mały Szlak Beskidzki?
Na MSB, jak i na większość kilkudniowych szlaków, starałem się iść na lekko. Wiadomo, że po 10 godzinach na nogach, każdy dodatkowy kilogram nie budzi uśmiechu na twarzy. Na wędrówkę zabieram więc to, co uznaję za niezbędne, no i na Małym Szlaku Beskidzkim nie było tego dużo. Zdecydowałem się zabrać sprzęt biwakowy, ale nie brałem za to zestawu do gotowania. Uznałem, że po drodze jest sporo miejsc, gdzie będę mógł kupić coś świeżego, a te kilkaset gramów mniej w plecaku, zastąpię jedzeniem właśnie.
Moja waga bazowa, czyli wszystko bez jedzenia i wody, wyniosła ok. 7,7 kg. Brzmi przyzwoicie, ale jest w tym, jak zwykle w moim przypadku, haczyk, bo ponad 2,2 kg to sprzęt do nagrywania filmu. Sam aparat z obiektywem waży prawie kilogram, statyw pół, do tego zapasowe baterie, powerbank i mikrofon. Gdyby nie kamera, mój kompletny plecak ważyłby ok. 5,5 kg, i to razem z namiotem, śpiworem i matą. Gdybym natomiast zdecydował się spać pod dachem, co na Małym Szlaku Beskidzkim nie jest problematyczne, to bez sprzętu biwakowego zostałyby ok. 3 kilogramy. Mniej więcej tyle, ile ważą dwie butelki wody.
Do tego trzeba oczywiście doliczyć jedzenie i wodę. Jak już wspominałem wcześniej, tu MSB jest dosyć łaskawy, bo sklepów po drodze nie brakuje i nie trzeba nosić zapasów na kilka dni. Najcięższy plecak miałem po zatankowaniu 3,5 litra wody na Leskowcu i myślę, że jego całkowita waga nigdy nie przekroczyła 12 kilogramów. Bez sprzętu do nagrywania byłoby oczywiście lżej.

Mały Szlak Beskidzki bywa często pierwszym poligonem wielodniowych wędrówek, więc jeżeli zamierzasz po raz pierwszy ruszyć na taki dłuższy marsz, to zachęcam do mocnej selekcji swojego ekwipunku przed startem. Lekki plecak to nie tylko przyjemność, ale też spora oszczędność energii, a do tego łatwiejsza regeneracja przed każdym kolejnym odcinkiem. Łatwiej złapać rytm na długim podejściu, zejścia mniej bolą, a przerwy można robić, kiedy się chce, a nie kiedy organizm rozkazuje. Przy lżejszym bagażu da się też przejść więcej w ciągu dnia, co może mieć znaczenie, jeżeli jakiś etap jest stosunkowo długi. No, albo można szybciej dotrzeć na nocleg, by sobie po prostu odpocząć, albo pozwiedzać coś w okolicy.
Żeby było jasne: to nie jest sprzęt z najwyższej półki ultralight. Względnie niska waga plecaka wynika z filozofii wędrowania, czyli zabierania tego, co w czasie przejścia uznaję za niezbędne. Dla każdego natomiast słowo “niezbędne” oznaczać będzie coś innego. Na sobie miałem buty trailowe, długie spodnie softshellowe, no i koszulkę termoaktywną z długim rękawem. W kieszeni niosłem telefon.
Biwak (ok. 2,35 kg):
- namiot Forclaz MT900: 1289 g,
- śpiwór z temperaturą komfortu +4°C: 690 g,
- mata piankowa typu harmonijka: 375 g.
Plecak (ok. 1,2 kg):
- plecak 43+7 l: 1189 g.
Ubrania na zmianę i do spania (ok. 1,26 kg):
- softshell Mammut: 270 g,
- peleryna przeciwdeszczowa Rockland: 260 g,
- polar: 210 g,
- getry do spania: 186 g,
- longsleeve do spania: 150 g,
- skarpetki na zmianę: 52 g,
- bokserki na zmianę: 50 g,
- czapka z daszkiem: 45 g,
- buff: 40 g.
Elektronika (ok. 2,24 kg):
- aparat z obiektywem: 938 g,
- statyw: 486 g,
- powerbank 20 000 mAh: 331 g,
- 4 zapasowe baterie do aparatu: 320 g,
- mikrofon: 82 g,
- ładowarka: 63 g,
- osłona przeciwsłoneczna: 20 g.
Reszta (ok. 660 g):
- kosmetyczka i apteczka (bandaż, kilka plastrów, leki, szczoteczka i pasta): 173 g,
- butelka Nalgene 1 l: 110 g,
- czołówka: 85 g,
- elektrolity: 85 g,
- filtr do wody Katadyn BeFree: 62 g,
- portfel: 55 g,
- papier: 30 g,
- nożyk: 28 g,
- zapalniczka: 23 g,
- worek na śmieci: 10 g.

Czy warto przejść Mały Szlak Beskidzki?
Jeśli w górach liczysz przede wszystkim na panoramy, MSB może Cię rozczarować. Przez większość czasu to szlak z gatunku „idzie człowiek przez las”, a widoki trafiają się głównie w Beskidzie Wyspowym i Małym.
Warto go przejść, jeśli:
- chcesz zobaczyć te pasma Beskidów, które pomija Główny Szlak Beskidzki,
- lubisz ciszę i puste szlaki, a fakt, że przez kilka godzin nie spotkasz nikogo, odbierasz jako zaletę,
- chcesz spróbować kilkudniowego przejścia, mając sklep i nocleg zawsze w zasięgu kilku godzin marszu,
Mnie cały szlak zajął cztery dni, a z dojściem na Luboń wyszło mniej więcej 147 km. Kosztował mnie około 370 zł, łącznie z dojazdami. Wiedziałem, czego się po Małym Szlaku Beskidzkim spodziewać, więc nie nastawiałem się na widokowe uniesienia. Wręcz przeciwnie, bo szedłem trochę po to, żeby się… ponudzić. Kilka dni bez niczego, co mogłoby mnie rozpraszać czy kraść uwagę. Wielkich przemyśleń o życiu z tego nie przywiozłem, ale to sobie w takich wędrówkach cenię. W głowie krążyło głównie to, co zjem na kolację, gdzie rozbiję namiot i o której otwierają sklep w następnej wsi. Całkowita prostota życia na szlaku.
Na szlaku da się jednak trochę zobaczyć. Był cmentarz z pierwszej wojny światowej, stary dworzec na nieczynnej linii kolejowej, obserwatorium na szczycie Lubomira, ruiny zamku, w którym rządzili zbójnicy, no i rodzina jeży, która głośno o czymś dyskutowała przy szlaku. Do tego Kozie Skały pod Żurawnicą, trochę widoków Leskowca, jezioro na Żarze, zapora tworząca Jezioro Międzybrodzkie, no i sporo zacisznym odcinków leśnych. Jak to wyglądało w praktyce,zobaczysz w filmie, który już niedługo na kanale.
MSB to szlak, który nie zachwyca widokami. Ale jeśli chcesz po prostu ruszyć w góry, cieszyć się wędrówką i spróbować swoich sił w czasie kilkudniowego przejścia, to myślę, że warto się nim zainteresować. Ja bawiłem się nieźle. Jeśli ten tekst oszczędził Ci kilka wieczorów nad mapą, możesz postawić mi kawę.
Jeżeli natomiast MSB ma być Twoją pierwszą wielodniową wędrówką i wolisz nie uczyć się wszystkiego na własnych odciskach, to w 2027 roku, jako Przewodnik Beskidzki, planuję zorganizować warsztaty z przygotowania do takich przejść. W planach jest wspólne przejście ładnej trasy, nocleg w terenie, rozmowy o ekwipunku, czyli wszystko, co może się w Beskidach przydać. Nic jeszcze nie jest ustalone, ale już teraz możesz zarezerwować sobie miejsce w kolejce. Jeśli jeszcze nie czytasz moich listów, zapis doda Cię też do newslettera, więc co jakiś czas napiszę o trasach, sprzęcie i górskich historiach, a na start dostaniesz ebook o Tatrach.



