Jak przejść Główny Szlak Beskidzki? 500 km przez całe polskie Beskidy

Na przełomie lipca i sierpnia 2024 roku ukończyłem Główny Szlak Beskidzki, czyli najdłuższy szlak turystyczny w Polsce. Mój zegarek wskazał, że na przejście z Wołosatego w Bieszczadach do Ustronia w Beskidzie Śląskim potrzebowałem 794 651 kroków. W czasie tych szesnastu dni przeszedłem przez kilka pasm górskich, odwiedziłem dziesiątki miejscowości i wszedłem na masę szczytów. Po drodze trafił się też niedźwiedź, nadpobudliwy kogut i całe zero odcisków. Jeśli planujesz swoje własne przejście, to starałem się tu umieścić wszystkie ważne informacje, które mogą Ci się przydać na szlaku.

Czym jest Główny Szlak Beskidzki?

Główny Szlak Beskidzki to najdłuższy znakowany szlak turystyczny w naszym kraju. Prowadzi przez pasma ciągnące się przeważnie wzdłuż południowej granicy, od Bieszczadów po Beskid Śląski, i liczy mniej więcej 500 km. W czasie marszu trzeba dodatkowo pokonać blisko 22 000 metrów przewyższeń. To tak, jakby z bazy pod Everestem wejść na wierzchołek i z powrotem. Sześć razy. Gdyby każdy schodek w klatce schodowej miał 20 cm wysokości, to takich schodów w czasie tej wycieczki trzeba by pokonać 110 000. I to z zakupami, bo przecież w plecaku nosi się nie tylko powietrze.

Początek Głównego Szlaku Beskidzkiego

Tradycja szlaku sięga dwudziestolecia międzywojennego. Wytyczono go w latach 1924-1935, a od 1973 roku nosi imię Kazimierza Sosnowskiego. I chociaż przez te sto lat jego forma i przebieg się zmieniały, to już Sosnowski, jeden z ojców tego szlaku, propagował ideę turystyki, w której sieć szlaków i schronisk powinna umożliwiać turyście wędrówkę i nocleg w miejscu odległym o dzień marszu. Taka wędrówka od schroniska do schroniska lub od miasteczka do miasteczka. Źródła w różny sposób określają długość szlaku, a co ciekawe, w sezonie 2024 nawet dwie krańcowe tabliczki nie były co do tego zgodne. Ta w Wołosatem pokazywała 496 kilometrów, a ta w Ustroniu 502. Podobnie wskazuje mapa-turystyczna.pl, ale warto pamiętać, że to dystans samego szlaku. W czasie przejścia i tak każdy dołoży swoje, kiedy trzeba będzie podejść na nocleg, do sklepu albo pokręcić się w kółko po szczycie w poszukiwaniu kadru życia.

W stronę Osadzkiego Wierchu

Dystans to jednak tylko liczby, a najważniejsze czeka gdzie indziej. Szlak prowadzi przez piękne zakątki Bieszczadów, ciche (czasami aż do przesady!) ścieżki Beskidu Niskiego, grzbiety Beskidu Sądeckiego, hale Gorców, wyniosły Beskid Żywiecki i klimatyczny, aczkolwiek wyłożony kamulcami Beskid Śląski. Wszystkie są „Beskidem”, ale różnorodnych wrażeń naprawdę nie brakuje. No i nie bez znaczenia jest fakt, że GSB pozwala odwiedzić jedne z najpiękniejszych miejsc w naszych Beskidach.

Główny Szlak Beskidzki przeszedłem na przełomie lipca i sierpnia 2024 roku, sam i bez namiotu. Nocowałem w schroniskach i agroturystykach. W tym tekście zawarłem wszystko to, co chciałbym wiedzieć przed wyjściem. Jak przebiega szlak i ile ma kilometrów, ile dni przeznaczyć na przejście, gdzie spać, jak wygląda kwestia sklepów i wody, no i co zabrać oraz… ile taka przygoda kosztuje. Uczciwie zaznaczam, że opisuję szlak tak, jak go widziałem w 2024 roku, a dane noclegów, sklepów i innych obiektów sprawdziłem w 2026 roku na podstawie publicznie dostępnych informacji.

Panorama z Caryńskiej

Jeśli planujesz przejście, znajdziesz tu również propozycje rozłożenia trasy na 16 i 21 dni. Ten pierwszy wariant to moje własne przejście i jest przeznaczony raczej dla osób z zahartowanymi stopami. Ten dłuższy plan pozwala pełniej cieszyć się szlakiem i nie wymaga tak długich dziennych odcinków. Jeśli dopiero się zastanawiasz, czy to szlak dla Ciebie, przeskocz do podsumowania na końcu.

Główny Szlak Beskidzki w skrócie:

  • Długość: ok. 500 km
  • Suma podejść: około 21 700 m, idąc z Wołosatego, lub około 22 000 m, zaczynając w Ustroniu
  • Najwyższy punkt: Babia Góra (1725 m n.p.m.)
  • Najniższy punkt: Kąty (314 m n.p.m.)
  • Czas przejścia: 14-21 dni
  • Oznakowanie: czerwone
  • Początek i koniec: Wołosate / Ustroń
  • Parki narodowe na trasie: Bieszczadzki, Magurski, Gorczański i Babiogórski
  • Trudność: łatwy technicznie, wymagający kondycyjnie

Meta w Ustroniu

Gdzie zaczyna się i kończy Główny Szlak Beskidzki?

GSB łączy Wołosate w Bieszczadach z Ustroniem w Beskidzie Śląskim. Cały szlak oznakowany jest kolorem czerwonym, więc od startu do mety wystarczy pilnować tylko tej barwy. Na starcie najdłuższego szlaku w Polsce turystów wita skromna kropka. Tak po prostu. W taki właśnie sposób zwyczajowo oznacza się w naszych górach start, ale też koniec szlaku. Żadnej bramy, fanfar, żadnej wstęgi do przecięcia. Tylko mały ślad po farbie i niewielka tabliczka zdradzają, że to właśnie tutaj zacząć można wyjątkową wędrówkę przez polskie Beskidy. Warto zapamiętać, że start (lub meta) w Wołosatem nie znajduje się przy punkcie kasowym Bieszczadzkiego Parku Narodowego, a przy drodze, nieopodal dużego parkingu, jakieś kilkaset metrów wcześniej. Drugi taki symbol, skromna, czerwona kropka, czeka po blisko 500 kilometrach marszu w okolicy stacji kolejowej w Ustroniu. W przeciwieństwie do Małego Szlaku Beskidzkiego oba końce leżą w miejscowościach, więc nie trzeba doliczać wejścia na żadną górę, żeby w ogóle zacząć. Dojazd do Wołosatego wymaga jednak trochę planowania, o czym niżej.

W którą stronę iść?

Główny Szlak Beskidzki można przemierzać w obu kierunkach, więc nie ma tak naprawdę znaczenia, z której strony zacznie się machać nogami. Kierunek nie zmienia trudności technicznych, bo na szlaku ich nie ma, a różnica w przewyższeniach jest na tym dystansie kosmetyczna. Wołosate leży około 400 metrów wyżej niż Ustroń, więc idąc na zachód, podejść jest odrobinę mniej. Przy 22 000 metrach w pionie do pokonania nikt tego raczej nie poczuje. Zmienia się za to kilka innych rzeczy.

Jak dojechać na Główny Szlak Beskidzki i jak wrócić?

Start z Wołosatego (wschód → zachód)

  • Do Wołosatego najwygodniej dostać się z Rzeszowa przez Sanok albo Ustrzyki Dolne. Stamtąd kursują autobusy do Ustrzyk Górnych, a w sezonie część kursów dojeżdża do samego celu. Jeśli akurat trafisz na taki, który kończy bieg w Ustrzykach, zostaje około 7 km asfaltu, który w sezonie można pokonać dzięki kursującym na trasie busom. Jeżeli jedziesz jednak z drugiego krańca Polski, to moim zdaniem dojazd do samego Wołosatego może nie być najlepszym pomysłem. Lepiej pewnie dzień dojazdowy poświęcić na dotarcie do Ustrzyk Górnych, które mają znacznie lepszą bazę noclegową, a kolejnego dnia rano podjechać do Wołosatego, by pokonać pierwszy odcinek GSB. Busy znajdziesz o poranku przy parkingu w centrum. Połączenia do Ustrzyk lub Wołosatego najlepiej natomiast sprawdzić na stronie e-podroznik.pl przed wyjazdem, bo rozkłady w Bieszczadach potrafią się zmieniać z sezonu na sezon.
  • Jeśli masz daleko, rozsądnie jest przyjechać dzień wcześniej i przenocować w Wołosatem albo w Ustrzykach Górnych. Dzięki temu pierwszego dnia można ruszyć o świcie, zanim na połoninach zrobi się tłoczno i gorąco. Osobiście zawsze wolę tę trudniejszą logistycznie „stronę” szlaku załatwić na starcie, żeby w czasie powrotu już nie zawracać sobie głowy takimi sprawami.
  • Potencjalnie trudny, mozolny, błotnisty i skromny pod kątem bazy noclegowej Beskid Niski przechodzisz w pierwszej części wędrówki, kiedy łatwiej o siły i entuzjazm. Kilka deszczowych dni pośrodku lasu może testować charakter.
  • Zaletą tego kierunku jest meta. Kropka w Ustroniu znajduje się tuż przy stacji kolejowej, więc po 500 kilometrach nie trzeba już kombinować, jak wrócić do domu. Do Katowic czy Bielska-Białej kursują też autobusy.
  • Potencjalną wadą może być to, że najpiękniejsze widoki dostajesz na samym początku. Jak się człowiek naogląda połonin, to potem byle las wydaje się jakiś taki… zwykły.

Start z Ustronia (zachód → wschód)

  • Ustroń ma dobre połączenia kolejowe z Katowicami, a autobusy dojeżdżają tu także z Bielska-Białej i Cieszyna. Na start łatwo więc dojechać z większości kraju.
  • Pierwszego dnia czeka Równica, a zaraz po niej strome podejście na Czantorię Wielką, które w opinii wielu osób zaczynających w Ustroniu jawi się jako spory sprawdzian motywacji.
  • Bieszczady zostają na finał, co ma swój niepowtarzalny urok. Jeśli do mety w Wołosatem się oczywiście dotrwa. Trzeba też pamiętać, że po ukończeniu szlaku wraca się z miejsca, gdzie zdecydowanie trudniej o transport. To często kilka przesiadek i dobrych kilka, a nawet kilkanaście godzin w podróży dla osób z zachodu kraju.

Moja rekomendacja

Jeśli jesteś osobą, która nie lubi wszelkich spraw związanych z logistyką podróży, to wybierz taki kierunek, który da Ci spokojną głowę. Po prostu. Jeśli natomiast marzysz, by na sam koniec tego pięknego marszu pożegnały Cię Bieszczady, zacznij w Ustroniu. Moim zdaniem nie ma to aż tak wielkiego znaczenia, bo co najgorszego może się stać? W jakimś miejscu poczekasz po prostu na transport nieco dłużej. Gorsze rzeczy spotykają człowieka w życiu. Swoją wędrówkę Głównym Szlakiem Beskidzkim zacząłem od strony Wołosatego. Mieszkam na Podkarpaciu, więc na start wybrałem Bieszczady, bo tutaj łatwiej mi było dojechać i nie było w tym większej filozofii. Powrotem postanowiłem się zresztą nie martwić. Żeby o nim rozmyślać, jakoś najpierw i tak musiałbym doczłapać do mety tego szlaku, czyli Ustronia w Beskidzie Śląskim. Może zadecydował też sentyment, bo to właśnie tutaj, w Bieszczadach, zaczęła się kiedyś cała moja fascynacja górami.

Okrąglik

Którędy prowadzi Główny Szlak Beskidzki? Przebieg trasy

Szlak opisuję w kierunku, w którym szedłem, czyli z Wołosatego do Ustronia. Jeśli idziesz odwrotnie, to… czytaj od końca i zamień podejścia z zejściami. Każdy dzień mojego przejścia ma też osobny, szczegółowy opis. Znajdziesz je pod koniec tego wpisu.

1. Bieszczady

Wołosate to niewielka miejscowość, gdzie rzeczywiście można się poczuć jak na krańcu świata. Pierwsze osiem kilometrów GSB przypomina… Dolinę Chochołowską. Równa, szeroka droga i raptem 400 metrów przewyższenia, a początek prowadzi asfaltem, który w górach jest jak rodzynki w serniku, czyli bez sensu. Na Przełęczy Bukowskiej zaczynają się jednak wreszcie podejścia! Rozsypaniec jest pierwszym szczytem na Głównym Szlaku Beskidzkim, a dalej czekają niemal trzy godziny marszu ponad górną granicą lasu, przez Halicz (1333 m n.p.m.) i Przełęcz Goprowską na Przełęcz Krygowskiego. Czerwony szlak nie wyprowadza na Tarnicę, ale z przełęczy to raptem 10-15 minut żółtym szlakiem. Do Ustrzyk Górnych sprowadza niespiesznie okazały grzbiet Szerokiego Wierchu.

Za Ustrzykami czekają Połonina Caryńska i Połonina Wetlińska, jedne z najpopularniejszych, ale też najpiękniejszych miejsc w całym paśmie. Podejście na Caryńską jest długie, niekiedy mozolne, ale dosyć jednostajnie nachylone. Całą tę pieczołowicie zbieraną wysokość trzeba potem oddać w Brzegach Górnych, a zabawa zaczyna się praktycznie od nowa. W nowej „Chatce Puchatka” nie można przenocować, a i o zjedzeniu żurku trzeba zapomnieć. Można natomiast liczyć na drobne przekąski, miejsce do siedzenia i ochronę przed żywiołami. Zejście ze Smereka jest zaskakująco strome i niewygodne, przynajmniej te pierwsze jego fragmenty.

Bieszczady, Połonina Caryńska

Za Smerekiem charakter szlaku się zmienia. Podejście na Fereczatą (1102 m n.p.m.) dosyć konkretnie wyrywa do góry, potem jest Okrąglik, Jasło (1153 m n.p.m.) i leśne zejście do Cisnej, gdzie nie brakuje noclegów, restauracji i sklepów. Jest też poczta, co może być ważne dla tych, którzy przy pakowaniu wykazali się zbyt dużym entuzjazmem. Ostatnie bieszczadzkie kilometry prowadzą przez Pasmo Wysokiego Działu. Lasu jest pełno, a prześwity między drzewami są nieliczne i raczej typu „lodówka przed wypłatą”. Coś tam może jest, ale nasycić się tym trudno. To tutaj, przed Wołosaniem, spotkałem wielkiego, a co najważniejsze, prawdziwego niedźwiedzia. Podobno żyje sobie w tamtej okolicy, bo co jakiś czas na grupach górskich da się przeczytać, że znowu kogoś postraszył.

Jeziorka Duszatyńskie

Warto pamiętać i nie przechodzić tego odcinka o świcie lub zmroku. Dobrze jest też stukać kijkami, rozmawiać i ogólnie zachowywać się tak, by niedźwiedź z daleka wiedział, że ktoś się zbliża. Od Bacówki pod Honem praktycznie aż do Jeziorek Duszatyńskich idzie się ściśle grzbietem, więc trudno na tym odcinku o wodę. Za Duszatynem pojawia się asfalt, a przy moście nad Osławą żegna się nie tylko Bieszczady, ale też Karpaty Wschodnie w ogóle. Kawałek dalej jest już Komańcza. Bieszczady są jednym z najpopularniejszych pasm na trasie Głównego Szlaku Beskidzkiego. Przez pierwsze dwa dni idzie się w Bieszczadzkim Parku Narodowym, do którego wstęp jest płatny, a nastawiając się na noclegi pod dachem, warto sprawdzić ich dostępność z pewnym wyprzedzeniem.

Bieszczady w liczbach: ok. 92 km, mniej więcej 30 h marszu, około 4270 m podejść i 4560 m zejść.

2. Beskid Niski

Beskid Niski to najdłuższy odcinek w czasie Głównego Szlaku Beskidzkiego. Ponad 140 km błota, intensywnych podejść i śladów historii. To pasmo, które się kocha albo nienawidzi. Często jednocześnie i to nawet tego samego dnia.

Z Komańczy szlak wychodzi przez piękne, otwarte łąki na Wahalowski Wierch (666 m n.p.m.), mija Przybyszów i wspina się na Tokarnię (778 m n.p.m.). Panoramy nie mogą się równać z tymi bieszczadzkimi, ale i tym nie można odmówić uroku. W Puławach Górnych zaczyna się jeden z najbardziej niewdzięcznych odcinków całego GSB, czyli ponad 6,5 kilometra asfaltu. Baza namiotowa w Wisłoczku jest potem jak oaza po przejściu pustyni albo jak piątek wieczór po ciężkim tygodniu w pracy. Dalej są dwa uzdrowiska, Rymanów-Zdrój i Iwonicz-Zdrój, a potem Lubatowa, czyli ostatni dogodny punkt na zakupy przed dłuższą przerwą.

Wahalowski Wierch

Podejście na Cergową (716 m n.p.m.) niektórzy wędrowcy określają mianem „ściany płaczu”, chociaż moim zdaniem powodów do rozpaczy tam nie ma. Przechodząc jeszcze obok pustelni św. Jana z Dukli, szlak w końcu dociera do Chyrowej. Przez całkiem malowniczy grzbiet Polany i Łysej Góry szlak schodzi do doliny Wisłoki. Za Kątami, najniższym punktem na całym szlaku, zaczyna się Magurski Park Narodowy, królestwo wilków, rysi, niedźwiedzi, ale przede wszystkim… lasów. Aż 95% powierzchni parku porastają drzewa. Po długim, żmudnym podejściu w kierunku Kamienia czeka Kolanin (705 m n.p.m.), z jeszcze bardziej żmudnym podejściem. Potem jest Magura (829 m n.p.m.) i zejście do Bartnego, z okrytym złą sławą, podmokłym dojściem do bacówki. Kiedy ja tamtędy szedłem, nie było źle.

Okolice Łysej Góry

Dalej szlak prowadzi przez Wołowiec i Popowe Wierchy do Zdyni, a potem na Rotundę (771 m n.p.m.) z cmentarzem wojennym nr 51 projektu Dušana Jurkoviča, jednym z najpiękniejszych cmentarzy pierwszowojennych na obszarze dawnej Galicji Zachodniej. Z Regietowa, gdzie w wakacje działa baza namiotowa, czeka osławione podejście na Kozie Żebro (847 m n.p.m.). Podejście to uchodzi za dosyć wymagające, ale rozpędzone nogi nie powinny mieć z nim problemów. Przez Hańczową, Ropki i Banicę szlak dociera do Mochnaczki Niżnej, gdzie rzeka o tej samej nazwie uchodzi za granicę pomiędzy Beskidem Niskim a Sądeckim. Nie znalazłem tam w 2024 roku żadnej przeprawy, więc musiałem skakać przez małe i śliskie kamienie. Z wiadomym skutkiem.

Cmentarz na Rotundzie

Beskid Niski, choć mniej spektakularny niż Bieszczady, ma w sobie coś, co każe zwolnić. Może to po prostu błoto, a może ogólny klimat spokoju. Przyjemność z marszu leśnymi ścieżkami ustępuje tu niekiedy miejsca podmokłym przeprawom przez wysokie trawy, a zakupy i noclegi trzeba dobrze przemyśleć. Po drodze jest tylko jedna bacówka PTTK, w pensjonatach i agroturystykach dobrze jest mieć gotówkę, a kilka odcinków bez sklepu potrafi być długich.

Beskid Niski w liczbach: ok. 144 km, mniej więcej 45 h marszu, około 5600 m podejść i 5400 m zejść.

3. Beskid Sądecki

Po blisko 140 kilometrach w Beskidzie Niskim nie mogłem się doczekać nowego otoczenia i rzeczywiście charakter szlaku się tutaj zmienia. Mniej jest krótkich, stromych podejść, a są dwa wybitne pasma: Jaworzyny i Radziejowej. Przez Huzary (864 m n.p.m.) szlak schodzi do Krynicy-Zdroju, jednego z większych miast na trasie. Są tu noclegi, sklepy, bankomaty, apteki, ale też poczta i paczkomat, gdyby naszła Cię ochota rozstać się z częścią ekwipunku.

Hala Łabowska

Podejście na Jaworzynę Krynicką (1114 m n.p.m.) rozłożone jest nieco na raty. Najpierw szlak wspina się zboczami Krzyżowej Góry, by… zejść po chwili do Czarnego Potoku, a prawdziwa zabawa zaczyna się dopiero tam. To jakieś 400 metrów przewyższenia, w drugiej części wzdłuż tras zjazdowych. Szczyt jest mocno zagospodarowany, co nieszczególnie przypadło mi do gustu, ale w jego okolicach przekracza się połowę Głównego Szlaku Beskidzkiego, czyli 250. kilometr trasy. Nic tak nie napędza jak rzucone pod nosem: „No, już bliżej niż dalej”. Dalej teren trochę faluje i dystans wręcz ucieka pod stopami aż do schroniska PTTK na Hali Łabowskiej. Zachodnia część Beskidu Sądeckiego uchodzi za bardziej widokową. Jest tylko jeden kłopot. Żeby się tam dostać, trzeba najpierw bardzo nisko zejść. Za Halą Łabowską szlak mija kilka zarastających hal i prywatne schronisko Cyrla, a potem stromo i dosyć niewdzięcznie schodzi do Rytra, położonego mniej więcej na wysokości 350 m n.p.m.

Radziejowa

Radziejowa wznosi się na 1266 m n.p.m., tak więc w drodze na wierzchołek pokonać trzeba ponad 900 metrów w pionie. Nagroda za ten trud jest jednak spora, bo widoki z wieży na Radziejowej należą do najpiękniejszych w Beskidach. Po Radziejowej mogłoby się wydawać, że podejścia się skończyły, ale liczne „hopki” w drodze do schroniska na Przehybie bywają nieco demotywujące. Z tarasu schroniska przy dobrej przejrzystości powietrza Tatry wyglądają po prostu rewelacyjnie. No a szlak przez Przełęcz Przysłop i Dzwonkówkę schodzi następnie do Krościenka nad Dunajcem. Beskid Sądecki prowadzi głównie grzbietami, więc trudno tu o źródła wody. Tę najlepiej uzupełniać w schroniskach lub w Rytrze.

Beskid Sądecki w liczbach: ok. 68 km, mniej więcej 22 h marszu, około 3000 m podejść i 3170 m zejść.

4. Gorce

Gorce to widokowe pasmo z licznymi pasterskimi halami i niecałe 50 km marszu przez jedne z najpiękniejszych miejsc w całych Beskidach. Zaczynają się za mostem na Dunajcu w Krościenku, gdzie warto uzupełnić zapasy, bo są tu sklepy, apteka i bankomat. Przenocować jak najbardziej też można. Na Lubań (1211 m n.p.m.) prowadzi niecałe 800 metrów podejścia. Jestem jednak zwolennikiem takich rozwiązań: jedno długie, konkretne podejście, a później przyjemny spacer grzbietem. Po drodze jest kilka widokowych polan, a pod szczytem w wakacje działa baza namiotowa SKPG Kraków.

Baza namiotowa na Lubaniu

Atrakcją Lubania jest z pewnością wieża widokowa, która jest chyba moją ulubioną konstrukcją tego typu w naszych górach. Cenię ją nawet bardziej niż tę na Radziejowej. Zejście jest momentami dosyć strome i pełne niezbyt wygodnych kamieni, a kolejne dziesięć kilometrów do Studzionek prowadzi umiarkowanie pofałdowanym grzbietem. Za Przełęczą Knurowską szlak wchodzi do Gorczańskiego Parku Narodowego i ostro pnie się w górę, na Kiczorę (1282 m n.p.m.). Hala Długa to jedna z piękniejszych beskidzkich hal, a co ważne, nieco dalej działa schronisko PTTK na Turbaczu.

Bacówka na Maciejowej

Za Turbaczem (1310 m n.p.m.) szlak mija jeszcze schronisko na Starych Wierchach i bacówkę PTTK na Maciejowej, a potem przez otwarte łąki schodzi do Rabki-Zdroju. W Rabce jest bankomat i warto o nim pamiętać, bo kolejna okazja, by go spotkać, jest w Jordanowie (16 km dalej), a później dopiero w Węgierskiej Górce (98 km). Z wodą pomiędzy Turbaczem a Rabką nie ma problemów, a to za sprawą aż trzech schronisk, które mija się po drodze. Inaczej jest w Paśmie Lubania, gdzie szlak prowadzi grzbietem. Tam wodę najlepiej uzupełnić w Krościenku lub ze źródełka w pobliżu bazy namiotowej.

Gorce w liczbach: ok. 48 km, mniej więcej 16 h marszu, około 2000 m podejść i 1900 m zejść.

5. Beskid Żywiecki

Przede mną było najwyższe ze wszystkich pasm, które mijałem w drodze do Ustronia. Najpierw jednak w ten Beskid Żywiecki trzeba się jakoś dostać. Odcinek pomiędzy Rabką-Zdrojem, przez Jordanów aż do Bystrej Podhalańskiej nie cieszy się szczególną popularnością, bo sporo tu asfaltu, a szlak przez długi czas prowadzi przez miejscowości. Zupełnie szczerze napiszę jednak, że nie zmęczył mnie jakoś ten etap. Jordanów i Bystra to ostatnie szanse na zakupy przed długą przerwą. Do Węgierskiej Górki jest stąd prawie 80 kilometrów, na których ślady cywilizacji stanowią co najwyżej schroniska.

Babia Góra

Za Bystrą szlak gwałtownie prowadzi w górę i zaczyna się Pasmo Policy. Na skraju Hali Kucałowej stoi schronisko PTTK na Hali Krupowej i warto je zapamiętać, bo kolejne miejsce noclegowe to dopiero Markowe Szczawiny. Polica (1369 m n.p.m.) nie jest szczególnie widokowa, ale to pierwszy szczyt wyższy niż Halicz od jakichś 370 kilometrów. Odcinek ten jest dosyć problematyczny, jeżeli chodzi o noclegi, bo schronisko na Markowych Szczawinach cieszy się dużą popularnością, a w okolicy trudno o alternatywę. Ja niestety zmuszony byłem zejść aż 4 km z Przełęczy Krowiarki w kierunku Zubrzycy Górnej.

Pilsko i Hala Miziowa w tle

Z przełęczy na Babią Górę (1725 m n.p.m.) trzeba pokonać ponad 700 metrów w pionie, co powinno zająć około dwóch godzin. To najwyższy punkt Głównego Szlaku Beskidzkiego i najwyższa góra w Polsce, która znajduje się poza Tatrami. Jest co świętować! Zejście na Przełęcz Brona i do schroniska na Markowych Szczawinach jest natomiast zaskakująco strome i kamieniste. Sielankowy spacer kończy się za granicą Babiogórskiego Parku Narodowego.

Hala Mędralowa

Od Mędralowej teren jest niesamowicie wręcz pofałdowany: Głuchaczki (w wakacje baza namiotowa), Jaworzyna, Beskid Krzyżowski, Beskid Korbielowski i wreszcie Przełęcz Glinne. Po mniej więcej dwóch godzinach miałem już dość tych wszystkich hopek, a na koniec zostaje jeszcze prawie 500 metrów podejścia do schroniska PTTK na Hali Miziowej. Z Hali Miziowej to już raczej relaksujący spacer. Hala Rysianka to jedno z najbardziej urokliwych miejsc w Beskidzie Żywieckim, a chwilę później, na trawersie zboczy Romanki, czeka pewna beskidzka osobliwość, czyli jedyny łańcuch na całym Głównym Szlaku Beskidzkim. Zamontowany został chyba przede wszystkim „ku pokrzepieniu serc”. Obok stacji turystycznych Słowianka i Abrahamów szlak schodzi do Węgierskiej Górki.

Beskid Żywiecki w liczbach, licząc jednak od Rabki: ok. 98 km, mniej więcej 32 h marszu, około 4300 m podejść i 4400 m zejść.

6. Beskid Śląski

Węgierska Górka leży w dolinie Soły i nie brakuje tu sklepów, pensjonatów czy agroturystyk. Do mety w Ustroniu zostają stąd 53 kilometry. Najpierw trzeba się wdrapać na Baranią Górę (1220 m n.p.m.), co oznacza blisko 1000 metrów podejść. Podejście jest długie, jednostajne i zdaje się nie mieć końca, ale Hala Radziechowska jest tak ładna, że momentalnie poczułem tam przypływ nowych sił. Widać z niej Babią Górę, na której dzień wcześniej stałem. To na zboczach Baraniej Góry źródła ma nasza najdłuższa rzeka, czyli Wisła. Schodzi się momentami dosyć „dramatycznie”, jak to na stromych, kamienistych beskidzkich zejściach.

Hala Radziechowska

Dalej szlak prowadzi przez Stecówkę i Przełęcz Kubalonkę na Kiczory, a potem wzdłuż granicy z Czechami do schronisk na Stożku Wielkim i Soszowie. Teren raczej przede wszystkim faluje. W Beskidzie Śląskim można też nieco luźniej podejść do tematu logistyki, bo miejsc noclegowych jest tu sporo.

Przed samym końcem czeka jeszcze spora dawka wysiłku. Z Czantorii Wielkiej widać już położony u podnóża góry Ustroń, ale szlak ma w zanadrzu niemiłą niespodziankę. Nim dotknie się końcowej kropki, trzeba nie tylko stromo zejść do miasta, ale też wgramolić się jeszcze na Równicę (884 m n.p.m.). To jakieś dodatkowe 400 metrów przewyższenia, w dużej części szeroką, asfaltową drogą. Od tego miejsca ścieżka prowadzi już tylko w dół. Zostaje mniej więcej godzina marszu i ostatnie 4 kilometry szlaku z tych 500.

Wieża na Czantorii

Beskid Śląski był dla mnie wyzwaniem, bo ostatnie 77 km musiałem pokonać w dwa dni. Dał mi też w kość podłożem, bo na tutejszych kamienistych zejściach szczególnie czuć pod stopami drobne, ostre kamienie.

Beskid Śląski w liczbach: ok. 53 km, mniej więcej 18 h marszu, około 2500 m podejść i 2500 m zejść.

Czy Główny Szlak Beskidzki jest trudny?

Pod względem technicznym absolutnie nie. Na całym szlaku jest jeden łańcuch, zamontowany chyba po to, by dodać turystom otuchy. Nie ma tu ekspozycji ani miejsc wymagających wspinaczki. Zęby oczywiście ciągle można sobie wybić na jakimś stromym, kamienistym zejściu, ale na Głównym Szlaku Beskidzkim nie ma eksponowanych miejsc, znanych np. z Tatr.

Kondycyjnie natomiast to już inna historia. Około 500 km i blisko 22 000 metrów podejść oznacza, że na każde 10 km trzeba średnio podejść ponad 430 metrów do góry. To niemal dokładnie tyle, ile na Małym Szlaku Beskidzkim, tylko że tutaj trzeba to powtarzać przez dwa albo trzy tygodnie z rzędu. Warto pamiętać, że Główny Szlak Beskidzki to po prostu kawał drogi i dziesiątego dnia nie musi iść się już tak przyjemnie jak pierwszego. Szlak długodystansowy to bardziej maraton niż sprint, więc trzeba się trochę przez te kilkanaście dni o siebie zatroszczyć. Pozwolić sobie na swoje własne tempo, dobrze się nawadniać, no i nie zajechać sobie stóp na samym starcie.

Babia Góra w oddali

Wydaje mi się, że jednym z kluczy do pokonywania tak długich szlaków jest pogoda ducha i umiejętność akceptowania wszystkiego, co się wydarzy. Nie da się zaplanować każdego szczegółu, bo wiele spraw może się zmienić w trakcie marszu. Jeśli jednak morale dopisuje, to drobne problemy zawsze można rozwiązać. Tak przynajmniej to sobie tłumaczyłem, ciągnąc obolałą (na szczęście tylko przez dwa dni) nogę za sobą.

Dużo zależy też od wagi plecaka. Zazwyczaj mój plecak już z wodą i jedzeniem ważył niecałe 7 kilogramów i z takim bagażem szło się po prostu sprawniej. Te kilogramy robią różnicę, zwłaszcza na długich podejściach w upale.

Łańcuch Romanka

Najbardziej wymagające podejścia (idąc z Wołosatego):

  • Połonina Caryńska i Wetlińska: jest pięknie, ale marsz wprost z doliny może być męczący, zwłaszcza wtedy, gdy żar leje się z nieba.
  • Z Kątów na Kamień: długie, żmudne i dosyć strome. Mapy wskazują dwie godziny marszu, co przy upalnej pogodzie daje się we znaki.
  • Kolanin: krótkie, ma pewnie jakieś 700 metrów długości, ale w tym czasie trzeba podejść blisko 200 metrów w pionie. Niespodziewane i wymagające. Szedłem tam tak powoli, że zegarek pokazywał mi prędkość zero.
  • Z Regietowa na Kozie Żebro: licząc od bazy namiotowej, wychodzi nieco ponad godzina marszu, z czego intensywne jest ostatnie 20-25 minut. Faworyt w moim prywatnym rankingu intensywności podejść na GSB.
  • Z Rytra na Radziejową: ponad 900 metrów w pionie. Pierwszą godzinę, a może nawet dwie, mógłbym podsumować jednym słowem: stromo. Na koniec zostaje jeszcze 150 metrów po kamienistym i niewygodnym zboczu. Plusem jest to, że w Rytrze można wcześniej zrobić zakupy i odpocząć.
  • Z Krościenka nad Dunajcem na Lubań: niecałe 800 metrów w pionie, ale przewyższenia rozkładają się na dłuższym dystansie, co pozwala zdobywać wysokość spokojniej. Stromiej robi się dopiero pod szczytem.
  • Z Przełęczy Krowiarki na Babią Górę: ponad 700 metrów w pionie i około dwóch godzin marszu, głównie po wygodnych, kamiennych płytach.
  • Z Przełęczy Glinne na Halę Miziową: prawie 500 metrów podejścia, którego początek jest stromy i kamienisty. Wypada zwykle na koniec długiego dnia pełnego „hopek”.
  • Z Węgierskiej Górki na Baranią Górę: blisko 1000 metrów w pionie. Długie, jednostajne, a odcinek w kierunku Cebuli zdaje się nie mieć końca.

Idąc z Ustronia, do tej listy trzeba dopisać Czantorię Wielką. W opinii osób, które dopiero rozpoczynają GSB, podejście na nią z Ustronia uchodzi za prawdziwą katorgę.

Najmniej przyjemne zejścia: ze Smereka do wsi o tej samej nazwie, z Cergowej do Nowej Wsi (zwłaszcza po deszczu), z Kretówek do Rytra, z Lubania w stronę Studzionek, początkowy fragment zejścia z Turbacza, z Babiej Góry na Przełęcz Brona, z Baraniej Góry w stronę Pietraszonki, no i z Czantorii Wielkiej do Ustronia.

Asfalt: jest go na GSB więcej, niż bym chciał. Najdłuższy i najbardziej niewdzięczny fragment to ponad 6,5 kilometra pomiędzy Puławami Górnymi a Wisłoczkiem. Do tego dochodzą pierwsze kilometry z Wołosatego, końcówka przed Komańczą, kilka kilometrów za Iwoniczem-Zdrojem, droga z Hańczowej do Ropek, odcinek pomiędzy Rabką-Zdrojem a Bystrą Podhalańską (ten akurat nie zmęczył mnie tak, jak się spodziewałem) i droga na Równicę na sam koniec.

Parki narodowe: szlak biegnie przez cztery parki: Bieszczadzki, Magurski, Gorczański i Babiogórski. Wstęp do nich jest płatny, o czym więcej w części o kosztach. Punkty kasowe Bieszczadzkiego Parku Narodowego mija się w Wołosatem i w Brzegach Górnych, a kasa Babiogórskiego Parku Narodowego znajduje się na Przełęczy Krowiarki.

Niedźwiedzie i psy: swojego niedźwiedzia spotkałem przed Wołosaniem. Stał jakieś 30-40 metrów przede mną. Niedźwiedź widziany na żywo robi znacznie większe wrażenie niż na zdjęciach, a łydki trzęsły mi się potem jeszcze przez dobrą chwilę. Pierwsze, o czym się myśli, to żeby po prostu się wycofać, i najlepiej zrobić to w miarę spokojnie. Od tego momentu starałem się być głośniej, a przed zakrętami wołałem „halo”. Niektórzy wieszają sobie przy plecaku dzwoneczki, bo to już z daleka daje znać dzikim zwierzętom, że ktoś się zbliża. One raczej nie przepadają za człowiekiem, więc jeżeli tylko go usłyszą, to gdzieś sobie uciekają. Zupełnie szczerze powiem jednak, że to nie niedźwiedzi czy wilków boję się w polskich górach, a psów. Te zdziczałe, biegające grupami, potrafią być niekiedy naprawdę agresywne, a co gorsze, w przeciwieństwie do dzikich zwierząt, nie stronią od obecności człowieka.

Główny Szlak Beskidzki

Dla kogo jest Główny Szlak Beskidzki?

Pięćset kilometrów i 22 000 metrów podejść brzmi jak wyprawa dla wybranych. W praktyce GSB nie wymaga nadludzkich umiejętności. Nie trzeba się wspinać, nie trzeba nieść zapasów na tydzień ani nocować w dziczy. Na szlaku nie brakuje cywilizacyjnych udogodnień, takich jak noclegi, sklepy, apteki czy restauracje, a momentami cywilizacji jest aż w nadmiarze. Niemal każdy dzień można skończyć pod dachem, po ciepłym prysznicu i kolacji.

Najważniejsze są tu te same zasady, które stosuje się w przypadku krótkich wycieczek. Rozpoznanie szlaku, sprawdzanie prognoz i miejsc, gdzie można się schronić czy uzupełnić zapasy. Przez większą część czasu i tak po prostu macha się nogami. Moja strategia była zresztą mało wyrafinowana: jeśli będę uparcie stawiał kolejne kroki, to kiedyś w końcu doczłapię. Wspaniała to strategia i co najważniejsze, działa. Jeszcze nie było takiego podejścia, którego by upór nie zmęczył.

Babia Góra i Polica

Nie znaczy to jednak, że było łatwo. Absolutnie nie. Zdarzały mi się etapy po 12-13 godzin samego marszu i dzień z ponad dwoma tysiącami metrów podejść. Był cały dzień w deszczu i błocie, a potem kolejne, w których ciągnąłem za sobą obolałą nogę. W Krynicy naszła mnie nawet myśl, po co to wszystko, po co ten wysiłek i ten marsz w deszczu. Do tego stopy muszą wytrzymać kilkaset tysięcy kroków, a potencjalne pęcherze i odciski niejednej osobie pokrzyżowały plany. Na GSB dobrze odnajdą się osoby, które lubią chodzić po górach, mają za sobą długie, całodzienne wycieczki i są gotowe przez kilkanaście dni żyć bardzo prosto.

W stronę Magurskiego Parku Narodowego

Resztę da się dopasować. Kto nie chce robić po 30-40 km dziennie, ten rozłoży szlak na trzy tygodnie albo przejdzie go w kawałkach. Każdy może przejść szlak w sposób, jaki mu najbardziej odpowiada, zabierając rzeczy, w których mu najwygodniej, i w porze roku, jaka mu się podoba. Jeśli nie masz jeszcze za sobą żadnej kilkudniowej wędrówki, dobrym poligonem będzie Mały Szlak Beskidzki. To 137 kilometrów i kilka dni, po których będziesz wiedzieć, jak Twoje stopy, plecak i głowa znoszą marsz dzień po dniu. GSB nie jest więc ani wyczynem dla wybranych, ani banałem. To długa, zwyczajna wędrówka, którą trzeba po prostu potraktować poważnie.

Ile dni potrzeba na Główny Szlak Beskidzki?

Tempo na szlaku to kwestia bardzo mocno indywidualna i zależy od kondycji, wagi plecaka, warunków pogodowych i nawet od tego, czy zamierzasz spać pod dachem, czy może w namiocie. Mnie przejście Głównego Szlaku Beskidzkiego zajęło 16 dni. Najkrótszy odcinek liczył niecałe 19 km, a najdłuższy 42 km, co daje średnio ponad 31 km dziennie. Realnie wychodzi więcej, bo zawsze w czasie wędrówki trzeba gdzieś podejść, by coś zobaczyć, ominąć czy zrobić zakupy. Dojście na nocleg też nieco wydłuża przejście. Do wartości podanych przez mapę warto doliczać od 5 do 10% dystansu. Jest jeszcze jeden, bardzo ważny fakt: urlop nie jest nieskończony. Trudno jest wygospodarować tyle dni wolnych w jednym ciągu.

W poniższych planach starałem się uwzględnić te miejsca, gdzie da się przenocować w czterech ścianach, no i zrobić zakupy. Wariant na 16 dni to moje własne przejście i jest opcją dla osób o przyzwoitej kondycji, które są w stanie maszerować po 10-12 godzin dziennie. Dłuższy wariant pozwala na spokojniejsze tempo.

Gorce i Przełęcz Knurowska

Tempo: na lekko czy z ciężkim plecakiem?

Główny Szlak Beskidzki można przejść, opierając się wyłącznie na noclegach pod dachem. Na szlaku rzeczywiście nie brakuje schronisk, baz namiotowych czy agroturystyk. Nie trzeba ze sobą zabierać namiotu i ja go nie zabrałem. To właśnie w tym aspekcie można odczuć największą oszczędność wagi. Namiot zabrać można wtedy, kiedy komuś po prostu na takiej formie noclegu bardzo zależy albo chce mocno ograniczyć koszty. Z lekkim plecakiem idzie się po prostu sprawniej, chociaż portfel po przejściu też będzie nieco lżejszy. Wybór takiego sposobu przejścia to oczywiście pewien kompromis i każdy musi zdecydować osobiście, jaki sposób wędrówki najbardziej mu odpowiada. Co dokładnie niosłem w plecaku, znajdziesz na liście sprzętu, którą mogę Ci wysłać mailem.

W czasie przejścia postawiłem też na poranne wyjścia i codziennie wstawałem o czwartej. Powodów było kilka. Pierwszy, może nieco romantyzowany, był taki, że bardzo lubię klimat budzącego się dnia. Te bardziej praktyczne były jednak nie mniej istotne. Rano jest względnie rześko, więc można sporo kilometrów pokonać, nim żar lejący się z nieba zacznie gotować mózg. Drugi powód to burze. Te zazwyczaj pojawiają się popołudniami, a wychodząc wcześnie, zwiększa się szansę, że w ogóle nie trzeba będzie sobie nimi zaprzątać głowy. Kilometry przy miejscowościach pośrednich w planach poniżej są przybliżone.

Rabka-Zdrój

Główny Szlak Beskidzki w 16 dni

To dokładnie moje przejście. Średnio 31 km i około 1350 metrów podejść dziennie, z kilkoma długimi dniami po 36-42 km. Przy każdym etapie podaję dystans samego szlaku, bez dojść do sklepów, sumę podejść i czas przejścia według mapy, bez przerw.

  1. Wołosate – Ustrzyki Górne: 22,7 km, 890 m podejść, 7:05 h
  2. Ustrzyki Górne – Smerek: 24,7 km, 1478 m podejść, 8:40 h
  3. Smerek – Bacówka PTTK pod Honem: 18,1 km, 930 m podejść, 6:05 h
  4. Bacówka pod Honem – Komańcza: 30,5 km, 1150 m podejść, 9:30 h
  5. Komańcza – Rymanów-Zdrój: 38,5 km, 1100 m podejść, 11:30 h
  6. Rymanów-Zdrój – Chyrowa: 28 km, 1220 m podejść, 9:00 h
  7. Chyrowa – Bartne: 33 km, 1470 m podejść, 10:40 h
  8. Bartne – Banica: 36 km, 1400 m podejść, 11:15 h
  9. Banica – Hala Łabowska: 31 km, 1480 m podejść, 10:10 h
  10. Hala Łabowska – Przełęcz Przysłop: 34,7 km, 1550 m podejść, 11:25 h
  11. Przełęcz Przysłop – Studzionki: 27 km, 1260 m podejść, 9:00 h
  12. Studzionki – Rabka-Zdrój (zajazd przy Zakopiance): 32,5 km, 1065 m podejść, 10:00 h
  13. Rabka-Zdrój – Przełęcz Krowiarki: 36 km, 1500 m podejść, 11:40 h
  14. Przełęcz Krowiarki – Hala Miziowa: 33 km, 2060 m podejść, 12:20 h
  15. Hala Miziowa – Pietraszonka: 42 km, 1680 m podejść, 13:20 h
  16. Pietraszonka – Ustroń: 35 km, 1445 m podejść, 11:15 h

Dwie uwagi z własnego doświadczenia. Dwa ostatnie dni były takie długie, bo w domu musiałem być wcześniej, niż to pierwotnie zakładałem. Plan, który układałem sobie jeszcze przed wyjazdem, przewidywał metę 15. etapu w Węgierskiej Górce, a następnie dwa spokojne dni na przejście Beskidu Śląskiego. Najtrudniejszym logistycznie miejscem była dla mnie okolica Babiej Góry. Starałem się nie rezerwować noclegów z dużym wyprzedzeniem i do tamtego momentu wszystko działało dobrze. Tutaj jednak, ze względu na bardzo popularne strony, nie byłem w stanie z dnia na dzień znaleźć noclegu. Padłem więc ofiarą własnego kombinatorstwa i spałem w górnej części Zubrzycy Górnej, jakieś 4 dodatkowe kilometry poniżej Przełęczy Krowiarki. W okolicach Babiej Góry, szczególnie w czasie weekendu, zadbałbym o nocleg nieco wcześniej.

Jordanów

Główny Szlak Beskidzki w 21 dni

Trzy tygodnie to wariant dla osób, które chcą mieć czas na kawę w schronisku i nie chcą kończyć dnia po zmroku. Średnio wychodzi 24 km dziennie, a najdłuższy dzień ma 33 km. Pierwsze cztery dni są takie jak u mnie, a dalej etapy kończą się tam, gdzie da się przenocować pod dachem.

  1. Wołosate – Ustrzyki Górne: 22,7 km, 890 m podejść
  2. Ustrzyki Górne – Smerek: 24,7 km, 1478 m podejść
  3. Smerek – Cisna lub Bacówka PTTK pod Honem: 18,1 km, 930 m podejść
  4. Bacówka pod Honem – Komańcza: 30,5 km, 1150 m podejść
  5. Komańcza – Puławy Górne: ok. 26 km, ok. 850 m podejść
  6. Puławy Górne – Lubatowa: ok. 22,5 km, ok. 600 m podejść
  7. Lubatowa – Chyrowa: ok. 18 km, ok. 850 m podejść
  8. Chyrowa – Bartne: 33 km, 1470 m podejść
  9. Bartne – Ropki: ok. 28 km, ok. 1100 m podejść
  10. Ropki – Krynica-Zdrój: ok. 21 km, ok. 800 m podejść
  11. Krynica-Zdrój – schronisko Cyrla: ok. 27 km, ok. 1200 m podejść
  12. Cyrla – Przehyba: ok. 20,5 km, ok. 1200 m podejść
  13. Przehyba – Krościenko nad Dunajcem: ok. 12 km, ok. 250 m podejść
  14. Krościenko nad Dunajcem – Studzionki: ok. 20 km, ok. 1100 m podejść
  15. Studzionki – Rabka-Zdrój: ok. 28 km, ok. 1000 m podejść
  16. Rabka-Zdrój – Hala Krupowa: ok. 32 km, ok. 1300 m podejść
  17. Hala Krupowa – Markowe Szczawiny: ok. 17 km, ok. 1100 m podejść
  18. Markowe Szczawiny – Hala Miziowa: ok. 25 km, ok. 1300 m podejść
  19. Hala Miziowa – Węgierska Górka: ok. 24 km, ok. 600 m podejść
  20. Węgierska Górka – Przełęcz Kubalonka: ok. 23 km, ok. 1200 m podejść
  21. Przełęcz Kubalonka – Ustroń: ok. 30 km, ok. 1300 m podejść

Widoki z Sokolicy

Dni od 5 do 7 rozbijają mój najdłuższy fragment w Beskidzie Niskim, razem z asfaltem za Puławami. Dzień 6 można skończyć kilka kilometrów wcześniej, w Iwoniczu-Zdroju, gdzie noclegów jest więcej. Dzień 8 jest najdłuższy w całym planie i da się go rozbić noclegiem w Kątach.

Dwa krótsze dni w Beskidzie Sądeckim nie są przypadkiem. Ze schroniska Cyrla schodzi się rano do Rytra i podejście na Radziejową, czyli ponad 900 metrów w pionie, zaczyna się na świeżych nogach, a nie w południe w pełnym słońcu. Z kolei po krótkim zejściu z Przehyby zostaje całe popołudnie na zakupy i odpoczynek w Krościenku, zanim następnego dnia przyjdzie pora na Lubań. Kto ma siłę, połączy dni 13 i 14 w jeden: wyjdzie około 32 km i 1350 m podejść.

Uliczki Krynicy

Główny Szlak Beskidzki w kawałkach

Urlop nie trwa w nieskończoność i przejście jest problematyczne głównie ze względu na czas, jakiego wymaga. Pokonanie tych 500 kilometrów jednym ciągiem to super przygoda, ale wcale nie trzeba przechodzić go za jednym razem. Są dwa naturalne sposoby, żeby go podzielić.

Po połowie. Połowa szlaku wypada mniej więcej w okolicach Jaworzyny Krynickiej, a tuż przed nią jest Krynica-Zdrój. To jedno z większych miast na trasie, a do tego są tu noclegi, sklepy, no i przede wszystkim da się tu rozsądnie dojechać. Wychodzą z tego wtedy dwa odcinki: Wołosate – Krynica-Zdrój (ok. 242 km) i Krynica-Zdrój – Ustroń (ok. 261 km). To jednak nie koniec, bo przygodę tę można sobie dawkować w inny sposób.

Pasmami. Szlak sam dzieli się na sześć części, a każda zaczyna się i kończy w miejscowości albo tuż obok niej (kilometry liczone są tu między miejscowościami, więc różnią się nieco od tych z opisu pasm):

  • Bieszczady: Wołosate – Komańcza, ok. 96 km, na 4-5 dni
  • Beskid Niski: Komańcza – Krynica-Zdrój, ok. 146 km, na 5-7 dni
  • Beskid Sądecki: Krynica-Zdrój – Krościenko nad Dunajcem, ok. 62 km, na 2-3 dni
  • Gorce: Krościenko nad Dunajcem – Rabka-Zdrój, ok. 48 km, na 2 dni
  • Beskid Żywiecki: Rabka-Zdrój – Węgierska Górka, ok. 98 km, na 3-5 dni
  • Beskid Śląski: Węgierska Górka – Ustroń, ok. 53 km, na 2-3 dni

Taki podział pozwala rozłożyć sobie przejście na weekendy, również te przedłużone. No i co dla niektórych ważne, przejście w odcinkach liczy się też do odznaki GSB, o której piszę niżej.

Hala Rysianka

Gdzie spać i gdzie są sklepy na Głównym Szlaku Beskidzkim?

Na szlaku nie brakuje schronisk, baz namiotowych czy agroturystyk i cały GSB da się przejść bez namiotu, a nawet bez śpiwora. Szedłem w lipcu i sierpniu, czyli w środku wakacji, i nie miałem kłopotów, by każdego dnia nocować pod dachem. Starałem się jednak zapowiadać z większym wyprzedzeniem w przypadku weekendów i popularnych miejsc, np. Bieszczadów, Turbacza czy okolic Babiej Góry. Przed weekendami dzwoniłem te dwa dni wcześniej, dla własnego spokoju, chociaż pod Babią Górą i to okazało się za mało. Tutaj miałem chyba też po prostu pecha, bo mój rozkład odcinków sprawiał, że schronisko na Hali Krupowej wydawało mi się położone zbyt blisko, więc poszedłem dalej. Poza weekendami i popularnymi miejscami nie rezerwowałem noclegów z wyprzedzeniem. Warto natomiast zwracać uwagę na długie weekendy, wydarzenia kulturalne, festiwale muzyczne czy różne ultrabiegi. W takich wypadkach znalezienie czegoś z dnia na dzień będzie prawdopodobnie niemożliwe.

Idąc ze śpiworem, potencjalnych miejsc noclegowych jest trochę więcej i łatwiej planować dzienne odcinki. Na szlaku w sezonie wakacyjnym działają studenckie bazy namiotowe, gdzie można za kilkanaście złotych (stan na 2024 rok) przenocować w jednym z rozbitych tam namiotów. Nie trzeba nawet zabierać swojego. Takie miejsca są też prawdziwym wybawieniem, kiedy na szlaku łapie człowieka jakaś nawałnica. W dodatku pełno jest różnego rodzaju wiat, a i w schroniskach jest taniej, bo za pościel doliczana jest dodatkowa opłata. Ja ze śpiwora zrezygnowałem, bo chciałem tę wędrówkę uwiecznić w nagraniach i szukałem oszczędności wagi wszędzie, gdzie się tylko dało.

Bacówka pod Honem

Na start szlaku nie zabierałem też zapasów jedzenia. Nie miałem żadnych liofilizatów czy konserw, bo nie ma takiej potrzeby, chyba że masz bardzo konkretną dietę. Na szlaku jest sporo sklepów, a jak przytrafi się odcinek, gdzie ich przez jakiś czas nie będzie, to wtedy można zrobić większe zakupy, zamiast nieść już od początku coś, co się może nie przydać. Mało było odcinków, na których niosłem w plecaku więcej niż kilogram jedzenia i przekąsek. Kilka takich jednak jest i dobrze o nich wiedzieć wcześniej, więc wypisałem je osobno pod listą.

Poniżej miejscowości, schroniska i bazy namiotowe w kolejności marszu z Wołosatego, razem z tym, gdzie da się przenocować, a gdzie zrobić zakupy albo coś zjeść. Kilometry są przybliżone, a informacje o obiektach w małych miejscowościach pochodzą z publicznie dostępnych źródeł.

Schronisko na Rysiance

Bieszczady

  • Wołosate (0 km): skromna baza noclegowa, działa jakaś agroturystyka. Lepiej chyba nocować w Ustrzykach.
  • Ustrzyki Górne (23 km): duży wybór noclegów, do tego sklepy i knajpy.
  • Połonina Wetlińska: w nowej „Chatce Puchatka” nie ma noclegów. Na obiad też nie ma co liczyć. Są za to napoje i drobne przekąski.
  • Smerek (47 km): jest tu gdzie spać, są także sklepy i jakieś knajpy.
  • Cisna (ok. 63 km): pełna baza noclegowa, sklepy, restauracje, poczta i punkt apteczny.
  • Bacówka PTTK pod Honem (65,5 km): bacówka ponad Cisną. Są noclegi, można zamówić jedzenie.
  • Baza namiotowa Rabe: dojście żółtym szlakiem z Jawornego albo czarnym z Przełęczy Żebrak.
  • Komańcza (96 km): kwatery, schronisko, a do tego sklepy.

Beskid Niski

  • Puławy Górne (ok. 122 km): noclegi.
  • Wisłoczek (ok. 129 km): baza namiotowa SKPB Rzeszów. Jest studnia z wodą.
  • Rymanów-Zdrój (134,5 km): uzdrowisko, duży wybór noclegów, sklepy i gastronomia.
  • Iwonicz-Zdrój (ok. 140 km): uzdrowisko, duży wybór noclegów, sklepy, apteka, bankomat, paczkomat.
  • Lubatowa: sklepy, apteka, paczkomat. Ostatnie zakupy przed Kątami.
  • Chyrowa (162,5 km): jest restauracja i noclegi, ale nie ma sklepu.
  • Kąty (ok. 173 km): noclegi, mały sklep i pizzeria.
  • Bartne (195,5 km): bacówka PTTK w Bartnem i agroturystyki. Sklepu nie ma, ale w bacówce można zamówić obiad albo kolację.
  • Wołowiec i Zdynia (ok. 209 km): agroturystyki, w Zdyni sklep.
  • Regietów (ok. 214 km): baza namiotowa SKPB Warszawa.
  • Hańczowa (ok. 222 km) i Ropki: agroturystyki.
  • Banica (231,5 km): agroturystyka.
  • Mochnaczka Niżna (ok. 237 km): noclegi i sklep.

Beskid Sądecki

  • Krynica-Zdrój (ok. 242 km): wszystko, czego dusza zapragnie.
  • Jaworzyna Krynicka (ok. 250 km): schronisko kilkanaście minut od szczytu, zielonym szlakiem. Na szczycie punkty gastronomiczne.
  • Bacówka PTTK nad Wierchomlą: 2 km od GSB, niebieskim szlakiem z Runka.
  • Hala Łabowska (262,5 km): schronisko PTTK. W pokojach nie ma gniazdek, a prąd jest do wieczora, więc przyda się powerbank.
  • Cyrla: prywatne schronisko, kilkadziesiąt minut przed Rytrem.
  • Rytro (ok. 275 km): sklepy, noclegi, apteka.
  • Przehyba (ok. 292 km): schronisko PTTK z widokiem na Tatry.
  • Przełęcz Przysłop (297 km): mała agroturystyka.

Gorce

  • Krościenko nad Dunajcem (ok. 304 km): duży wybór noclegów, sklepy, apteka.
  • Lubań (ok. 314 km): baza namiotowa SKPG Kraków na polanie pod szczytem.
  • Studzionki (324 km): noclegi.
  • Przełęcz Knurowska (ok. 328 km): agroturystyka nieco powyżej przełęczy.
  • Turbacz (ok. 338 km): schronisko PTTK.
  • Stare Wierchy (ok. 344 km): schronisko PTTK.
  • Maciejowa (ok. 348 km): bacówka PTTK.
  • Rabka-Zdrój (ok. 352 km): duży wybór noclegów, sklepy, apteki, bankomat.

Beskid Żywiecki

  • Skawa i Wysoka: w Skawie mały sklep, w Wysokiej noclegi.
  • Jordanów (ok. 368 km): noclegi, sklepy, apteka, bankomat.
  • Bystra Podhalańska: kwatery, sklepy przy szlaku, apteka nieco dalej. Na całym odcinku od Skawy po Bystrą po nocleg czasem trzeba odejść kawałek od szlaku.
  • Hala Krupowa (ok. 384 km): schronisko PTTK. Następne miejsce noclegowe jest daleko.
  • Przełęcz Krowiarki (393 km): nie ma noclegów. Najbliżej jest Zubrzyca Górna (ok. 4 km) i Zawoja. Na samej przełęczy w sezonie drobne przekąski i woda. Spałem w Zubrzycy Górnej.
  • Markowe Szczawiny (ok. 401 km): schronisko PTTK.
  • Głuchaczki (ok. 410 km): baza namiotowa SKPB Katowice. Kawałek dalej jest druga baza, na Jaworzynie.
  • Przełęcz Glinne: knajpa i mały sklep w pobliżu, głównie przekąski i napoje. W razie potrzeby można zejść do Korbielowa.
  • Hala Miziowa (426 km): schronisko PTTK.
  • Rysianka (ok. 433 km): schronisko PTTK. Kilkanaście minut od szlaku jest też schronisko na Hali Lipowskiej.
  • Słowianka i Abrahamów: stacje turystyczne na zejściu do Węgierskiej Górki.
  • Węgierska Górka (ok. 450 km): pensjonaty i agroturystyki, sklepy.

Beskid Śląski

  • Przysłop pod Baranią Górą (ok. 466 km): schronisko PTTK.
  • Pietraszonka (468 km): agroturystyka 300 metrów od szlaku.
  • Stecówka i Przełęcz Kubalonka (ok. 473 km): noclegi.
  • Stożek Wielki (ok. 482 km): schronisko PTTK.
  • Soszów (ok. 484 km): schronisko, a w okolicy Cieślara także agroturystyki.
  • Równica (ok. 499 km): noclegi w gościńcu pod szczytem.
  • Ustroń (503 km): duży wybór noclegów, sklepy i transport do domu.

W małych miejscowościach przed przyjściem warto zadzwonić.

Osadzki Wierch i Smerek w tle

Wiaty i schrony przy szlaku

Wiat przy szlaku jest sporo. Przydają się na przerwę i wtedy, kiedy trzeba przeczekać deszcz, a kto idzie ze śpiworem, ten ma dzięki nim więcej możliwości noclegu. Część z nich stoi jednak na terenie parków narodowych, gdzie biwakowanie jest niemożliwe i trzeba o tym pamiętać, planując przejście. Te, które zanotowałem po drodze (stan na 2024 rok):

  • Bieszczady: czwarty kilometr za Wołosatem, Przełęcz Bukowska, Przełęcz Goprowska, las po zejściu z Szerokiego Wierchu, drugi kilometr za Ustrzykami Górnymi, zejście z Połoniny Caryńskiej, schron na Połoninie Wetlińskiej, zejście ze Smereka, Przełęcz Żebrak, Chryszczata
  • Beskid Niski: pomiędzy Wilczymi Budami a Zrubaniem, dwie wiaty pomiędzy Mogiłą a Suchą Górą, dobrze zabudowana wieża na Cergowej, wiaty przed Kolaninem i na zejściu z niego, Polana Świerzowska, baza namiotowa w Regietowie, schron pomiędzy Ropkami a Banicą
  • Beskid Sądecki: spora, solidnie obudowana wiata przed Halą Łabowską
  • Gorce: zadaszone ławki na Kotelnicy, wiata na polanie pod szczytem Lubania
  • Beskid Żywiecki: schron „Wędźno” dwa kilometry za centrum Bystrej Podhalańskiej, schron pod szczytem Naroże, zabudowana wiata na Hali Śmietanowej (kilkadziesiąt metrów od szlaku), wiata przy Przełęczy Jałowieckiej Południowej, szałas na Hali Mędralowej

Wiata na szlaku

Najdłuższe odcinki bez sklepu

  • Cisna – Komańcza: ponad 30 km przez Pasmo Wysokiego Działu. Po drodze nie ma sklepu ani schroniska, a od Bacówki pod Honem praktycznie aż do Jeziorek Duszatyńskich trudno też o wodę.
  • Komańcza – Rymanów-Zdrój: 38,5 km bez schroniska. W wakacje działa po drodze baza namiotowa w Wisłoczku, gdzie jest studnia.
  • Lubatowa – Kąty: na tym odcinku nie ma możliwości zrobienia zakupów. W Chyrowej jest restauracja, ale sklepu nie ma.
  • Kąty – Zdynia: około 36 km przez Magurski Park Narodowy. W Bartnem w ogóle nie ma sklepu, a w bacówce można zamówić obiad lub kolację. Mały sklep w Kątach ma w niedzielę skrócone godziny pracy.
  • Bystra Podhalańska – Węgierska Górka: prawie 80 kilometrów. Po drodze są schroniska, a przekąski i coś do picia można kupić na Przełęczy Krowiarki i Przełęczy Glinne, ale wybór jest tam niewielki. Na takim odcinku wypada mieć jakąś rezerwę jedzenia i trochę gotówki.

Osobną sprawą jest gotówka. W sklepach raczej nie ma problemów z płatnością kartą, ale już w pensjonatach czy agroturystykach, zwłaszcza w Beskidzie Niskim, tak oczywiście nie jest. Bankomaty znajdziesz m.in. w Iwoniczu-Zdroju, Krynicy-Zdroju i Rabce-Zdroju. Za Rabką kolejna okazja jest w Jordanowie (16 km dalej), a później dopiero w Węgierskiej Górce (98 km).

Zdynia

Woda: źródła, filtr, ile nosić

Na Główny Szlak Beskidzki zabrałem dwie litrowe butelki i filtr do wody. Łącznie mogłem przenosić maksymalnie 3 litry płynu, a filtr pozwalał mi ją uzupełniać po drodze. Dużo piję w czasie marszu, ale najczęściej niosłem dwa litry, bo zapasy wody uzupełniałem w sklepach, schroniskach i bazach namiotowych.

Szlak często prowadzi grzbietami, gdzie o wodę trudno. Źródła, na które trafiłem przy samym szlaku, to: powyżej Przełęczy Goprowskiej (koło wiaty przy podejściu na Przełęcz pod Tarnicą), na zejściu z Połoniny Caryńskiej, pod Kornutami (jakiś kilometr przed Magurą), przy pustelni św. Jana z Dukli, w pobliżu bazy namiotowej na Lubaniu i na Hali Mędralowej. Warto jednak uważać na takie miejsca, bo w okresach suszy, w czasie upalnego lata, jedyną wodą, którą tam można odnaleźć, są łzy rozczarowania. Te, jak wiadomo, są słone. Pełny zapas lepiej wziąć zwłaszcza na Pasmo Wysokiego Działu, grzbiety Beskidu Sądeckiego, Pasmo Lubania i odcinek za schroniskiem na Hali Krupowej.

Gotować czy nie?

Nie zabierałem kuchenki ani nawet kubka, który wydaje się oczywistością. Herbatę robiłem sobie w butelkach, do których można wlewać gorącą wodę. Uznałem, że skoro nocuję pod dachem, to zawsze znajdę tam jakiś kubek, który będę mógł pożyczyć. Cywilizacji momentami jest na GSB aż w nadmiarze, są schroniska, sklepy, restauracje czy apteki.

Filtrowanie wody na szlaku

Jak oznakowany jest Główny Szlak Beskidzki i jaka mapa się przyda?

Główny Szlak Beskidzki na całej długości oznakowany jest kolorem czerwonym. Szlak jest oznakowany bardzo dobrze, ale jest kilka newralgicznych miejsc, gdzie ścieżka lubi zniknąć w krzakach albo nielogicznie gdzieś zakręca:

  • Wahalowski Wierch za Komańczą: w okolicy szczytu rozchodzi się kilka lokalnych dróg. Na szczycie trzeba skręcić w prawo, na północ, a po obniżeniu się w lewo. Warto wypatrywać znaków na samotnych drzewach.
  • Między Mogiłą a Suchą Górą za Rymanowem-Zdrojem: szeroka droga kusi, żeby iść prosto, a szlak w pewnym momencie skręca ostro w lewo pod górę. Miejsce jest oznaczone prawidłowo, ale łatwo się tam zamyślić.
  • Iwonicz-Zdrój: nawet przyklejony do czerwonych oznaczeń miałem wrażenie, że ścieżka wije się po tamtejszych uliczkach, jak chce. Kłopot to żaden, bo w praktyce po prostu wystarczy tę miejscowość przejść.
  • Przed Hańczową: szlak nagle odbija z równej i szerokiej drogi w lewo, w krzaki i pokrzywy. Mało logiczne odbicie i przez chwilę się zastanawiałem, czy na pewno dobrze poszedłem.
  • Za Ropkami: szlak ucieka na moment przez pola do lasu. Fragment raczej oczywisty, ale warto mieć to z tyłu głowy.

W pozostałych miejscach nie miałem problemów, żeby podążać za szlakiem. Nie zabierałem też ze sobą klasycznych map, bo żeby pokryć cały Główny Szlak Beskidzki, musiałbym wziąć ze sobą kilka arkuszy. Korzystałem za to z aplikacji mapa-turystyczna.pl i mapy.cz (dziś mapy.com). W obu przypadkach można korzystać z map offline, czyli takich, które nie wymagają zasięgu, przy czym w tej pierwszej ta opcja jest dodatkowo płatna. Skoro i tak zabieram na szlak telefon, to używam go też do szybkiego skontrolowania swojego położenia. Warto się z jakąś apką tego typu zapoznać, bo można dzięki nim wygodnie zaplanować odcinek, zobaczyć, jaki dystans i przewyższenia czekają, a także zwiększyć swoje bezpieczeństwo. Z pobranymi wcześniej mapami offline można szybko ustalić swoją pozycję, a w przypadku zmroku albo kiepskiej widoczności to w ogóle świetna pomoc. W telefonie miałem też wgraną apkę Ratunek.

Zejście z Wahalowskiego Wierchu

Ile kosztuje przejście Głównego Szlaku Beskidzkiego?

Moje przejście kosztowało około 2300 złotych. To wszystko, co wydałem w 2024 roku przez 16 dni: noclegi pod dachem, jedzenie, zakupy, kawy w schroniskach, wejściówki do parków narodowych i bilety powrotne. Wychodzi niecałe 150 złotych dziennie, co pokrywa się mniej więcej z innymi relacjami z tego okresu. To ceny sprzed dwóch lat, więc dziś doliczyłbym do tej kwoty pewien zapas, zwłaszcza jeśli chodzi o ceny noclegów. Ile wydasz Ty, zależy głównie od trzech rzeczy: gdzie śpisz, gdzie jesz i ile dni idziesz.

Dwa style, dwa budżety

  • Oszczędnie, ze śpiworem. Bazy namiotowe, wiaty i jedzenie ze sklepu. Przy takim stylu da się zejść pewnie do 40-60 zł dziennie, czyli 800-1000 zł za cały szlak bez dojazdu (wyliczenie z 2024 roku). Dla przykładu: baza namiotowa na Lubaniu w sezonie 2026 liczy 15 zł za noc w namiocie bazowym, a idącym GSB 12 zł.
  • Pod dachem, czyli tak, jak ja. Schroniska i agroturystyki, raz zakupy w sklepie, raz ciepły obiad. U mnie wyszło około 2300 zł za 16 dni. Licząc tą samą stawką dzienną, 18 dni to mniej więcej 2600 zł, a plan na 21 dni około 3000 zł. Tutaj w zasadzie największych oszczędności można poszukać w noclegach oraz wyżywieniu. Szukając noclegu z dnia na dzień, niekiedy nie ma wielkiego wyboru i potocznie mówiąc, trzeba brać to, co jest. Nie zawsze będzie to najtańsza opcja. Rezygnacja z posiłków w schroniskach czy knajpach na rzecz zakupów też pozwoli zaoszczędzić trochę pieniędzy.

Cieślar

Na co idą pieniądze

Noclegi to największa pozycja i w moim przypadku pochłonęły większą część budżetu. Średnia cena wyniosła około 85 zł. Najtaniej udało mi się przespać za 60 zł, a najdrożej za… 200. Trochę bolało, ale we wspomnianej Zubrzycy Górnej byłem już zdesperowany, by cokolwiek znaleźć. Co do zasady miejsce w sali zbiorowej schroniska jest tańsze niż własny pokój, a ze śpiworem odpada jeszcze dopłata za pościel. Mam jednak wrażenie, że w ostatnich latach ta granica się nieco zaciera. Obecnie koszt noclegu w pokoju wieloosobowym na Turbaczu to 100 złotych, a na Markowych Szczawinach 85-100 zł. Jeszcze gdzieniegdzie da się w tej cenie znaleźć własny pokój w agroturystyce.

Jedzenie to druga duża pozycja i nie ma się co dziwić, bo trudno jest przejść 500 kilometrów na samej miłości do gór. Najtaniej wychodzi oczywiście przygotowywanie własnych posiłków, kanapek i przekąsek z wszystkiego tego, co kupi się w sklepie. Na Głównym Szlaku Beskidzkim naprawdę nie ma potrzeby, by zabierać ze sobą jakieś liofilizaty, które sporo kosztują.

Dojazd i powrót to kwestia mocno indywidualna, bo zależy przede wszystkim od tego, skąd na start szlaku dojeżdżasz. To przy okazji koszt stały, bo niezależnie od tego, czy idziesz 16 dni, czy może 21, zapłacisz tyle samo.

Parki narodowe. Wstęp jest płatny we wszystkich czterech parkach na trasie: Bieszczadzkim, Magurskim, Gorczańskim i Babiogórskim, przy czym w Gorczańskim część szlaków jest z opłat zwolniona. W skali całego szlaku to drobna kwota.

Gotówka i drobiazgi. W agroturystykach i bazach namiotowych często płaci się gotówką, a bankomatów na trasie jest niewiele. W praktyce nie jest to jednak zbyt kłopotliwe, bo ja przyjąłem strategię, w której kartą płaciłem wszędzie tam, gdzie się dało, a gotówkę niosłem na wszelkie inne sytuacje, w których była potrzebna.

Poranek w drodze na Caryńską

Jak przejść Główny Szlak Beskidzki taniej

  • Weź śpiwór. Otwiera drogę do baz namiotowych, które działają w sezonie letnim, i do tańszych łóżek bez dodatkowo płatnej pościeli.
  • Rób zakupy w miasteczkach i komponuj sobie z tego posiłki.
  • Jeśli chodzisz po górach częściej, wyrób legitymację PTTK.
  • Nie skracaj przejścia tylko po to, żeby oszczędzić. Każdy dzień mniej to około 150 zł w kieszeni, ale za cenę dłuższych etapów.

Krótko: około 1000 zł to dolna granica dla zaprawionych ze śpiworem, 2500-3000 zł to realny budżet na przejście pod dachem, a powyżej 3500 zł zaczyna się wersja, w której szarlotek nikt nie liczy.

Kiedy najlepiej iść na Główny Szlak Beskidzki?

Wiosna. Na szlakach jest bardzo spokojnie, ale poranki i wieczory mogą być chłodne. Pomijając majówkę, nie powinno być większych problemów ze znalezieniem wolnego łóżka w schronisku czy agroturystykach. Studenckie bazy namiotowe działają jednak dopiero w wakacje. W wysokich partiach może być chłodno, zwłaszcza na Babiej Górze, więc warto spakować coś ciepłego do plecaka.

Lato. Szedłem na przełomie lipca i sierpnia, czyli w środku wakacji. To pora, kiedy działają bazy namiotowe, a dzień jest długi. Lato ma też swoje wady, czyli żar lejący się z nieba i popołudniowe burze. Na dwa tygodnie nieprzerwanego słońca też bym się jednak nie nastawiał. Beskid Niski żegnałem w deszczu, w Gorcach miałem mgłę, mżawkę, chmury i chłód, a na Jaworzynie Krynickiej byłem jedyną osobą, która przy 12 stopniach i wietrze paradowała w spodenkach. W wakacje najtrudniej też o nocleg w popularnych miejscach, a w pogodną niedzielę o świcie minąłem na Babiej Górze dosłownie setki osób.

Jesień. W Beskidach to piękna pora roku, ale dni powoli stają się krótsze, co przy długich etapach ma znaczenie. W schroniskach powinno być już luźno, ale bazy namiotowe są po wakacjach zamknięte. Gdybym szedł we wrześniu, to na pewno zabrałbym jeszcze jakiś lekki polar, rękawiczki i chustę wielofunkcyjną, bo ona zawsze się przydaje.

Zima. To pora roku raczej dla osób z pewnym doświadczeniem. Dzień jest krótki, warunki surowe, a mniej popularne odcinki po świeżych opadach trzeba będzie przecierać samemu.

Przełęcz Przysłop

Co zabrać na Główny Szlak Beskidzki?

Na Główny Szlak Beskidzki zabrałem plecak o pojemności 30 litrów, którego waga bazowa na samym starcie wynosiła 4 kg, a gdy trzeciego dnia odesłałem mały statyw, to mniej więcej 3,5 kg. Waga bazowa nie zdradza jednak tego, ile rzeczywiście w czasie wędrówki się nosi. Osobno doliczyć trzeba przekąski i wodę, bo to się w zależności od dnia zmienia. Zazwyczaj więc mój plecak już z wodą i jedzeniem ważył niecałe 7 kilogramów. Podaję tę wagę, żeby każdy miał punkt odniesienia, natomiast w moim przypadku dochodził jeszcze sprzęt do nagrywania, który niosłem w osobnej torbie przy pasie biodrowym. To był dodatkowy kilogram i trzysta gramów. To uwzględniam dodatkowo, bo wiem, że większość osób dokumentuje swoją przygodę po prostu telefonem.

Gdy zerknąłem po przejściu na zegarek, to postawiłem na całej trasie ponad 790 tys. kroków, no i każde dodatkowe kilogramy tyle razy trzeba właśnie podnieść na swoich nogach, często na jakichś długich podejściach w upale. Są szlaki i wyprawy, na których trzeba dużo nosić, bo nie ma innego wyjścia. Na Głównym Szlaku Beskidzkim ciągle można dużo nosić, jeśli ktoś ma ochotę, ale jeśli się nie chce, to nie trzeba. Warto więc dokładnie się zastanowić, co jest niezbędne, a każdą rzecz przed wrzuceniem do plecaka zważyć. Gramy zaskakująco szybko zamieniają się w kilogramy.

Przez Bieszczady

W skrócie miałem ze sobą:

  • plecak Gregory Citro 30 l z obszernym pasem biodrowym
  • softshell (w zasadzie wiatrówkę) i pelerynę przeciwdeszczową, która chroni też plecak
  • koszulkę z długim rękawem na zmianę i do spania, krótkie spodenki, dwie pary skarpetek i bokserki na zmianę, czapkę z daszkiem
  • dwie litrowe butelki Nalgene i filtr do wody Katadyn BeFree
  • kosmetyczkę (m.in. z Sudocremem i kremem z filtrem) oraz apteczkę z plastrami żelowymi i folią NRC
  • czołówkę, powerbank 5000 mAh, ładowarki i kable
  • drobiazgi: nożyk, małą zapalniczkę, worek wodoszczelny, portfel-saszetkę, chusteczki

Na sobie miałem niskie buty trailowe, softshellowe spodnie z długimi nogawkami i koszulkę termoaktywną. Ubrań na zmianę było niewiele, bo po prostu prałem sobie na bieżąco. Nie zabierałem za to kijków, butów na zmianę, klapek, ręcznika ani kubka. Rozważyłbym ewentualnie lekki śpiwór, ale i to nie było mi potrzebne.

Buty i stopy: 500 km bez odcisków

Zero odcisków po 794 651 krokach to u mnie zasługa czterech rzeczy: wygodnych butów, dobrych skarpetek, przerw i Sudocremu. Szedłem w niskich butach trailowych bez membrany. Rano w mokrej trawie przemakały po chwili, ale równie szybko schły, a w wodoodpornych butach w środku lata po prostu zaparzyłbym sobie stopy. Do tego cienkie skarpetki z wełny merino, bo bawełny unikam w górach jak ognia. Stopy smarowałem Sudocremem, często i grubo. Jest tłusty, więc skóra radzi sobie nawet wtedy, kiedy skarpetki są mokre, a do mokrych skarpetek zdążyłem w Beskidzie Niskim przywyknąć.

Reszta to drobiazgi. Butelka z gorącą wodą, która wieczorem służy za suszarkę, bo wystarczy wsunąć ją do buta albo owinąć skarpetką. Pierwsze trzy dni miały też po 18-25 kilometrów, więc stopy dostały kilka dni rozgrzewki, zanim przyszedł prawie czterdziestokilometrowy etap do Rymanowa-Zdroju. Plastry żelowe na odciski wziąłem tylko profilaktycznie. Więcej o tym, co się u mnie sprawdza, napisałem we wpisie Ból stóp w górach? Oto 7 rzeczy, które zmieniły moje wędrówki.

Taki minimalizm nie jest dla wszystkich i nikogo nie zachęcam, żeby ograniczać aż tak mocno wagę plecaka. Jeżeli jednak do takiego zestawu dołożysz sobie jeszcze jedną koszulkę na zmianę, jakiś polar, trochę większą kosmetyczkę, kubek i kilka innych drobiazgów, to i tak waga bazowa Twojego plecaka nie powinna przekroczyć 5 kg. To ciągle będzie bardzo dobry wynik. Pełną listę z wagami, modelami i uwagami o tym, co się sprawdziło, a co nie, znajdziesz w osobnym wpisie: Sprzęt na Główny Szlak Beskidzki – co zabrałem?

Listę sprzętu z GSB mam też w wersji PDF, do zapisania w telefonie albo wydrukowania przed pakowaniem. Zapisz się do newslettera (piszę co jakiś czas o trasach, sprzęcie i górskich historiach), a wyślę Ci ją mailem. Jeśli jesteś tu pierwszy raz, dostaniesz też ebook o tatrzańskich szlakach.

Lista sprzętu na Główny Szlak Beskidzki
Odbierz listę sprzętu z mojego przejścia GSB w PDF. Wyślę Ci ją mailem. Zapisując się, dołączasz też do mojego newslettera, więc co jakiś czas napiszę list o trasach, sprzęcie i górskich historiach.
Przerwa w czasie przejścia GSB

Odznaka Głównego Szlaku Beskidzkiego: jak potwierdzić przejście?

Za przejście GSB można zdobyć odznakę PTTK „Główny Szlak Beskidzki”. Ma cztery stopnie:

  • brązowa: za odcinki szlaku warte łącznie co najmniej 200 punktów GOT PTTK
  • srebrna: za kolejne 200 punktów na tym samym szlaku
  • złota: za przejście pozostałych, dotychczas nieprzebytych części, czyli w praktyce za cały szlak
  • diamentowa: za przejście całego GSB w czasie nie dłuższym niż 21 dni

Trzy pierwsze stopnie można zdobywać w odcinkach, niezależnie od czasu trwania i liczby wycieczek, a kierunek przejścia jest dowolny. Przejście dokumentuje się w książeczce GOT PTTK, a weryfikacją zajmuje się Centralny Ośrodek Turystyki Górskiej PTTK w Krakowie. Sama weryfikacja jest bezpłatna, płaci się za odznakę i przesyłkę. Pieczątki zbiera się głównie w schroniskach, ale skrzyneczki z nimi znajdują się też na niektórych szczytach.

Chyrowa o poranku

Zobacz film z przejścia Głównego Szlaku Beskidzkiego

Czy warto przejść Główny Szlak Beskidzki?

Jeśli liczysz na dwa tygodnie nieustających panoram, to możesz się rozczarować. Między połoninami, Babią Górą i gorczańskimi halami jest bardzo dużo lasu, trochę asfaltu i całkiem sporo błota. Ładnego widoku na Tatry nie doczekałem się przez pięć dni z rzędu, chociaż codziennie na niego polowałem.

Warto go przejść, jeśli:

  • chcesz zobaczyć wszystkie najważniejsze pasma polskich Beskidów w jednym ciągu, od połonin po Baranią Górę
  • tęsknisz za prostym życiem, które składa się z czterech czynności: iść, jeść, spać, powtórzyć
  • chcesz spróbować naprawdę długiego szlaku, ale ze sklepem i łóżkiem w zasięgu każdego dnia

Moje przejście zajęło 16 dni, kosztowało około 2300 złotych, a w tym czasie postawiłem 794 651 kroków. Tyle przynajmniej wskazał mój zegarek. Schudłem niecałe 2 kilogramy, a odcisków na stopach miałem całe zero. Najważniejsze jednak działo się na szlaku, bo gdzieś w deszczowych Gorcach zaczęło do mnie docierać, że cel w Ustroniu nie ma tak naprawdę znaczenia. Po kilku dniach upartego stawiania kroków przestaje się myśleć o mecie, a celem staje się każdy kolejny krok. To on mógł skrywać przygodę: za wzniesieniem, za zakrętem, w pięknie oświetlonym lesie albo w zupełnie niepozornym sklepie, zdawałoby się gdzieś na końcu świata. Moja lista luksusów w czasie tego przejścia skurczyła się do naprawdę króciutkiej listy.

Po drodze były bieszczadzkie połoniny o świcie, cmentarz na Rotundzie, wieża na Lubaniu, mgły nad doliną Popradu i Hala Rysianka. Był też moment na Babiej Górze, kiedy uśmiechnąłem się w duchu, bo pierwszy raz zobaczyłem, gdzie to wszystko się skończy. Dzień później, z Hali Radziechowskiej, patrzyłem na tę samą Babią Górę daleko na horyzoncie i nie dowierzałem, że jeszcze wczoraj tam stałem. Na Głównym Szlaku Beskidzkim często miałem momenty, w których nie dowierzałem w moc własnych kroków.

W mojej opinii GSB to jedna z najpiękniejszych przygód, jakie można sobie sprawić w naszych górach. To niesamowite połączenie piękna krajobrazu, ale też tego, czego się doświadcza wewnątrz. A potem wszedłem między zabudowania Ustronia i zrobiło mi się nieswojo. Szum lasu zamienił się w szum samochodów i dotarło do mnie, że cała ta przygoda się musi mieć koniec. Podobno najtrudniejszy jest pierwszy krok. Mnie trudniej było postawić ten ostatni.

Główny Szlak Beskidzki dzień po dniu

No i ostatnie na koniec. Poniżej znajdiesz… sporo czytania o szlaku. Każdy z szesnastu dni ma osobną relację ze zdjęciami i szczegółowym opisem odcinka.

Rozsypaniec – Halicz – Tarnica
Połonina Caryńska i Wetlińska
Fereczata – Okrąglik – Jasło
Wołosań – Chryszczata – Jeziorka Duszatyńskie
Komańcza – Wahalowski Wierch – Tokarnia – Wisłoczek
Z Rymanowa-Zdroju przez Cergową do Chyrowej
Chyrowa – Magurski Park Narodowy – Bartne
Rotunda i Kozie Żebro
Przez Jaworzynę Krynicką na Halę Łabowską
Z Rytra na Radziejową
Z Krościenka nad Dunajcem na Lubań
Studzionki – Turbacz – Rabka-Zdrój
Przez Jordanów w Pasmo Policy
Przez Babią Górę i Mędralową na Halę Miziową
Hala Miziowa – Rysianka – Barania Góra
Na metę do Ustronia

36 pomysłów na wycieczki w Tatrach

Darmowy ebook, 119 stron. Pobrało go już 4660 osób. Co jakiś czas wysyłam też listy o trasach, sprzęcie i górskich historiach.

Góry Wzywają 2027

Na szlaku jesteśmy kilkanaście dni w roku. Na resztę mam kalendarz „Góry Wzywają 2027”. To dwanaście kadrów z moich wędrówek, każdy egzemplarz podpisany.

Zobacz kalendarz
Mateusz Stawarz

Chodzę po górach. Opowiadam historie. Przewodnik Beskidzki, autor książki, twórca filmów. Górskie wędrówki odkryłem dopiero po studiach, ale już wtedy wiedziałem, że chcę być na szlaku tak często, jak to tylko możliwe. Od 2015 roku zamieniam swoje przygody w historie i sprawdzam, co dzieje się w głowie, kiedy zostajesz sam z plecakiem, górami i ciszą.

Zostaw komentarz

×