Gdy nie masz szczęścia do pogody, idź na Sarnią Skałę. 

Wycieczka na Sarnią Skałę to tatrzański klasyk. Podejście nie jest zbyt trudne anie męczące, na szlak można się wybrać praktycznie bezpośrednio z Zakopanego, no a co może i najważniejsze, na szczycie pokazują się bardzo ładne widoki. W dodatku sam marsz doliną idealnie nada się na krótki spacer, na który można zabrać nawet dzieci w wózku. Nie dziwne więc, że i ja postanowiłem zobaczyć, o co tyle hałasu. 

Ten wpis powstał w czerwcu 2018 roku jako relacja z jednej mokrej wycieczki. W 2026 roku dopisałem do niego to, czego wtedy brakowało: trasę w skrócie, trzy warianty z czasami, sekcje o trudności, zimie i parkingu oraz odpowiedzi na pytania, które najczęściej słyszę o Sarniej Skale. Sama opowieść została nietknięta, łącznie z moją ówczesną wiarą w prognozy pogody.

Sarnia Skała – trasa w skrócie

Z parkingu przy Dolinie Strążyskiej na Sarnią Skałę idzie się około półtorej godziny w jedną stronę, a cała wycieczka, uwzględniając powrót tym samym szlakiem, to mniej więcej trzy godziny marszu. To jednak wyłącznie czas machania nogami, więc realnie, doliczając przerwy na szczycie i Polanie Strążyskiej, warto zarezerwować sobie nawet ponad cztery. Szlak nie przedstawia trudności, a do polany to wręcz spacer. Podejście zaczyna się dopiero na czarnym szlaku, a jedyny skalisty kawałek to ostatnie 10 minut z Czerwonej Przełęczy. Spokojnie, nic jednak przesadnie trudnego.

36 pomysłów na wycieczki w Tatrach

Darmowy ebook, 119 stron. Pobrało go już 5070 osób. Co jakiś czas wysyłam też listy o trasach, sprzęcie i górskich historiach.

  • Wysokość: Sarnia Skała 1377 m n.p.m.
  • Trudności: bez łańcuchów i ekspozycji na szlaku. Pod wierzchołkiem znajduje się krótki skalny odcinek. Po deszczu natknąć się można na wyjątkowo śliskie głazy na podejściu
  • Wymagania: ok. 480 m podejścia, z czego ok. 330 m wypada na niecałe półtora kilometra między polaną a szczytem
  • Kolor szlaku: czerwony do Polany Strążyskiej, a dalej czarny na szczyt. Wariant przez Dolinę Białego to najpierw żółty i czarny na wierzchołek
  • Trasa: Dolina Strążyska, parking – [czerwony] – Polana Strążyska – [czarny] – Czerwona Przełęcz – [czarny] – Sarnia Skała (1377 m)
  • Dystans / przewyższenie / czas: 6,8 km tam i z powrotem, ok. 480 m w górę, 2:53 h czystego marszu. Do tego warto doliczyć przerwy
  • Start i parking: koniec ulicy Strążyskiej w Zakopanem, kilka prywatnych parkingów. Cena w 2026 to około 30 zł
  • Bilety: wstęp do Tatrzańskiego Parku Narodowego jest płatny: 11 zł normalny, 5,50 zł ulgowy w 2026
  • Pies: zgodnie z regulaminem Tatrzańskiego Parku Narodowego, na ten szlak nie można zabrać psa
  • Wózek: droga do Polany Strążyskiej to jeden z tych tatrzańskich szlaków, na który można zabrać wózek z dzieckiem. Przydadzą się jednak duże koła, bo na trasie nie brakuje nierówności.
  • Jedzenie i woda: bufet na Polanie Strążyskiej

Podobnych wycieczek mam więcej: 36 tatrzańskich tras zebrałem w darmowym ebooku, od spacerów dolinami, po Orlą Perć.

 

Szlak na Sarnią Skałę – skąd wejść? Warianty i pętla

Na Czerwoną Przełęcz, spod której wchodzi się na szczyt, prowadzą szlaki z dolin po obu stronach Sarniej Skały. To odpowiednio Dolina Strążyska od zachodu i Dolina Białego od wschodu. Obie ścieżki zaczynają się przy Drodze pod Reglami w Zakopanem, kilkanaście minut marszu od siebie, więc łatwo spiąć je w pętlę.

Wariant 1: z Doliny Strążyskiej na Sarnią Skałę (najkrótszy)

Trasa: Dolina Strążyska, parking – Polana Strążyska – Czerwona Przełęcz – Sarnia Skała | Czas: 1:33 h w jedną stronę, 2:53 h w obie | Dystans: 3,4 km w jedną stronę | Przewyższenie: ok. 480 m

To wariant który wybrałem ja, no i to ten opisuję poniżej. Pierwsze 40 minut to płaska ścieżka wzdłuż potoku, więc jest naprawdę miło. Potem czeka godzina dosyć konkretnego podejścia lasem. Zaletą podchodzenia na szczyt od tej strony jest to, że po drodze mijacie Polanę Strążyską z bufetem. Jeśli nie dopiszą chęci, siły, albo marudzenie dzieci, to możecie po prostu posiedzieć chwilę i zawrócić.  Ten spacer opisuję szczegółowo osobno: Dolina Strążyska i Wodospad Siklawica.

Wariant 2: przez Dolinę Białego (łagodniejsze podejście)

Trasa: Droga pod Reglami – Dolina Białego – Ścieżka nad Reglami – Czerwona Przełęcz – Sarnia Skała | Czas: 1:39 h w jedną stronę od wylotu doliny | Dystans: 3,3 km w jedną stronę | Przewyższenie: ok. 465 m

Żółty szlak idzie dnem wąskiej doliny, przez mostki nad Białym Potokiem, a ostatnie kilkanaście minut do przełęczy pokonuje się już czarnym. Podejście rozkłada się tu w mojej opinii równiej niż w Strążyskiej, gdzie największy wysiłek czeka na odcinku za polaną. W dolinie widać jeszcze zakratowane wejście do sztolni z czasów powojennych poszukiwań uranu

Wariant 3: pętla Dolina Strążyska – Sarnia Skała – Dolina Białego (najlepszy wybór)

Trasa: Dolina Strążyska, parking – Polana Strążyska – Czerwona Przełęcz – Sarnia Skała – Czerwona Przełęcz – Dolina Białego – Droga pod Reglami – parking | Czas: ok. 3: 15 h całość | Dystans: ok. 8 km i | Przewyższenie: ok. 515 m

Pętelki to jak wiadomo najlepszy sposób, w górach w czasie jednej wycieczki zobaczyć jak najwięcej. No i jeśli nie goni was czas, to polecam wybrać się na Sarnią Skałę z uwzględnieniem zarówno Doliny Strążyskiej, jak i Doliny Białego. Kierunek nie ma wielkiego znaczenia, możecie wybrać go w zależności od tego, czy Polanę Strążyską chcecie odwiedzić przed, czy może już po zejściu z Sarniej Skały.

Sarnia Skała na niepogodę – czerwcowa wycieczka o zachodzie słońca

Tegoroczna wiosna rozpieszczała pogodą i aż chciałoby się zaśpiewać, że nic nie może przecież wiecznie trwać. I faktycznie – czerwiec przywitał nas bardzo niestabilną aurą, a planowanie jakiegokolwiek wypadu w Tatry było mocno utrudnione. Ileż można jednak czekać? Mając pecha, zapewne długo. Ustaliłem więc tym razem z koleżanką, że zaryzykujemy, choćby z naszych planów miała wyniknąć tylko krótka wycieczka.

Zawierzyłem prognozom pogody. Moja sceptyczna natura rzadko mi na to pozwala, ale rozumiecie – chciałem wyjść na tego, który wie, co robi. Że niby coś z tych kolorowych wykresów obliczyłem. Pokrywa chmur, wilgotność, jakieś izobary, amplitudy, barometr i inne meteorologiczne słowa, które już z daleka brzmią dobrze. Nasze szanse na udaną wędrówkę były zresztą i tak wysokie. Jakieś 50% – albo się uda, albo nie. Bo kłopot w tym, że w Tatrach trafiliśmy ostatecznie, kolokwialnie mówiąc, na dupówę. Grzmiało, padało, ciskało piorunami, a my jak sieroty i tak zjawiliśmy się pod Giewontem. Nie znoszę jednak moknąć, a od burzy na grani bardziej boję się już chyba tylko małżeństwa, więc rozsądnie odpuściliśmy wszelkie wymagające cele. Miała być Sarnia Skała i to o zachodzie słońca, bo wtedy właśnie spodziewałem się okienka pogodowego.

Ruszamy na szlak w Dolinie Strążyskiej

Ruszamy na szlak

 

Z Doliny Strążyskiej na Sarnią Skałę – pierwsze 40 minut

Właśnie przestawało padać, gdy zarzuciliśmy na siebie plecaki i opuściliśmy parking, kierując się czerwonymi oznaczeniami. Mijaliśmy schodzących, zmokniętych turystów, którzy i tak sprawiali wrażenie zadowolonych. Góry, to dziwna choroba. Dolina Strążyska, bo to właśnie nią dreptaliśmy, stawała się z każdym krokiem bardziej pusta i cicha. Ten początkowy odcinek to idealne miejsce na spacer. Ścieżka jest szeroka, płaska, a obok szumi potok. Spodobało mi się tam tak bardzo, że “specjalnie” zapomniałem o statywie, byle tylko wrócić do samochodu i przejść ten kawałek raz jeszcze. Nie jestem mistrzem opisywania przyrody, ale spróbuję, na wypadek gdybyście nie lubili oglądać zdjęć.

Szeroka ścieżka czerwonego szlaku w Dolinie Strążyskiej, początek drogi na Sarnią Skałę

Ścieżka jest wygodna, więc mkniemy przed siebie

 

Wokół był las, czyli zbiór drzew, gdzieniegdzie znajdowały się niższe rośliny, zwane potocznie krzakami, a całości dopełniały kwiatki. Kwiatek z grubsza wygląda na takie coś, co dajecie lub otrzymujecie w czasie różnych rocznic, lub w ramach przeprosin, gdy o takowych zapomnicie. I wszystko to, zroszone niedawnym deszczem, czyli wodą z nieba, zachwycało soczystością kolorów. Konkretnie jednego – zielonego, czyli mniej więcej takiego samego, jak murawa piłkarska. Opisu nie powstydziłaby się Eliza Orzeszkowa w swoim “Nad Niemnem”, ale było naprawdę urokliwie, a czas mijał jakoś tak beztrosko. Po części pewnie dlatego, że na tym etapie wycieczki trudno mówić o zmęczeniu, czy zadyszce. Leniwy spacer doprowadził nas dosyć szybko do pierwszego, bardzo charakterystycznego punktu.

Polana Strążyska – tu zaczyna się czarny szlak na Sarnią Skałę

Polana Strążyska pod północną ścianą Giewontu

Polana Strążyska

 

Oto i Polana Strążyska. Nie zachwyca wielkością, a widoki ograniczają się do imponującej, północnej ściany Giewontu, ale i tak jest tam ładnie. Zresztą szczyt “Śpiącego Rycerza” znajduje się prawie 850 metrów wyżej, niż miejsce z którego zadzieraliśmy głowy, a to już przemawia do wyobraźni. Plusem jest też fakt, że prowadzi tu ścieżka, którą można pokonać choćby z marudnym i leniwym dzieckiem, jeżeli akurat pechowo doczekaliście się potomka o takich cechach. W pobliżu znajduje się również Wodospad Siklawica, więc śmiało można podejść i obejrzeć ten cud natury. Ba, na polanie, to i nawet coś na kształt bufetu znajdziecie. Nam natomiast zależało przede wszystkim na zachodzie słońca i trochę się baliśmy, że zabraknie nam cennego czasu. Pokręciliśmy się chwilę po okolicy, zbojkotowaliśmy słynny, wielki głaz, na którym można sobie pstryknąć fajną fotkę, po czym ruszyliśmy czarnym szlakiem w stronę Sarniej Skały.

Czarny szlak na Sarnią Skałę – z Polany Strążyskiej na Czerwoną Przełęcz

Początek czarnego szlaku z Polany Strążyskiej na Czerwoną Przełęcz

Ruszamy czarnym szlakiem do góry

 

Ciągle zerkałem podejrzliwie w niebiosa, upewniając się, czy w zasięgu wzroku nie ma jakiejś burzowej chmury. Podłoże było mokre, a śliskie kamienie stanowiły zagrożenie dla struktury kości, ale zieleń była tak soczysta, że tutaj wypadałoby ponownie wstawić jakieś poetyckie i rozbudowane porównanie: “Było zielono, że hej!”. Na szlaku nie spotkaliśmy już nikogo, bo kto dał się złapać burzy, ten trąba i pewnie szybko czmychnął na dół. Nam natomiast dopisywało szczęście, bo zachmurzenie stawało się jakby mniejsze, co znacząco zwiększało nasze szanse na udany zachód słońca. Kolorki, spokój i te sprawy. Najpierw jednak musieliśmy się uporać z podejściem na szczyt.

Klimat dopisuje. Kto by pomyślał

Klimat dopisuje. Kto by pomyślał?

 

I teraz składajcie litery uważnie. Gotowi? Zdaję sobie sprawę, że Sarnia Skała bywa bardzo popularnym celem wycieczek początkujących turystów. Dlatego, mimo że obiektywnie nie jest trudno, bo góra wznosi się na 1377 m n.p.m., to z Polany Strążyskiej trzeba podejść w pionie jakieś 330 metrów i to na dystansie nieco ponad 1,3 kilometra. Mówiąc obrazowo: zmęczycie się. Ścieżka co prawda prowadzi po wygodnych głazach, ale te po deszczu nie gwarantują dobrej przyczepności. Trzeba więc uważać i pamiętać o zapomnianych być może do niedawna płucach. Nie biliśmy rekordów, ale też nie ociągaliśmy się i spacer pod górkę odbywał się bardzo płynnie. Wiem, że leśne krajobrazy przegrywają ze szczytowymi panoramami, ale ten odcinek naprawdę miał w sobie coś ciekawego. Niekiedy w oddali unosiła się lekka mgła, która w połączeniu z kompletną ciszą gwarantowała przyjemne wędrowanie i to mimo utrzymującej się wysokiej temperatury. No i tak w skrócie mijał nam czas.

Czerwona Przełęcz – ostatnie 10 minut na Sarnią Skałę

Czerwona Przełęcz. Do szczytu już tylko 10 minut

Czerwona Przełęcz. Do szczytu już tylko 10 minut

 

Kiedy dotarliśmy na Czerwoną Przełęcz, zrobiliśmy sobie chwilę przerwy. Stąd na szczyt jest już niedaleko, a dreptanie po skałach daje trochę więcej frajdy, niż omijanie kałuż w lesie. No i to co ważne – wreszcie pojawiły się widoki. Tutaj też można odbić w stronę Doliny Białego, jeżeli zaplanowaliście sobie wycieczkę w postaci pętli. Uwagę przykuwał zwłaszcza Giewont, ale wkrótce w zasięgu wzroku pojawiły się inne szczyty, a także pozostawione w dole Zakopane. Całą Sarnią Skałę mieliśmy na wyłączność, więc końcowy odcinek pokonaliśmy w ekspresowym tempie, zwłaszcza że to raptem 10 minut z przełęczy.

Skalisty odcinek tuż pod wierzchołkiem Sarniej Skały

Ostatnie metry przed wierzchołkiem, to przyjemny, skalisty teren

 

Na wierzchołku Sarniej Skały

Gdyby istniało coś na kształt “Korony Szczytów Reglowych”, to niechybnie, prędzej czy później, stałbym się jej posiadaczem. Do Nosala, Wielkiego Kopieńca i Gęsiej Szyi, dorzuciłem właśnie wierzchołek Sarniej Skały. Owszem, takie spacerowe wycieczki pewnie nie mogą się równać zdobywaniu najwyższych, tatrzańskich szczytów, ale pozwalają pooglądać trochę świata i to przy niewielkim nakładzie sił. To też świetne cele na rozgrzewkę przed poważniejszym chodzeniem, lub na krótkie wypady w razie niepogody. Nie dziwne więc, że kręciliśmy się w każdym miejscu dosyć rozległego wierzchołka, szukając ciekawych panoram i kadrów.

Północna ściana Giewontu widziana z wierzchołka Sarniej Skały

Ze szczytu widać przede wszystkim Giewont

 

Motywem przewodnim naszego zwiedzania było hasło: “Tylko nie spadnij!”. Bo chociaż szczyt jest płaski i bezpieczny, to sporo tam wystających, skalnych “kikutów”, które stromo opadają w stronę przełęczy. No i jakkolwiek to zabrzmi, to jeśli coś sterczy, to aż kusi, żeby na tym usiąść. Ustawiałem więc statyw i kadr, a potem ścigałem się z czasem, kiedy samowyzwalacz odliczał 10 sekund do wyzwolenia migawki. Byle tylko zdążyć usiąść w jakimś efektownym miejscu. Nie jest to najbezpieczniejsza metoda zwiedzania, więc wkrótce po prostu poprosiłem koleżankę o pomoc.

Na skałach wierzchołka Sarniej Skały

Na Sarniej Skale

 

Co widać z Sarniej Skały?

Oczekiwaliśmy, aż słońce zacznie się obniżać, jednocześnie zastanawiając się, co tak właściwie można zobaczyć ze szczytu. Przede wszystkim Giewont, bo jego północna ściana hipnotyzuje z tej perspektywy. To jednak nie wszystko, bo wprawne oko wypatrzy otoczenie Czarnego Stawu Gąsienicowego, z Granatami na czele. Widać też Tatry Bielskie, chociaż z tej perspektywy prezentują się tak sobie, a dokładnie po przeciwnej stronie, czyli na zachodzie, uwagę przyciąga Kominiarski Wierch. O tym, że widać odległą Babią Górę też wspomnę, chociaż widać ją akurat niemal z każdego, tatrzańskiego szczytu.

Babia Góra widoczna na horyzoncie z Sarniej Skały

Babiej Góry nie trzeba przedstawiać

 

Czasami bywa tak, że chociaż widoki i atmosfera nas zachwycą, to nieszczególnie da się to pokazać na zdjęciach. I tak właśnie było w przypadku Sarniej Skały. Bo chociaż słońce oświetlało po chwili wszystko ciepłym blaskiem, to trudno było skomponować interesujący kadr. Spore zachmurzenie też nie pomagało. Kosówka ograniczała widoki w niektórych kierunkach, a Giewont sfotografowaliśmy już chyba ze sto razy. W końcu podjęliśmy więc decyzję, że pora wracać i bardzo powoli ruszyliśmy po mokrych kamieniach na dół.

Zejście z Sarniej Skały po zachodzie słońca

Widok z Czerwonej Przełęczy przed zejściem z Sarniej Skały

Ostatnie spojrzenie z przełęczy

 

Minęliśmy grupkę turystów, spragnionych chyba wieczornych widoków, a wkrótce zanurzyliśmy się w cichy las, w którym panował już półmrok. “Tylko nie spadnij!” zamieniliśmy na: “Tylko się nie wywal!” i korzystając z ostatnich promieni słońca kierowaliśmy się w stronę Polany Strążyskiej. Normalnie polecałbym jednak odbić z przełęczy w kierunku Doliny Białego, żeby zrobić ciekawą pętelkę, ale chcieliśmy bez przygód dostać się na parking. W lesie było już dosyć ciemno, a natura podarowała nam na sam koniec prezent, gdy wiszące nad horyzontem chmury przybrały niesamowite kolory. Droga z polany nie sprawiła nam już trudności, bo zgubić się tam ciężko, a teren jest raczej płaski. Poza tym letnie wieczory są naprawdę długie i nawet czołówek nie musieliśmy używać. Wkrótce zameldowaliśmy się na parkingu, a wędrówka na Sarnią Skałę przeszła do historii.

Kolorowe chmury nad horyzontem po zachodzie słońca, w drodze z Sarniej Skały

Feeria barw po zachodzie

 

Czy warto iść na Sarnią Skałę?

Taka wycieczka, to naprawdę świetna propozycja dla każdego. Ze szczytu da się już coś zobaczyć, a sam marsz nie jest przesadnie męczący. Do Polany Strążyskiej, to w zasadzie najnormalniejszy spacer. Nieco więcej wysiłku kosztuje wdrapanie się z polany na wierzchołek Sarniej Skały, ale to ciągle raptem godzina drogi. Trasa prowadząca przez Dolinę Białego uchodzi za odrobinę łagodniejszą, bo przewyższenia rozkładają się bardziej równomiernie.

Możecie więc rozważyć oba warianty, chociaż ciągle będę się upierał, że jeżeli nie goni was czas, to warto połączyć te dwa szlaki w ciekawą pętelkę. Nie zapominajcie też o nieodległej Siklawicy i o tym, że przez Dolinę Strążyską prowadzi również szlak na Giewont. To wzmianka dla tych, którym trochę mało. Więcej ciekawych propozycji znajdziecie we wpisie o prostych trasach w Tatrach.

Polana Strążyska

Czy Sarnia Skała jest trudna?

Technicznie nie. Na szlaku nie ma łańcuchów ani klamer, a skalny odcinek pod wierzchołkiem to raptem kilka wyższych stopni do pokonania. Jeśli natomiast chodzi o kondycję, to… każdy musi zrobić swój własny rachunek sumienia. Dla osób sprawnych, w ciągłym ruchu, będzie to miły spacer. Jeśli natomiast na co dzień nie ruszacie się wcale, to wycieczka może stanowić pewne wyzwanie i zadyszka nie będzie w czasie marszu wam obca.

Trochę może paradoksalnie, ale jeśli miałbym wskazać, co może być mało przyjemnym elementem tego szlaku, to będą to… wielkie głazy. Są dosyć gładkie, wypolerowane butami, a po deszczu rzeczywiście można na nich podjechać. Warto o tym pamiętać, bo szkoda wracać do domu z siniakami. Szczyt jest rozległy, ale jak to w górach bywa, pewnie i z niego da się spać. Jeśli wybieracie się więc z dziećmi, to zwróćcie na nie uwagę.

Polana Strążyska

Sarnia Skała – parking, bilety i dojazd

Wycieczkę zaczyna się na końcu ulicy Strążyskiej w Zakopanem, gdzie stoi kilka prywatnych parkingów. W sezonie i w weekendy zapełniają się przed południem, ale po południu znowu robi się nieco luźniej. Z centrum Zakopanego, okolic Krupówek, można dojść pieszo albo podjechać busem. Przy wejściu do Doliny Strążyskiej stoi kasa Tatrzańskiego Parku Narodowego. Bilet można też kupić wcześniej przez internet, a w sezonie 2026 kosztował odpowiedni 11 zł za bilet normalny i 5,50 zł za ulgowy. Więcej tras z okolic Zakopanego znajdziecie w dziale Tatry.

Sarnia Skała – najczęstsze pytania

Ile się idzie na Sarnią Skałę z Doliny Strążyskiej?

Około półtorej godziny w jedną stronę. Mapy wskazują, że cała wycieczka tam i z powrotem zajmie niecałe trzy godziny. To jednak czas samego marszu, więc koniecznie warto doliczyć do tego przerwy.

Jak dojść na Sarnią Skałę z Zakopanego?

Najprościej dostać się na ulicę Strążyską i dojść do jej końca, gdzie zaczyna się szlak czerwony przez Dolinę Strążyską. Jeśli dojeżdżasz samochodem, to u wylotu doliny jest kilka płatnych parkingów.

Czy na Sarnią Skałę można iść z dziećmi?

Tak, a na samą polanę dotrze pewnie nawet i dosyć  marudne dziecko. Dalej natomiast robi się dosyć stromo i droga na szczyt może być męcząca dla najmłodszych nóg.

Czy na Sarnią Skałę można wejść z psem?

Nie. W Tatrzańskim Parku Narodowym, poza bardzo nielicznymi wyjątkami, nie można wędrować z psami. Na wycieczkę z psem polecam (nie wierzę, że to piszę) Dolinę Chochołowską oraz Drogę pod Reglami.

36 pomysłów na wycieczki w Tatrach

Darmowy ebook, 119 stron. Pobrało go już 5070 osób. Co jakiś czas wysyłam też listy o trasach, sprzęcie i górskich historiach.

Góry Wzywają 2027

Na szlaku jesteśmy kilkanaście dni w roku. Na resztę mam kalendarz „Góry Wzywają 2027”. To dwanaście kadrów z moich wędrówek, każdy egzemplarz podpisany.

Zobacz kalendarz
Mateusz Stawarz

Chodzę po górach. Opowiadam historie. Przewodnik Beskidzki, autor książki, twórca filmów. Górskie wędrówki odkryłem dopiero po studiach, ale już wtedy wiedziałem, że chcę być na szlaku tak często, jak to tylko możliwe. Od 2015 roku zamieniam swoje przygody w historie i sprawdzam, co dzieje się w głowie, kiedy zostajesz sam z plecakiem, górami i ciszą.

Komentarz

  • Agata pisze:

    No właśnie……..dawno dawno temu……….idąc przykładnie od samego dworca w Zakopanem, wybraliśmy się z jeszcze NIEmężem do Strążyskiej – i uznaliśmy “że nam mało” – więc poszliśmy na Giewont. Żar lał się z nieba, turystów mnogo, ja “na oparach” doczołgałam się na szczyt – i wiecie co? wcale mnie ten Giewont nie zachwycił. I tak mi zostało do dziś. Nie lubię go do tego stopnia, że byłam na nim dwa razy – pierwszy i ostatni. Natomiast na Sarniej Skale byłam z dziećmi. Młody miał wtedy 4 latka, córka 10. Mam piękne zdjęcia…….jeszcze z kliszy………..Fajnie powspominać. A Tatry uwielbiam tak w ogóle i jestem tam chociaż raz w roku.

Zostaw komentarz

×